Kotłowały się we mnie różne emocje. Od strachu do szczęścia, poprzez chęć pocałowania go namiętnie, a także przyłożenia mu w twarz. Czy to oznaczało, że on chce być ze mną? Czy może miałam teraz zbyt wysokie mniemanie o sobie i nie zauważyłam, że podkochuje się w kimś innym? A z drugiej strony Selena mnie znienawidzi. Albo już to zrobiła. Naprawdę chciała się mnie pozbyć?
- Wow. Alice zaniemówiła - uśmiechnął się.
Chciałam zrobić to samo, ale wyszedł mi raczej grymas.
- Ej - spojrzał na mnie. - Co jest?
- Nie... Nie wiem. Nie wiem co mam myśleć.
Jedną ręką puścił kierownicę i dotknął mojej ręki.
- Nie chcę się ukrywać - powiedział czule.
- Z czym? - zadrżał mi głos.
Zamilkł na chwilę.
- Z moimi uczuciami. Tymi prawdziwymi.
Czy on mówił o tym o czym myślałam, że mówi?
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to na randkę - zwilżył usta językiem.
Zaskoczył mnie.
- Ale ze mną? - zdziwiłam się.
Westchnął cicho.
- A masz coś przeciwko? - spytał.
Zastanowiłam się chwilę. Justin mnie zapraszał na randkę? Czy miałam stać się teraz s ł a w n a ? Czy w oczach wszystkich fanów miałam być zwykłą suką? Czy tylko niektórych? Już widziałem te nagłówki.
Nagle przed twarzą stanął mi Robert. Jego zmierzwione, ciemne i mokre włosy spływały mu niedbale po twarzy. Zapamiętałam go tak jak ostatnio. Kosmyk włosów wpadł mu do oka. Aż niemożliwe, że facet tak się zmienił. Otworzył przede mną swoje tajemnice. Powiedział mi o Spencer. Już nie był w moich oczach tym, kim był wcześniej. Tylko dlaczego? I dlaczego myślałam o nim w takiej chwili?
- Nie - powiedziałam. - Nie mam nic przeciwko.
Auto zatrzymało się kilka minut później przed restauracją, która nazywała się Peasant Bistro.
- W takim razie zapraszam na kolację panno Burns.
Zaczerwieniłam się.
Wyszliśmy z auta i ramię w ramię podeszliśmy do drzwi.
- Dobry wieczór - przywitała nas szefowa sali, o krótko ściętych, rudych włosach i szerokim uśmiechu.
- Dobry wieczór - odpowiedział Justin. - Czy znajdzie się stolik dla dwojga?
- Dla Justina Biebera zawsze - uśmiechnęła się. - Proszę za mną.
Zaprowadziła nas do stolika na środku sali.
Justin chrząknął.
- Czy jest może coś bardziej kameralnego? - spytał.
Twarz kobiety nawet nie drgnęła.
- Oczywiście - powiedziała sztywno i zaprowadziła nas do mieszczącego się za azjatyckimi drzwiami pomieszczenia.
W środku stał przytulny stolik, na którym ustawione były czerwone świece, a przy nim stały dwa krzesła. Z tyłu było ogromne okno, częściowo zasłonięte czerwonymi zasłonami.
- Zaraz przyślę kelnerkę - powiedziała kobieta zapalając świece. Odwróciła się i wyszła.
- Nikt nam nie powinien przeszkadzać.
- To dobrze - powiedziałam. Byłam trochę spięta.
Chłopak chyba to zauważył.
Wyciągnął rękę i dotknął mojej dłoni.
- Alice, co się stało?
- Po prostu... Selena mnie znienawidzi. - westchnęłam. - Ale jeśli naprawdę chciała się mnie pozbyć to chyba bez różnicy, prawda?
Skinął delikatnie.
- Tylko, że... Sądziłam, że jest moją przyjaciółką. Taką najlepszą. Straciłam Julie, a teraz ją... Chyba mam jakiś nieodkryty talent.
- O co pokłóciłaś się z Julie? - spytał. - Nie miałem okazji się dowiedzieć.
Zastukałam nerwowo w świecznik.
- Spotykała się z kimś kogo uważałam za bardzo nieodpowiedniego. Strasznie się zachowywała, w ogóle jej nie poznawałam... Strasznie się do niego kleiła, a on ją olewał. No i zdziwiłam się, że Julie nie odwiedziła mnie w szpitalu, a kiedy do niej poszłam to ona nadal trzymała stronę Roberta, mówiła, że sama się naraziłam na jego gniew, czy coś w tym...
- Gniew? - podniósł wysoko brwi.
O Cholera.
- No wiesz... Chodziła z nim.
- Tak, domyśliłem się. Ale o co chodzi z gniewem? On ci coś zrobił?
Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie nazwałabym tego...
- Co Ci zrobił? - spiął się i wlepiał we mnie wzrok.
- Nieistotne.
Wtedy do pomieszczenia weszła kelnerka o długich brązowych włosach. Była poddenerwowana.
- Dobry wieczór - wlepiała wzrok w Justina.
- Dobry wieczór - odpowiedział, nie patrząc na nią.
- Czy życzą sobie państwo coś do picia, albo... - spojrzała na mnie. Coś jej się nie zgadzało. - ... albo wiedzą już co chcieliby zamówić?
Podała nam karty.
Justin na mnie skinął
- Wodę niegazowaną, poproszę - powiedziałam unikając wzroku Justina.
- Z cytrynką? - spytała w dalszym ciągu zszokowana.
- Tak.
Zapisała w notatniku i popatrzyła na Justina.
Chłopak na nią nie patrzył.
- Justin - zwróciła się do niego, po czym odchrząknęła - Przepraszam - zaczerwieniła się. - Jestem fanką.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
- To samo poproszę - powiedział.
Zanotowała i wyszła z pomieszczenia.
Otworzyłam kartę i spróbowałam się na niej skupić. Czułam na sobie przenikliwy wzrok chłopaka.
- Dobra - wypaliłam i z dezaprobatą rzuciłam menu na stół.
Nawet nie mrugnął.
- Chcesz wiedzieć? - spytałam.
Powoli pokiwał głową.
Przygryzłam wargę.
- Uderzyłam go w twarz i się wkurzył. To wszystko.
Nie uwierzył mi.
- I tak się śmiesznie złożyło, że mnie chyba popchnął... Cóż, szczerze nie pamiętam.
Drgnął nagle. Chyba załapał o co chodzi.
- To przez niego? - zacisnął pięści.
Zamrugałam nerwowo.
Chłopak zacisnął usta i spuścił głowę.
- Jus... To było dawno. A my się naprawdę zaprzyjaźniliśmy.
- To dlatego mi nie powiedziałaś? - podniósł głowę. - Bo go lubisz?
- Nie powiedziałam Ci, bo Selena mnie o to poprosiła.
- Ona wiedziała? - zdziwił się.
- Była przy tym.
Wziął głębszy oddech.
- Gdyby to ode mnie zależało, to...
- Justin, ale zależy ode mnie. Nie zrób nic... głupiego. Dobrze? Mogę ci zaufać?
Nie reagował, więc delikatnie dotknęłam jego nadgarstka.
- Justin - szepnęłam.
Pokiwał wolno głową, nadal na mnie nie patrząc.
- Jesteś zły, prawda?
Spojrzał na mnie.
Po krótkiej chwili podniósł się. Byłam pewna, że wyjdzie i zostawi mnie samą. Ale tego nie zrobił. Podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek.
- Jestem zły. I to bardzo.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak mnie pocałował. Potem dotknął mojego czoła. Miał przyjemne, chłodne palce.
- Ale nie na ciebie - dodał.
Zdziwiłam się.
- Ale to moja wina. Mogłam Ci powiedzieć.
- Niech zgadnę, Selna powiedziała Ci, że tak będzie lepiej? I że boi się o mnie?
- Jak tak to mówisz, to...
- Nie słuchaj jej więcej. Nie potrafi ogarnąć własnego życia, a zabawia się w psychologa.
- Justin - warknęłam.
Speszył się.
- Nadal jest moją przyjaciółką. I o ciebie też dbała.
Chłopak prychnął.
- Zawsze chciała mojego dobra, prawda? Ale kiedy poznałem kogoś, na kim naprawdę mi zależy, to ona musi wszystko spieprzyć? - wybuchnął.
Wbiłam się w krzesło.
Chłopak się odwrócił i złapał za czoło.
Otrząsnęłam się i małymi rokami do niego podeszłam.
Objęłam go w pasie.
- Justin - szepnęłam. - Nawet jeśli nie pamiętam tego co było, to wiem, że sobie przypomnę. Jestem tego pewna. Potrafię być silna.. gdy na czymś mi zależy. A nawet nie wiesz, jak zależy mi na tym. Uwierz we mnie. Uwierz w to, że naprawdę się staram. Zapomnij o Selenie. Ja... też czuję to co ty. Więc gdybym miała zapomnieć na zawsze... to i tak nic nie straciłam. Bo mam ciebie.
Spojrzał na mnie czule.
Wpatrywał mi się w oczy. A kiedy zbliżył twarz do mojej, nasze usta złączyły się w najwspanialszym na świecie pocałunku.
- Wow. Alice zaniemówiła - uśmiechnął się.
Chciałam zrobić to samo, ale wyszedł mi raczej grymas.
- Ej - spojrzał na mnie. - Co jest?
- Nie... Nie wiem. Nie wiem co mam myśleć.
Jedną ręką puścił kierownicę i dotknął mojej ręki.
- Nie chcę się ukrywać - powiedział czule.
- Z czym? - zadrżał mi głos.
Zamilkł na chwilę.
- Z moimi uczuciami. Tymi prawdziwymi.
Czy on mówił o tym o czym myślałam, że mówi?
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, to na randkę - zwilżył usta językiem.
Zaskoczył mnie.
- Ale ze mną? - zdziwiłam się.
Westchnął cicho.
- A masz coś przeciwko? - spytał.
Zastanowiłam się chwilę. Justin mnie zapraszał na randkę? Czy miałam stać się teraz s ł a w n a ? Czy w oczach wszystkich fanów miałam być zwykłą suką? Czy tylko niektórych? Już widziałem te nagłówki.
Nagle przed twarzą stanął mi Robert. Jego zmierzwione, ciemne i mokre włosy spływały mu niedbale po twarzy. Zapamiętałam go tak jak ostatnio. Kosmyk włosów wpadł mu do oka. Aż niemożliwe, że facet tak się zmienił. Otworzył przede mną swoje tajemnice. Powiedział mi o Spencer. Już nie był w moich oczach tym, kim był wcześniej. Tylko dlaczego? I dlaczego myślałam o nim w takiej chwili?
- Nie - powiedziałam. - Nie mam nic przeciwko.
Auto zatrzymało się kilka minut później przed restauracją, która nazywała się Peasant Bistro.
- W takim razie zapraszam na kolację panno Burns.
Zaczerwieniłam się.
Wyszliśmy z auta i ramię w ramię podeszliśmy do drzwi.
- Dobry wieczór - przywitała nas szefowa sali, o krótko ściętych, rudych włosach i szerokim uśmiechu.
- Dobry wieczór - odpowiedział Justin. - Czy znajdzie się stolik dla dwojga?
- Dla Justina Biebera zawsze - uśmiechnęła się. - Proszę za mną.
Zaprowadziła nas do stolika na środku sali.
Justin chrząknął.
- Czy jest może coś bardziej kameralnego? - spytał.
Twarz kobiety nawet nie drgnęła.
- Oczywiście - powiedziała sztywno i zaprowadziła nas do mieszczącego się za azjatyckimi drzwiami pomieszczenia.
W środku stał przytulny stolik, na którym ustawione były czerwone świece, a przy nim stały dwa krzesła. Z tyłu było ogromne okno, częściowo zasłonięte czerwonymi zasłonami.
- Zaraz przyślę kelnerkę - powiedziała kobieta zapalając świece. Odwróciła się i wyszła.
- Nikt nam nie powinien przeszkadzać.
- To dobrze - powiedziałam. Byłam trochę spięta.
Chłopak chyba to zauważył.
Wyciągnął rękę i dotknął mojej dłoni.
- Alice, co się stało?
- Po prostu... Selena mnie znienawidzi. - westchnęłam. - Ale jeśli naprawdę chciała się mnie pozbyć to chyba bez różnicy, prawda?
Skinął delikatnie.
- Tylko, że... Sądziłam, że jest moją przyjaciółką. Taką najlepszą. Straciłam Julie, a teraz ją... Chyba mam jakiś nieodkryty talent.
- O co pokłóciłaś się z Julie? - spytał. - Nie miałem okazji się dowiedzieć.
Zastukałam nerwowo w świecznik.
- Spotykała się z kimś kogo uważałam za bardzo nieodpowiedniego. Strasznie się zachowywała, w ogóle jej nie poznawałam... Strasznie się do niego kleiła, a on ją olewał. No i zdziwiłam się, że Julie nie odwiedziła mnie w szpitalu, a kiedy do niej poszłam to ona nadal trzymała stronę Roberta, mówiła, że sama się naraziłam na jego gniew, czy coś w tym...
- Gniew? - podniósł wysoko brwi.
O Cholera.
- No wiesz... Chodziła z nim.
- Tak, domyśliłem się. Ale o co chodzi z gniewem? On ci coś zrobił?
Zaśmiałam się nerwowo.
- Nie nazwałabym tego...
- Co Ci zrobił? - spiął się i wlepiał we mnie wzrok.
- Nieistotne.
Wtedy do pomieszczenia weszła kelnerka o długich brązowych włosach. Była poddenerwowana.
- Dobry wieczór - wlepiała wzrok w Justina.
- Dobry wieczór - odpowiedział, nie patrząc na nią.
- Czy życzą sobie państwo coś do picia, albo... - spojrzała na mnie. Coś jej się nie zgadzało. - ... albo wiedzą już co chcieliby zamówić?
Podała nam karty.
Justin na mnie skinął
- Wodę niegazowaną, poproszę - powiedziałam unikając wzroku Justina.
- Z cytrynką? - spytała w dalszym ciągu zszokowana.
- Tak.
Zapisała w notatniku i popatrzyła na Justina.
Chłopak na nią nie patrzył.
- Justin - zwróciła się do niego, po czym odchrząknęła - Przepraszam - zaczerwieniła się. - Jestem fanką.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
- To samo poproszę - powiedział.
Zanotowała i wyszła z pomieszczenia.
Otworzyłam kartę i spróbowałam się na niej skupić. Czułam na sobie przenikliwy wzrok chłopaka.
- Dobra - wypaliłam i z dezaprobatą rzuciłam menu na stół.
Nawet nie mrugnął.
- Chcesz wiedzieć? - spytałam.
Powoli pokiwał głową.
Przygryzłam wargę.
- Uderzyłam go w twarz i się wkurzył. To wszystko.
Nie uwierzył mi.
- I tak się śmiesznie złożyło, że mnie chyba popchnął... Cóż, szczerze nie pamiętam.
Drgnął nagle. Chyba załapał o co chodzi.
- To przez niego? - zacisnął pięści.
Zamrugałam nerwowo.
Chłopak zacisnął usta i spuścił głowę.
- Jus... To było dawno. A my się naprawdę zaprzyjaźniliśmy.
- To dlatego mi nie powiedziałaś? - podniósł głowę. - Bo go lubisz?
- Nie powiedziałam Ci, bo Selena mnie o to poprosiła.
- Ona wiedziała? - zdziwił się.
- Była przy tym.
Wziął głębszy oddech.
- Gdyby to ode mnie zależało, to...
- Justin, ale zależy ode mnie. Nie zrób nic... głupiego. Dobrze? Mogę ci zaufać?
Nie reagował, więc delikatnie dotknęłam jego nadgarstka.
- Justin - szepnęłam.
Pokiwał wolno głową, nadal na mnie nie patrząc.
- Jesteś zły, prawda?
Spojrzał na mnie.
Po krótkiej chwili podniósł się. Byłam pewna, że wyjdzie i zostawi mnie samą. Ale tego nie zrobił. Podszedł do mnie i złapał mnie za podbródek.
- Jestem zły. I to bardzo.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak mnie pocałował. Potem dotknął mojego czoła. Miał przyjemne, chłodne palce.
- Ale nie na ciebie - dodał.
Zdziwiłam się.
- Ale to moja wina. Mogłam Ci powiedzieć.
- Niech zgadnę, Selna powiedziała Ci, że tak będzie lepiej? I że boi się o mnie?
- Jak tak to mówisz, to...
- Nie słuchaj jej więcej. Nie potrafi ogarnąć własnego życia, a zabawia się w psychologa.
- Justin - warknęłam.
Speszył się.
- Nadal jest moją przyjaciółką. I o ciebie też dbała.
Chłopak prychnął.
- Zawsze chciała mojego dobra, prawda? Ale kiedy poznałem kogoś, na kim naprawdę mi zależy, to ona musi wszystko spieprzyć? - wybuchnął.
Wbiłam się w krzesło.
Chłopak się odwrócił i złapał za czoło.
Otrząsnęłam się i małymi rokami do niego podeszłam.
Objęłam go w pasie.
- Justin - szepnęłam. - Nawet jeśli nie pamiętam tego co było, to wiem, że sobie przypomnę. Jestem tego pewna. Potrafię być silna.. gdy na czymś mi zależy. A nawet nie wiesz, jak zależy mi na tym. Uwierz we mnie. Uwierz w to, że naprawdę się staram. Zapomnij o Selenie. Ja... też czuję to co ty. Więc gdybym miała zapomnieć na zawsze... to i tak nic nie straciłam. Bo mam ciebie.
Spojrzał na mnie czule.
Wpatrywał mi się w oczy. A kiedy zbliżył twarz do mojej, nasze usta złączyły się w najwspanialszym na świecie pocałunku.
Tagi:
59
07.05.2012 o godz. 19:14
komentuj (7)
Spojrzałam z przerażeniem na Justina.
Mój telefon zawibrował, a na ekranie wyświetlił się komunikat "Połączenie Zakończone".
- Kto to był? - zaniepokoił się Jus.
- Ja... Nie mam pojęcia...
- Masz numer?
Pokręciłam głową.
- Dzwonił z zastrzeżonego? - spytał chłopak.
Pokiwałam głową. Ze strachu trząsł mi się podbródek.
Justin szybko zareagował i przytulił mnie do siebie. Poczułam jego usta na moim czole.
- Zaraz - oderwałam się od niego. - O co tutaj chodzi? Powiedział, że zna mój sekret. Przecież nie mam żadnego sekretu. Może to jakaś pomyłka?
Spojrzał na mnie tak, jakbym pominęła coś bardzo oczywistego.
Zastanowiłam się chwilę. No tak.
- Tutaj chodzi o ciebie, prawda?
- Nie wiemy. Myślę, że nie bez powodu dzwonił właśnie do ciebie. Idziemy na policję.
Wyciągnął mnie na korytarz.
Chciał iść dalej, ale go zatrzymałam.
- Co się dzieje? - spytał widząc moją przerażoną minę.
Byłam zbyt poruszona, żeby coś powiedzieć. Wskazałam ręką drzwi.
Była do nich przylepiona taśmą ogromna kartka, na której ktoś napisał czarnym markerem
JB - IDŹ NA POLICJĘ, A GORZKO TEGO POŻAŁUJESZ.
PS CO TY NA TO, ŻEBY LUDZIE DOWIEDZIELI SIĘ, KIM NAPRAWĘ JESTEŚ? CHYBA WIESZ O CZYM MÓWIĘ.
- Cholera - zaklął Justin.
- Czyli chodzi o ciebie... - zatkałam usta dłonią. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. - Co teraz?
Justin zdarł kartkę z drzwi.
- Chodź - rzucił. - Co niby może mi zrobić?
- Justin! - zawołałam za nim. Kiedy na mnie spojrzał, trząsł się. Zacisnął zęby. - Jego mocną stroną nie jest siła, bo tak możesz się bronić na różne sposoby. Tutaj chodzi... no wiesz, o psychikę. Ten ktoś może cię szantażować.
Wbił wzrok w podłogę i zacisnął pięści.
- Chodź - powtórzył i ruszył wzdłuż korytarza. Coś mi mówiło, że mnie posłuchał.
Zapukał do drzwi jednego z pokoi i nie czekając na odpowiedź nacisnął klamkę.
W środku na kanapie obitej w białą skórę siedział Scooter. Na kolanach trzymał laptopa z Apple.
- Jasne, że nie przeszkadzasz - zaśmiał się Scooter, ale gdy zobaczył wyraz twarzy Justina, przestał się uśmiechać.
- Ktoś się dowiedział.
- Co? - facet odłożył laptopa na stolik.
- Ktoś do mnie - zaczęłam machać rękami, nie mogąc się wysłowić. Wzięłam głębszy oddech. - Ktoś do mnie zadzwonił.
- Groził jej. Kazał zrobić co jej rozkaże. Powiedział, że komuś może stać się krzywda. A na drzwiach znaleźliśmy to - podał mu kartkę.
Szybko ją przeczytał.
- Cholera. Wiesz kto to może być? - spojrzał na mnie.
Pokręciłam głową.
- Wiem tylko, że to facet. I znał moje imię.
- Ten ktoś tu jest - powiedział Justin.
- A jeśli... - powiedziałam.
Spojrzeli na mnie.
Bezgłośnie powiedziałam "podsłuch".
- Nie wiem - dodałam na głos.
Scooter westchnął. Justin podszedł do ciemnego biurka i podniósł z niego plik hotelowych kartek i długopis z tym samym znaczkiem.
Uniósł wyżej brwi i nam się przyjrzał. Pokiwałam szybko głową i wyrwałam mu te rzeczy.
Musiałam rozpisać długopis, bo jak na złość nie chciał pisać. Koślawymi literami skleciłam zdanie i podałam pliczek Justinowi.
Boję się, Justin. Musimy iść gdzieś, gdzie można to obgadać.
Przeczytał i skrzywił się. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
Szybko mi odpisał.
Obiecuję, że będziesz bezpieczna. Wszystko będzie dobrze. Nikt ci nic nie zrobi.
Nie było to do końca to, co chciałam przeczytać.
Nam Justin. Powiedz, że nam nikt nic nie zrobi.
Spojrzał na mnie czule.
Nie mogłam dłużej tego znosić. Przytuliłam się do niego i nie obchodziło mnie nic poza nim. Co z tego, że mogły tu być kamery, podsłuch, czy Scooter. Co z tego?
Przycisnął mnie mocniej do siebie. Chyba czuł to samo.
Strasznie się martwiłam. Do tego moja intuicja podpowiadała mi, że powinnam się bać. I wcale nie chodziło mi o ten telefon. Chodziło o coś innego.
Scooter wyciągnął rękę w stronę Justina. Chłopak oderwał naszą korespondencję i oddał mu kartki z długopisem.
Chwilę później manager oddał Justinowi hotelowy zestaw.
Zerknęłam mu przez ramię, ale nie zdążyłam przeczytać.
- Alice, musimy być w kontakcie - Scooter przerwał ciszę. Wydawało mi się, że odezwał się tak głośno, specjalnie żeby rozbolały mnie uszy.
Pokiwałam głową. Czy on kazał mi właśnie wyjść?
Spojrzał na mnie wyczekująco. Chyba faktycznie tego chciał.
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Kiedy zobaczyłam stojącą przed drzwiami Seleną, krzyknęłam.
Drzwi były umieszczone we wnęce, więc chłopcy nie mogli zobaczyć czego się przestraszyłam. Justin szybko do mnie podbiegł.
- A co ty...? - spytał.
Selena wypchnęła podbródek do przodu.
- Nie było Cię w twoim pokoju, więc pomyślałam, że możesz być tutaj.
Usta same mi się otworzyły.
Selena zaśmiała się i poklepała mnie po policzku.
- Co jest Alice? Zobaczyłaś ducha?
Zamknęłam buzię.
- Chyba... Muszę iść.
Machnęłam dłonią i wyszłam na korytarz. Drzwi za mną trzasnęły.
Zatrzymałam się gwałtownie. Niby gdzie miałam iść? Nie miałam swojego pokoju, a Selena i Justin byli u Scootera.
Postanowiłam usiąść na podłodze i poczekać, aż któreś z nich wyjdzie. Na korytarzu stały też obite w skórę fotele, ale nie miałam siły do nich podchodzić.
O co tutaj chodziło? Czy ktoś chciał mnie z a b i ć ?
Chyba nie było aż tak źle.
Siedziałam przez prawie dziesięć minut i próbowałam ustalić, co może mi grozić, kto do mnie dzwonił i co będzie kazał mi zrobić. Czułam się jak w jakimś kryminalnym filmie, w którym każdy może być zabójcą. A co jeśli to Selena? Skąd wiedziała, że już przyjechaliśmy do hotelu? Justin na pewno nie wysłał jej żadnej wiadomości... A Scooter chyba się z nią nie przyjaźnił. Poza tym, gdyby ją zaprosił powiedziałby pewnie coś w stylu "O, już jesteś". Ale dzwonił do mnie mężczyzna. Poza tym, jaki interes mogła mieć Selena, żeby mnie nastraszyć? Jak w ogóle mogłam ją podejrzewać?
Westchnęłam. Chyba byłam zbyt głupia, żeby rozwiązać tą zagadkę.
Na korytarzu było strasznie cicho. Od kiedy usiadłam na orientalnym dywanie, nikogo nie widziałam. A to był przecież hotel! Nic do siebie nie pasowało.
Podniosłam się z podłogi, ale zakręciło mi się w głowie. Odczekałam chwilę, przytrzymując się ściany, a następnie podeszłam do drzwi. Chciałam zapukać kiedy usłyszałam głos Seleny.
- Co ty wygadujesz? To niemożliwe...
- Wiesz, że możliwe - przerwał jej Scooter. - I nich to pozostanie między nami. Chyba się ze mną zgodzisz?
Chwila ciszy.
- Nie chcę się...
- Musisz, Selena, musisz. Nic się nie stanie. Będziesz bezpieczna.
Selena westchnęła.
- Mam nadzieję, że tak będzie. To jest straszne, Scooter.
- Nie musisz się bać. To ciebie prawie nie dotyczy.
- Ale jednak. Daj znać, gdy będziesz więcej wiedzieć. I powiedz Justinowi, żeby przyszedł do mnie wieczorem.
Spanikowałam.
Drzwi powoli się otwierały, a ja stałam jak sparaliżowana.
Kiedy dziewczyna mnie zobaczyła, krzyknęła cicho. Postanowiłam obrócić sytuację w żart.
- Zobaczyłaś ducha? - uśmiechnęłam się sztywno.
Wpatrywała się we mnie chwilę.
- Pewnie masz rację - powiedziała rozkojarzona.
- Co?
- Na razie - zignorowała mnie.
Otworzyłam szerzej oczy.
- Scooter, wróciłam się, bo...
- Nie teraz, Alice. Wiesz, co się tutaj dzieje.
Wyszedł z pokoju, pozostawiając mnie samej sobie. Gdzie się podziewał Justin?
Na stoliku zobaczyłam arkusz hotelowych kartek. Nie mogłam się powstrzymać, więc po nie sięgnęłam. Co takiego napisał Scooter? Wtedy drugie drzwi mieszczące się w pokoju otworzyły się i wyszedł z nich Justin.
- Alice, musimy pilnie pogadać - powiedział.
- Jasne, ja...
- Nie tutaj. Musimy gdzieś wyjść. - Nałożył na głowę kaptur bluzy i wysoko ją zapiął.
Poszłam za nim do windy. Kliknął przycisk "-3". W milczeniu wysiedliśmy z windy. Minęliśmy szeroka kobietę w mundurze, która przywitała Jusa skinięciem głowy i podeszliśmy do czarnego kabrioleta, zaparkowanego pod ścianą parkingu.
Justin otworzył mi drzwi i sam wsiadł za kierownicą.
W dalszej ciszy wyjechaliśmy na zewnątrz.
- Chyba nie masz tu podsłuchu, prawda? - przerwałam ciężkie jak ołów milczenie.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Czasami mam ochotę po prostu uciec z tego gówna. - powiedział.
- Gówna? - zdziwiłam się - Myślałam, że to kochasz.
Zaśmiał się sarkastycznie.
- Sam Scooter się ode mnie odwrócił.
- Co? - ściszyłam radio.
Wlepił wzrok w maskę.
- Nie wiem, czy ma jakiś romans z Seleną, ale ostatnio spędza z nią strasznie dużo czasu.
- Zazdrosny jesteś? - spytałam.
Popatrzył na mnie zażenowanym wzrokiem.
- Nie o to chodzi. Ja... myślę, że to Scooter chce nas w coś wrobić - powiedział.
- Scooter? - nie mogłam w to uwierzyć. Już bardziej prawdopodobna była Selena.
- Tak, on. Podsłuchałem kawałek ich rozmowy - zaśmiał się. - Włączyłem wodę i stanąłem pod drzwiami. Słyszałem jak Scooter mówi, że "naprawdę się przejęli, ale to chyba nie działa". Myślę, że oni chcą nas rozdzielić.
- Oni? - spytałam. - Myślisz, że Sel też to planowała?
Pokiwał głową.
- Zachowywała się dziwnie, miałaś rację. Nie była sobą i myślę, że była wkurzona. Ale nie wiedziałem na co.
- To co zrobimy?
- Nie wiedzą, że my wiemy. Chyba trzeba ich jakoś uprzedzić - powiedział zamyślony. - Mam dość - dodał po chwili.
- Czego masz dość?
Zamilkł na chwilę.
- Udawania - myślałam, że już nie odpowie. - Udawania, że kocham Selenę. Że chcę z nią być. I że nie przeszkadza mi gdy czasami jest zwykłą suką.
- Co masz na myśli? - zadałam kolejne pytanie.
Westchnął.
- Czasami - zaczął. - Czasami w mediach jest głośno o tym, że Selena się na mnie wkurzyła. Na przykład gdy w teledysku całowałem się z dziewczyną, albo tylko ją przytuliłem. I to nie były zwykłe plotki. Ona naprawdę się wkurzała. Nigdy nie powiedziała wprost, że chodzi jej o filmik czy zdjęcia z fankami, ale kiedy działo się coś takiego ona zaczynała świrować. Mogła drzeć się na ludzi bez powodu, rozwalać garderobę, albo w ogóle olewać próbę. Nikt nie mógł jej wtedy znieść.
Pokiwałam powoli głową. Czy to nie były objawy PMS?
Justin zaśmiał się, jakby czytał mi w myślach.
- Nie chcę więcej udawać. Nie kocham jej i nigdy nie kochałem. Nie chcę z nią być. Jestem gotowy oznajmić światu, że to koniec.
Nie mogłam uwierzyć.
- Ale nie może być końca bez początku - wypaliłam nim zdążyłam pomyśleć.
Spojrzał na mnie.
- Wiem, że powinienem przyznać się do kłamstwa, ale nie mogę. Nie chcę zniszczyć Selenie kariery. Zresztą na Belieberkach to też by się pewnie odbiło. Kłamałem cały czas. Chociaż Selena jest naprawdę wspaniała. Kocham ją, ale jak przyjaciółkę. Albo raczej kochałem, dopóki tego nie zrobiła.
Zaśmiałam się.
- Przed chwilą mówiłeś, że nigdy jej nie kochałeś.
- Jak trudno być z tobą poważnym - zaśmiał się. Ale wiedziałam, że nie chciał być złośliwy. Po prostu bawiły go moje komentarze.
- Chyba masz rację - spoważniałam. - To mogłoby ci zniszczyć karierę.
- Wiesz, że chciałbym się przyznać. Ale nie mogę. Już i tak mam zamiar mocno namieszać.
Czułam, że gdybym w tej chwili coś piła, to wyplułabym cały napój.
- Powiesz publicznie, że to koniec? - zatkało mnie.
Uśmiechnął się zawadiacko.
- Tak - powiedział. - Tak właśnie zrobię.
Mój telefon zawibrował, a na ekranie wyświetlił się komunikat "Połączenie Zakończone".
- Kto to był? - zaniepokoił się Jus.
- Ja... Nie mam pojęcia...
- Masz numer?
Pokręciłam głową.
- Dzwonił z zastrzeżonego? - spytał chłopak.
Pokiwałam głową. Ze strachu trząsł mi się podbródek.
Justin szybko zareagował i przytulił mnie do siebie. Poczułam jego usta na moim czole.
- Zaraz - oderwałam się od niego. - O co tutaj chodzi? Powiedział, że zna mój sekret. Przecież nie mam żadnego sekretu. Może to jakaś pomyłka?
Spojrzał na mnie tak, jakbym pominęła coś bardzo oczywistego.
Zastanowiłam się chwilę. No tak.
- Tutaj chodzi o ciebie, prawda?
- Nie wiemy. Myślę, że nie bez powodu dzwonił właśnie do ciebie. Idziemy na policję.
Wyciągnął mnie na korytarz.
Chciał iść dalej, ale go zatrzymałam.
- Co się dzieje? - spytał widząc moją przerażoną minę.
Byłam zbyt poruszona, żeby coś powiedzieć. Wskazałam ręką drzwi.
Była do nich przylepiona taśmą ogromna kartka, na której ktoś napisał czarnym markerem
JB - IDŹ NA POLICJĘ, A GORZKO TEGO POŻAŁUJESZ.
PS CO TY NA TO, ŻEBY LUDZIE DOWIEDZIELI SIĘ, KIM NAPRAWĘ JESTEŚ? CHYBA WIESZ O CZYM MÓWIĘ.
- Cholera - zaklął Justin.
- Czyli chodzi o ciebie... - zatkałam usta dłonią. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. - Co teraz?
Justin zdarł kartkę z drzwi.
- Chodź - rzucił. - Co niby może mi zrobić?
- Justin! - zawołałam za nim. Kiedy na mnie spojrzał, trząsł się. Zacisnął zęby. - Jego mocną stroną nie jest siła, bo tak możesz się bronić na różne sposoby. Tutaj chodzi... no wiesz, o psychikę. Ten ktoś może cię szantażować.
Wbił wzrok w podłogę i zacisnął pięści.
- Chodź - powtórzył i ruszył wzdłuż korytarza. Coś mi mówiło, że mnie posłuchał.
Zapukał do drzwi jednego z pokoi i nie czekając na odpowiedź nacisnął klamkę.
W środku na kanapie obitej w białą skórę siedział Scooter. Na kolanach trzymał laptopa z Apple.
- Jasne, że nie przeszkadzasz - zaśmiał się Scooter, ale gdy zobaczył wyraz twarzy Justina, przestał się uśmiechać.
- Ktoś się dowiedział.
- Co? - facet odłożył laptopa na stolik.
- Ktoś do mnie - zaczęłam machać rękami, nie mogąc się wysłowić. Wzięłam głębszy oddech. - Ktoś do mnie zadzwonił.
- Groził jej. Kazał zrobić co jej rozkaże. Powiedział, że komuś może stać się krzywda. A na drzwiach znaleźliśmy to - podał mu kartkę.
Szybko ją przeczytał.
- Cholera. Wiesz kto to może być? - spojrzał na mnie.
Pokręciłam głową.
- Wiem tylko, że to facet. I znał moje imię.
- Ten ktoś tu jest - powiedział Justin.
- A jeśli... - powiedziałam.
Spojrzeli na mnie.
Bezgłośnie powiedziałam "podsłuch".
- Nie wiem - dodałam na głos.
Scooter westchnął. Justin podszedł do ciemnego biurka i podniósł z niego plik hotelowych kartek i długopis z tym samym znaczkiem.
Uniósł wyżej brwi i nam się przyjrzał. Pokiwałam szybko głową i wyrwałam mu te rzeczy.
Musiałam rozpisać długopis, bo jak na złość nie chciał pisać. Koślawymi literami skleciłam zdanie i podałam pliczek Justinowi.
Boję się, Justin. Musimy iść gdzieś, gdzie można to obgadać.
Przeczytał i skrzywił się. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
Szybko mi odpisał.
Obiecuję, że będziesz bezpieczna. Wszystko będzie dobrze. Nikt ci nic nie zrobi.
Nie było to do końca to, co chciałam przeczytać.
Nam Justin. Powiedz, że nam nikt nic nie zrobi.
Spojrzał na mnie czule.
Nie mogłam dłużej tego znosić. Przytuliłam się do niego i nie obchodziło mnie nic poza nim. Co z tego, że mogły tu być kamery, podsłuch, czy Scooter. Co z tego?
Przycisnął mnie mocniej do siebie. Chyba czuł to samo.
Strasznie się martwiłam. Do tego moja intuicja podpowiadała mi, że powinnam się bać. I wcale nie chodziło mi o ten telefon. Chodziło o coś innego.
Scooter wyciągnął rękę w stronę Justina. Chłopak oderwał naszą korespondencję i oddał mu kartki z długopisem.
Chwilę później manager oddał Justinowi hotelowy zestaw.
Zerknęłam mu przez ramię, ale nie zdążyłam przeczytać.
- Alice, musimy być w kontakcie - Scooter przerwał ciszę. Wydawało mi się, że odezwał się tak głośno, specjalnie żeby rozbolały mnie uszy.
Pokiwałam głową. Czy on kazał mi właśnie wyjść?
Spojrzał na mnie wyczekująco. Chyba faktycznie tego chciał.
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Kiedy zobaczyłam stojącą przed drzwiami Seleną, krzyknęłam.
Drzwi były umieszczone we wnęce, więc chłopcy nie mogli zobaczyć czego się przestraszyłam. Justin szybko do mnie podbiegł.
- A co ty...? - spytał.
Selena wypchnęła podbródek do przodu.
- Nie było Cię w twoim pokoju, więc pomyślałam, że możesz być tutaj.
Usta same mi się otworzyły.
Selena zaśmiała się i poklepała mnie po policzku.
- Co jest Alice? Zobaczyłaś ducha?
Zamknęłam buzię.
- Chyba... Muszę iść.
Machnęłam dłonią i wyszłam na korytarz. Drzwi za mną trzasnęły.
Zatrzymałam się gwałtownie. Niby gdzie miałam iść? Nie miałam swojego pokoju, a Selena i Justin byli u Scootera.
Postanowiłam usiąść na podłodze i poczekać, aż któreś z nich wyjdzie. Na korytarzu stały też obite w skórę fotele, ale nie miałam siły do nich podchodzić.
O co tutaj chodziło? Czy ktoś chciał mnie z a b i ć ?
Chyba nie było aż tak źle.
Siedziałam przez prawie dziesięć minut i próbowałam ustalić, co może mi grozić, kto do mnie dzwonił i co będzie kazał mi zrobić. Czułam się jak w jakimś kryminalnym filmie, w którym każdy może być zabójcą. A co jeśli to Selena? Skąd wiedziała, że już przyjechaliśmy do hotelu? Justin na pewno nie wysłał jej żadnej wiadomości... A Scooter chyba się z nią nie przyjaźnił. Poza tym, gdyby ją zaprosił powiedziałby pewnie coś w stylu "O, już jesteś". Ale dzwonił do mnie mężczyzna. Poza tym, jaki interes mogła mieć Selena, żeby mnie nastraszyć? Jak w ogóle mogłam ją podejrzewać?
Westchnęłam. Chyba byłam zbyt głupia, żeby rozwiązać tą zagadkę.
Na korytarzu było strasznie cicho. Od kiedy usiadłam na orientalnym dywanie, nikogo nie widziałam. A to był przecież hotel! Nic do siebie nie pasowało.
Podniosłam się z podłogi, ale zakręciło mi się w głowie. Odczekałam chwilę, przytrzymując się ściany, a następnie podeszłam do drzwi. Chciałam zapukać kiedy usłyszałam głos Seleny.
- Co ty wygadujesz? To niemożliwe...
- Wiesz, że możliwe - przerwał jej Scooter. - I nich to pozostanie między nami. Chyba się ze mną zgodzisz?
Chwila ciszy.
- Nie chcę się...
- Musisz, Selena, musisz. Nic się nie stanie. Będziesz bezpieczna.
Selena westchnęła.
- Mam nadzieję, że tak będzie. To jest straszne, Scooter.
- Nie musisz się bać. To ciebie prawie nie dotyczy.
- Ale jednak. Daj znać, gdy będziesz więcej wiedzieć. I powiedz Justinowi, żeby przyszedł do mnie wieczorem.
Spanikowałam.
Drzwi powoli się otwierały, a ja stałam jak sparaliżowana.
Kiedy dziewczyna mnie zobaczyła, krzyknęła cicho. Postanowiłam obrócić sytuację w żart.
- Zobaczyłaś ducha? - uśmiechnęłam się sztywno.
Wpatrywała się we mnie chwilę.
- Pewnie masz rację - powiedziała rozkojarzona.
- Co?
- Na razie - zignorowała mnie.
Otworzyłam szerzej oczy.
- Scooter, wróciłam się, bo...
- Nie teraz, Alice. Wiesz, co się tutaj dzieje.
Wyszedł z pokoju, pozostawiając mnie samej sobie. Gdzie się podziewał Justin?
Na stoliku zobaczyłam arkusz hotelowych kartek. Nie mogłam się powstrzymać, więc po nie sięgnęłam. Co takiego napisał Scooter? Wtedy drugie drzwi mieszczące się w pokoju otworzyły się i wyszedł z nich Justin.
- Alice, musimy pilnie pogadać - powiedział.
- Jasne, ja...
- Nie tutaj. Musimy gdzieś wyjść. - Nałożył na głowę kaptur bluzy i wysoko ją zapiął.
Poszłam za nim do windy. Kliknął przycisk "-3". W milczeniu wysiedliśmy z windy. Minęliśmy szeroka kobietę w mundurze, która przywitała Jusa skinięciem głowy i podeszliśmy do czarnego kabrioleta, zaparkowanego pod ścianą parkingu.
Justin otworzył mi drzwi i sam wsiadł za kierownicą.
W dalszej ciszy wyjechaliśmy na zewnątrz.
- Chyba nie masz tu podsłuchu, prawda? - przerwałam ciężkie jak ołów milczenie.
Spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Czasami mam ochotę po prostu uciec z tego gówna. - powiedział.
- Gówna? - zdziwiłam się - Myślałam, że to kochasz.
Zaśmiał się sarkastycznie.
- Sam Scooter się ode mnie odwrócił.
- Co? - ściszyłam radio.
Wlepił wzrok w maskę.
- Nie wiem, czy ma jakiś romans z Seleną, ale ostatnio spędza z nią strasznie dużo czasu.
- Zazdrosny jesteś? - spytałam.
Popatrzył na mnie zażenowanym wzrokiem.
- Nie o to chodzi. Ja... myślę, że to Scooter chce nas w coś wrobić - powiedział.
- Scooter? - nie mogłam w to uwierzyć. Już bardziej prawdopodobna była Selena.
- Tak, on. Podsłuchałem kawałek ich rozmowy - zaśmiał się. - Włączyłem wodę i stanąłem pod drzwiami. Słyszałem jak Scooter mówi, że "naprawdę się przejęli, ale to chyba nie działa". Myślę, że oni chcą nas rozdzielić.
- Oni? - spytałam. - Myślisz, że Sel też to planowała?
Pokiwał głową.
- Zachowywała się dziwnie, miałaś rację. Nie była sobą i myślę, że była wkurzona. Ale nie wiedziałem na co.
- To co zrobimy?
- Nie wiedzą, że my wiemy. Chyba trzeba ich jakoś uprzedzić - powiedział zamyślony. - Mam dość - dodał po chwili.
- Czego masz dość?
Zamilkł na chwilę.
- Udawania - myślałam, że już nie odpowie. - Udawania, że kocham Selenę. Że chcę z nią być. I że nie przeszkadza mi gdy czasami jest zwykłą suką.
- Co masz na myśli? - zadałam kolejne pytanie.
Westchnął.
- Czasami - zaczął. - Czasami w mediach jest głośno o tym, że Selena się na mnie wkurzyła. Na przykład gdy w teledysku całowałem się z dziewczyną, albo tylko ją przytuliłem. I to nie były zwykłe plotki. Ona naprawdę się wkurzała. Nigdy nie powiedziała wprost, że chodzi jej o filmik czy zdjęcia z fankami, ale kiedy działo się coś takiego ona zaczynała świrować. Mogła drzeć się na ludzi bez powodu, rozwalać garderobę, albo w ogóle olewać próbę. Nikt nie mógł jej wtedy znieść.
Pokiwałam powoli głową. Czy to nie były objawy PMS?
Justin zaśmiał się, jakby czytał mi w myślach.
- Nie chcę więcej udawać. Nie kocham jej i nigdy nie kochałem. Nie chcę z nią być. Jestem gotowy oznajmić światu, że to koniec.
Nie mogłam uwierzyć.
- Ale nie może być końca bez początku - wypaliłam nim zdążyłam pomyśleć.
Spojrzał na mnie.
- Wiem, że powinienem przyznać się do kłamstwa, ale nie mogę. Nie chcę zniszczyć Selenie kariery. Zresztą na Belieberkach to też by się pewnie odbiło. Kłamałem cały czas. Chociaż Selena jest naprawdę wspaniała. Kocham ją, ale jak przyjaciółkę. Albo raczej kochałem, dopóki tego nie zrobiła.
Zaśmiałam się.
- Przed chwilą mówiłeś, że nigdy jej nie kochałeś.
- Jak trudno być z tobą poważnym - zaśmiał się. Ale wiedziałam, że nie chciał być złośliwy. Po prostu bawiły go moje komentarze.
- Chyba masz rację - spoważniałam. - To mogłoby ci zniszczyć karierę.
- Wiesz, że chciałbym się przyznać. Ale nie mogę. Już i tak mam zamiar mocno namieszać.
Czułam, że gdybym w tej chwili coś piła, to wyplułabym cały napój.
- Powiesz publicznie, że to koniec? - zatkało mnie.
Uśmiechnął się zawadiacko.
- Tak - powiedział. - Tak właśnie zrobię.
Tagi:
58
Skupiona na swoich myślach, nie zauważyłam, że podszedł do nas Scooter i że wychodziliśmy już z budynku. Dopiero światła lamp błyskowych, które oślepiły mnie po wyjściu z ISLAND'u, uprzytomniły mi otaczającą mnie rzeczywistość.
- Czy pokłóciliście się z Seleną Gomez?
- Czy to twoja nowa dziewczyna?
- Jak się nazywa?
- Kto to? - Dochodziły mnie pytania reporterów.
Oczy Justina mówiły "zignoruj". Tak też zrobiłam. Wyprostowałam się i jako pierwsza wsiadłam do limuzyny, kiedy Jus przytrzymywał dla mnie drzwi.
Ku mojemu zadowoleniu, chłopak zamknął je za sobą i - nie licząc kierowcy i Scootera, siedzących z przodu, a jednocześnie od nas odgrodzonych - zostaliśmy sami.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Nie wiedziałam, czy mogę o to spytać, więc dręczyła mnie niepewność.
- Justin, mam pytanie - wypaliłam w końcu.
- Tak, Alice? - powiedział słodko, sam tego najwidoczniej nieświadomy. - Nikt nas nie słyszy - zapewnił, widząc moją w dalszym ciągu niezdecydowaną minę.
Wzięłam głębszy oddech.
- Bo tak się zastanawiam... Głupio mi o to pytać, ale biorąc pod uwagę okoliczności... - skleciłam połowę zdania.
- Tak? - chciał pomóc mi się wysłowić.
- No bo chodzi mi o to, czy my... Kiedyś... Zanim straciłam pamięć...
- Nie - zapewnił i się zawadiacko uśmiechnął.
- Ulżyło mi - wypuściłam powietrze.
Justin zrobił trochę skwaszoną minę, jakbym powiedziała coś nie tak. Przeanalizowałam swoje słowa.
- To nie tak, że nie chcę... Znaczy... Chodzi mi o to - walnęłam się w głowę. - Ah, debilka ze mnie.
- Ja tak nie uważam - uśmiechnął się.
- Poczekaj. Nie chodzi o to, że nie chciałabym, tylko o to, że wolałabym pamiętać - głupio się wytłumaczyłam.
- Rozumiem, naprawdę nie musisz nic mówić.
- Trudno mi uwierzyć, że znosisz moje towarzystwo - pokręciłam głową.
Przygryzł wargi.
- Pamiętasz co powiedział Jake?
Powoli przytaknęłam.
- Więc teraz też to robisz.
Umilkłam.
Siedziałam zwrócona w jego stronę, a on był zwrócony do mnie.
Po chwili położył ciepłą dłoń na mojej, którą trzymałam sobie na nodze.
- Tęskniłem za tobą - powiedział.
Powoli pokręciłam głową i zaśmiałam się. On tęsknił za mną? Przecież byłam... no taka, jaka byłam. Dziwna, niezrównoważona Alice.
- Nie rozumiem czemu.
Zanim zdążył mi odpowiedzieć, przywarłam do jego ust. Trochę się zdziwił, ale szybko odwzajemnił pocałunek.
Nie planowałam tego. Po prostu nagle poczułam, jak mi go brakowało. Jakbym miała pewność, że wszystko z nim jest dobre. Był mi potrzebny do życia. Do nowego życia.
To było coś więcej niż z kimś innym. Z nikim nie byłam tak blisko.
Przywarłam do niego, nie tylko ustami, ale i ciałem. Dopasowałam się do jego pozycji, tak, żeby być jak najbliżej. Przerwaliśmy na chwilę, żeby złapać oddech, a potem Justin jeszcze raz mnie pocałował. Po chwili poczułam w ustach jego język...
Delikatnie się oderwałam.
Mimo tego, że tak na niego reagowałam, nie chciałam posunąć się choć trochę za daleko.
Nie byłam pewna swoich uczuć.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Tak, jak najbardziej - zapewniłam.
- To dobrze, bo...
- Nie śpieszmy się tak, dobrze? - przerwałam.
- Dobrze - zapewnił, a po chwili się uśmiechnął. - Dobrze Alice.
Droga minęła nam szybko. Justin całą drogę mnie przytulał i co chwila całował w głowę. Szeptał mi do ucha niezrozumiałe dla mnie słowa, ale nie prosiłam go o ich powtórzenie. Bałam się, że to sen, a gdy się odezwę - po prostu się zbudzę.
Kiedy auto się zatrzymało, chłopak delikatnie rozluźnił uścisk i spojrzał mi w oczy.
Zbliżył twarz do mojej.
- Chyba wysiadamy - powiedział.
- Chyba tak - przyznałam zbliżając twarz jeszcze bardziej.
Kiedy chciał mnie pocałować, postanowiłam zrobić mu niespodziankę i odwróciłam się, zarazem naciskając klamkę i wychodząc.
Zanim zamknęłam drzwi usłyszałam jego krótki śmiech.
Pochyliłam się, tak, żeby go zobaczyć.
- Wysiadamy - zawołałam.
Chłopak otworzył drzwi ze swojej strony i podszedł do mnie powoli. Byliśmy na podziemnym parkingu.
Stała tu tylko nasza limuzyna i kilka aut osobowych, a parking był przecież olbrzymi.
- Pusto tu - powiedziałam.
- Zarezerwowane dla naszej ekipy - odpowiedział chłopak i założył kaptur bluzy.
- Chowaj się, chowaj - zaśmiałam się.
Dawno nie byłam chyba tak gadatliwa.
Limuzyna odjechała, a my ze Scooterem zostaliśmy sami.
- Tylko niczego nie róbcie - powiedział - tutaj są kamery.
Justin przewrócił oczami.
Weszliśmy do windy, która stała niedaleko miejsca, w którym zatrzymał się wcześniej nasz pojazd.
Scooter kliknął przycisk "15" i chwilę później byliśmy już na tymże piętrze.
- Justin - chłopak na mnie spojrzał - Chciałam obgadać sprawę pokoju.
Otworzył buzię, żeby mi odpowiedzieć, ale przerwał mu dźwięk mojego telefonu.
- Dasz mi chwilkę? - spytałam i nie patrząc na wyświetlacz, odebrałam.
- Alice? - usłyszałam znajomy głos. Aż się zatrzymałam.
- Tak? - przełknęłam ślinę.
- Myślałem, że coś Ci się stało... Czemu nie odbierałaś?
Oczywiście był to Robert. Kompletnie o nim zapomniałam.
- Miałam coś innego do zrobienia - uniknęłam odpowiedzi na to pytanie.
- Kurcze, wiem, że zachowuję się głupio i jestem nieznośny.
- Więc czemu dzwonisz?
Umilkł na chwilę.
- Bo musimy porozmawiać.
- Więc mów - starałam się być jak najbardziej oschła.
Spojrzałam na Justina. Wiedziałam, że słucha mojej rozmowy, chociaż udawał, że tego nie robi.
- To raczej nie na telefon.
- Jak chcesz. Nie jestem w L.A., więc to chyba musi poczekać.
- Alice... Ja... Mocno przegiąłem wtedy na plaży. Zachowałem się, jakbyś była moją własnością, chociaż nie powinienem. Jesteś zła?
- Nie - opowiedziałam szczerze. - Tylko... zajęta. To wszystko co chciałeś? - wcale nie chciałam być wredna. Zdałam sobie sprawę z tego jak to zabrzmiało, dopiero gdy to powiedziałam.
Westchnął cicho.
- Co robisz?
- Jestem na takim małym wyjeździe. Niedługo wrócę.
- Zadzwonisz do mnie? - spytał. - Gdy będziesz z powrotem? Powiedzmy, że to nie wszystko, co chciałem.
Zastanowiłam się chwilę.
- Tak. Zadzwonię.
- Dzięki. Nie mogę się doczekać. To naprawdę ważne. Nie chodzi o mnie. Miłej zabawy.
- Czekaj! - zawołałam, ale on już się rozłączył.
Spojrzałam na wyświetlacz POŁĄCZENIE ZAKOŃCZONE. Spojrzałam na Justina.
- Kto to?
- Przyjaciel.
- Ok - zamilkł na chwilę. - A co do tego pokoju, to oczywiście zaraz go wykupimy.
- Super. A wiesz ile będę musiała zapłacić? - spytałam.
- Nic nie płacisz.
- Nie, no co ty...
- Ja stawiam. To nic takiego.
- Ale...
- Żadnych ale. I tak mam zniżkę, to czemu miałabyś więcej płacić?
Zaczerwieniłam się.
- Ale oddam Ci pieniądze.
- Nie oddasz - powiedział stanowczo. Postanowiłam na razie dać za wygraną.
Justin wskazał ręką jeden z pokoi.
Poszłam za nim.
Przepuścił mnie w drzwiach i zamknął je za sobą.
Oparłam się o ścianę.
Nieważny był cały ten nowoczesny wystrój. Liczył się tylko on.
Powoli się odwrócił i zapewne chciał ruszyć w głąb pokoju, aby mi go pokazać. Nie dałam mu jednak tej możliwości.
Kiedy tylko zrobił krok, przykleiłam się do niego i jego ust. Odwzajemnił namiętny pocałunek. Ale wtedy coś się zepsuło. W pewnym momencie, chłopak jakby się odsunął. Wiedziałam, że to żałosne, ale chociaż przestaliśmy się całować, to przywarłam do niego, trzymając się jego koszuli.
Nie chciał mnie?
- Alice... - zaczął. Miałam wrażenie, że czemuś się opiera.
- Tak? - pisnęłam, skulona, w dalszym ciągu tuląc się do jego piersi.
- Pamiętasz co mówiłaś... Żebyśmy tak się nie spieszyli? Nie chciałbym cię zawieść i zrobić coś więcej niż byś chciała.
Chociaż spełniał tylko moją prośbę, trochę mnie to drażniło.
Nic nie powiedziałam, tylko ponowiłam próbę pocałunku.
Zrobił dokładnie to samo, co wtedy - po chwili delikatnie mnie odsunął.
- Chyba masz rację - powiedziałam, dając za wygraną.
Zaśmiał się cicho i odgarnął moje włosy. Poczułam jak się czerwienię.
- Uwielbiam jak to robisz - szepnął.
- Co takiego? - spróbowałam przybrać neutralny wyraz twarzy.
- Kiedy się uśmiechasz - odpowiedział cicho.
Był taki słodki!
Nie chciałam wyjść na jakąś hipokrytkę, która najpierw nie chce się z nim całować (albo raczej chce, ale ma wrażenie, że nie może) a godzinę później sama do niego zarywa. To było takie... dziwne. Gdyby ktoś mi o tym opowiedział, nie uwierzyłabym, że ja mogę tak się zachowywać. Zawsze byłam spokojna, chociaż miałam dwie lewe nogi, które często dawały o sobie słyszeć. Nigdy nie byłam taka impulsywna. Wypuściłam z ust powietrze. Może po prostu nie poznałam do tej pory osoby, która tak na mnie działa? Może Justin był tą osobą?
Usłyszałam dźwięk telefonu.
Oczywiście była to moja komórka.
Dzwonił nieznany numer. Podniosłam ją.
- Halo? - spytałam.
- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytał męski głos.
- Emm, a o co chodzi? - Nie chciałam nikomu zdradzać mojego imienia.
- Domyślam się, że dodzwoniłem się do pani Alice. Mam rację?
- Tak. - Odpowiedziałam po chwili.
- To super. Pięknie wyglądasz.
- Nie widzisz mnie - zaczynałam się niepokoić. - I w ogóle kim jesteś?
- To nieistotne. Ważne, że mamy sprawę do załatwienia. Niedokończoną sprawę.
Przełknęłam ślinę.
- Wiem o wszystkim co chciałabyś ukryć. Więc ze mną nie igraj.
- Czego chcesz? - wybuchnęłam, totalnie wystraszona.
Justin złapał mnie za rękę. Szybko przełączyłam na głośnik.
- Dowiesz się w swoim czasie, Alice. Piękne masz to imię, wiesz? Zawsze miałam słabość do takich imion.
- Nie boję się ciebie - powiedziałam, ale głos mi zadrżał.
- Słyszę. I być może widzę. Zrobisz co ci każę.
- Nie - znowu zadrżał mi głos.
- Uważaj Alice. Bo komuś może stać się krzywda.
------------------------------------------------------------
Jak wam się podoba taki obrót akcji? Nie wiem, czy dobrze robię, tak ją zmieniając, ale jeśli wam się spodoba, to bardzo się ucieszę i będę zadowolona :) Pozdrawiam!
- Czy pokłóciliście się z Seleną Gomez?
- Czy to twoja nowa dziewczyna?
- Jak się nazywa?
- Kto to? - Dochodziły mnie pytania reporterów.
Oczy Justina mówiły "zignoruj". Tak też zrobiłam. Wyprostowałam się i jako pierwsza wsiadłam do limuzyny, kiedy Jus przytrzymywał dla mnie drzwi.
Ku mojemu zadowoleniu, chłopak zamknął je za sobą i - nie licząc kierowcy i Scootera, siedzących z przodu, a jednocześnie od nas odgrodzonych - zostaliśmy sami.
Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Nie wiedziałam, czy mogę o to spytać, więc dręczyła mnie niepewność.
- Justin, mam pytanie - wypaliłam w końcu.
- Tak, Alice? - powiedział słodko, sam tego najwidoczniej nieświadomy. - Nikt nas nie słyszy - zapewnił, widząc moją w dalszym ciągu niezdecydowaną minę.
Wzięłam głębszy oddech.
- Bo tak się zastanawiam... Głupio mi o to pytać, ale biorąc pod uwagę okoliczności... - skleciłam połowę zdania.
- Tak? - chciał pomóc mi się wysłowić.
- No bo chodzi mi o to, czy my... Kiedyś... Zanim straciłam pamięć...
- Nie - zapewnił i się zawadiacko uśmiechnął.
- Ulżyło mi - wypuściłam powietrze.
Justin zrobił trochę skwaszoną minę, jakbym powiedziała coś nie tak. Przeanalizowałam swoje słowa.
- To nie tak, że nie chcę... Znaczy... Chodzi mi o to - walnęłam się w głowę. - Ah, debilka ze mnie.
- Ja tak nie uważam - uśmiechnął się.
- Poczekaj. Nie chodzi o to, że nie chciałabym, tylko o to, że wolałabym pamiętać - głupio się wytłumaczyłam.
- Rozumiem, naprawdę nie musisz nic mówić.
- Trudno mi uwierzyć, że znosisz moje towarzystwo - pokręciłam głową.
Przygryzł wargi.
- Pamiętasz co powiedział Jake?
Powoli przytaknęłam.
- Więc teraz też to robisz.
Umilkłam.
Siedziałam zwrócona w jego stronę, a on był zwrócony do mnie.
Po chwili położył ciepłą dłoń na mojej, którą trzymałam sobie na nodze.
- Tęskniłem za tobą - powiedział.
Powoli pokręciłam głową i zaśmiałam się. On tęsknił za mną? Przecież byłam... no taka, jaka byłam. Dziwna, niezrównoważona Alice.
- Nie rozumiem czemu.
Zanim zdążył mi odpowiedzieć, przywarłam do jego ust. Trochę się zdziwił, ale szybko odwzajemnił pocałunek.
Nie planowałam tego. Po prostu nagle poczułam, jak mi go brakowało. Jakbym miała pewność, że wszystko z nim jest dobre. Był mi potrzebny do życia. Do nowego życia.
To było coś więcej niż z kimś innym. Z nikim nie byłam tak blisko.
Przywarłam do niego, nie tylko ustami, ale i ciałem. Dopasowałam się do jego pozycji, tak, żeby być jak najbliżej. Przerwaliśmy na chwilę, żeby złapać oddech, a potem Justin jeszcze raz mnie pocałował. Po chwili poczułam w ustach jego język...
Delikatnie się oderwałam.
Mimo tego, że tak na niego reagowałam, nie chciałam posunąć się choć trochę za daleko.
Nie byłam pewna swoich uczuć.
- Wszystko w porządku? - spytał.
- Tak, jak najbardziej - zapewniłam.
- To dobrze, bo...
- Nie śpieszmy się tak, dobrze? - przerwałam.
- Dobrze - zapewnił, a po chwili się uśmiechnął. - Dobrze Alice.
Droga minęła nam szybko. Justin całą drogę mnie przytulał i co chwila całował w głowę. Szeptał mi do ucha niezrozumiałe dla mnie słowa, ale nie prosiłam go o ich powtórzenie. Bałam się, że to sen, a gdy się odezwę - po prostu się zbudzę.
Kiedy auto się zatrzymało, chłopak delikatnie rozluźnił uścisk i spojrzał mi w oczy.
Zbliżył twarz do mojej.
- Chyba wysiadamy - powiedział.
- Chyba tak - przyznałam zbliżając twarz jeszcze bardziej.
Kiedy chciał mnie pocałować, postanowiłam zrobić mu niespodziankę i odwróciłam się, zarazem naciskając klamkę i wychodząc.
Zanim zamknęłam drzwi usłyszałam jego krótki śmiech.
Pochyliłam się, tak, żeby go zobaczyć.
- Wysiadamy - zawołałam.
Chłopak otworzył drzwi ze swojej strony i podszedł do mnie powoli. Byliśmy na podziemnym parkingu.
Stała tu tylko nasza limuzyna i kilka aut osobowych, a parking był przecież olbrzymi.
- Pusto tu - powiedziałam.
- Zarezerwowane dla naszej ekipy - odpowiedział chłopak i założył kaptur bluzy.
- Chowaj się, chowaj - zaśmiałam się.
Dawno nie byłam chyba tak gadatliwa.
Limuzyna odjechała, a my ze Scooterem zostaliśmy sami.
- Tylko niczego nie róbcie - powiedział - tutaj są kamery.
Justin przewrócił oczami.
Weszliśmy do windy, która stała niedaleko miejsca, w którym zatrzymał się wcześniej nasz pojazd.
Scooter kliknął przycisk "15" i chwilę później byliśmy już na tymże piętrze.
- Justin - chłopak na mnie spojrzał - Chciałam obgadać sprawę pokoju.
Otworzył buzię, żeby mi odpowiedzieć, ale przerwał mu dźwięk mojego telefonu.
- Dasz mi chwilkę? - spytałam i nie patrząc na wyświetlacz, odebrałam.
- Alice? - usłyszałam znajomy głos. Aż się zatrzymałam.
- Tak? - przełknęłam ślinę.
- Myślałem, że coś Ci się stało... Czemu nie odbierałaś?
Oczywiście był to Robert. Kompletnie o nim zapomniałam.
- Miałam coś innego do zrobienia - uniknęłam odpowiedzi na to pytanie.
- Kurcze, wiem, że zachowuję się głupio i jestem nieznośny.
- Więc czemu dzwonisz?
Umilkł na chwilę.
- Bo musimy porozmawiać.
- Więc mów - starałam się być jak najbardziej oschła.
Spojrzałam na Justina. Wiedziałam, że słucha mojej rozmowy, chociaż udawał, że tego nie robi.
- To raczej nie na telefon.
- Jak chcesz. Nie jestem w L.A., więc to chyba musi poczekać.
- Alice... Ja... Mocno przegiąłem wtedy na plaży. Zachowałem się, jakbyś była moją własnością, chociaż nie powinienem. Jesteś zła?
- Nie - opowiedziałam szczerze. - Tylko... zajęta. To wszystko co chciałeś? - wcale nie chciałam być wredna. Zdałam sobie sprawę z tego jak to zabrzmiało, dopiero gdy to powiedziałam.
Westchnął cicho.
- Co robisz?
- Jestem na takim małym wyjeździe. Niedługo wrócę.
- Zadzwonisz do mnie? - spytał. - Gdy będziesz z powrotem? Powiedzmy, że to nie wszystko, co chciałem.
Zastanowiłam się chwilę.
- Tak. Zadzwonię.
- Dzięki. Nie mogę się doczekać. To naprawdę ważne. Nie chodzi o mnie. Miłej zabawy.
- Czekaj! - zawołałam, ale on już się rozłączył.
Spojrzałam na wyświetlacz POŁĄCZENIE ZAKOŃCZONE. Spojrzałam na Justina.
- Kto to?
- Przyjaciel.
- Ok - zamilkł na chwilę. - A co do tego pokoju, to oczywiście zaraz go wykupimy.
- Super. A wiesz ile będę musiała zapłacić? - spytałam.
- Nic nie płacisz.
- Nie, no co ty...
- Ja stawiam. To nic takiego.
- Ale...
- Żadnych ale. I tak mam zniżkę, to czemu miałabyś więcej płacić?
Zaczerwieniłam się.
- Ale oddam Ci pieniądze.
- Nie oddasz - powiedział stanowczo. Postanowiłam na razie dać za wygraną.
Justin wskazał ręką jeden z pokoi.
Poszłam za nim.
Przepuścił mnie w drzwiach i zamknął je za sobą.
Oparłam się o ścianę.
Nieważny był cały ten nowoczesny wystrój. Liczył się tylko on.
Powoli się odwrócił i zapewne chciał ruszyć w głąb pokoju, aby mi go pokazać. Nie dałam mu jednak tej możliwości.
Kiedy tylko zrobił krok, przykleiłam się do niego i jego ust. Odwzajemnił namiętny pocałunek. Ale wtedy coś się zepsuło. W pewnym momencie, chłopak jakby się odsunął. Wiedziałam, że to żałosne, ale chociaż przestaliśmy się całować, to przywarłam do niego, trzymając się jego koszuli.
Nie chciał mnie?
- Alice... - zaczął. Miałam wrażenie, że czemuś się opiera.
- Tak? - pisnęłam, skulona, w dalszym ciągu tuląc się do jego piersi.
- Pamiętasz co mówiłaś... Żebyśmy tak się nie spieszyli? Nie chciałbym cię zawieść i zrobić coś więcej niż byś chciała.
Chociaż spełniał tylko moją prośbę, trochę mnie to drażniło.
Nic nie powiedziałam, tylko ponowiłam próbę pocałunku.
Zrobił dokładnie to samo, co wtedy - po chwili delikatnie mnie odsunął.
- Chyba masz rację - powiedziałam, dając za wygraną.
Zaśmiał się cicho i odgarnął moje włosy. Poczułam jak się czerwienię.
- Uwielbiam jak to robisz - szepnął.
- Co takiego? - spróbowałam przybrać neutralny wyraz twarzy.
- Kiedy się uśmiechasz - odpowiedział cicho.
Był taki słodki!
Nie chciałam wyjść na jakąś hipokrytkę, która najpierw nie chce się z nim całować (albo raczej chce, ale ma wrażenie, że nie może) a godzinę później sama do niego zarywa. To było takie... dziwne. Gdyby ktoś mi o tym opowiedział, nie uwierzyłabym, że ja mogę tak się zachowywać. Zawsze byłam spokojna, chociaż miałam dwie lewe nogi, które często dawały o sobie słyszeć. Nigdy nie byłam taka impulsywna. Wypuściłam z ust powietrze. Może po prostu nie poznałam do tej pory osoby, która tak na mnie działa? Może Justin był tą osobą?
Usłyszałam dźwięk telefonu.
Oczywiście była to moja komórka.
Dzwonił nieznany numer. Podniosłam ją.
- Halo? - spytałam.
- Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytał męski głos.
- Emm, a o co chodzi? - Nie chciałam nikomu zdradzać mojego imienia.
- Domyślam się, że dodzwoniłem się do pani Alice. Mam rację?
- Tak. - Odpowiedziałam po chwili.
- To super. Pięknie wyglądasz.
- Nie widzisz mnie - zaczynałam się niepokoić. - I w ogóle kim jesteś?
- To nieistotne. Ważne, że mamy sprawę do załatwienia. Niedokończoną sprawę.
Przełknęłam ślinę.
- Wiem o wszystkim co chciałabyś ukryć. Więc ze mną nie igraj.
- Czego chcesz? - wybuchnęłam, totalnie wystraszona.
Justin złapał mnie za rękę. Szybko przełączyłam na głośnik.
- Dowiesz się w swoim czasie, Alice. Piękne masz to imię, wiesz? Zawsze miałam słabość do takich imion.
- Nie boję się ciebie - powiedziałam, ale głos mi zadrżał.
- Słyszę. I być może widzę. Zrobisz co ci każę.
- Nie - znowu zadrżał mi głos.
- Uważaj Alice. Bo komuś może stać się krzywda.
------------------------------------------------------------
Jak wam się podoba taki obrót akcji? Nie wiem, czy dobrze robię, tak ją zmieniając, ale jeśli wam się spodoba, to bardzo się ucieszę i będę zadowolona :) Pozdrawiam!
Tagi:
57
Chciałabym wyprostować pewną sprawę. Zapewne wiecie, że dwie notki temu (pt. "Odchodzę") zrobiłam wam kawał z okazji Prima Aprilis. Piszę to, ponieważ jak najbardziej nie mam zamiaru odchodzić i będę pisać, tak jak dawniej. Może dlatego, że długo nie dodawałam rozdziału ktoś mógł pomyśleć, że naprawdę odeszłam, ale to nie prawda :) Chciałam, żebyście wiedzieli :*
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!
Tagi:
kocham
To przykre co kłamstwo robi z człowiekiem. Zmieniamy się, stajemy się obcy sobie samym... Przestają nas interesować najistotniejsze dotąd sprawy. Najgorzej jest, gdy sami zostaniemy potraktowani kłamstwem. Wtedy boli najbardziej.
Udawałam, że nie widzę jej miny. Przeniosłam wzrok na buty i zaczęłam obracać je pod różnymi kątami.
O co tutaj chodziło?
Jak na przyjaciółkę, miała za dużo tajemnic.
Po pierwsze - wiedziała kim był Russel. Nie miałam co do tego wątpliwości. Po drugie - wiedziała o czymś, co dotyczyło MNIE, a nie chciała mi o tym powiedzieć. Po trzecie - pilnowała, żeby nikt nie dowiedział się o przyczynie mojego wypadku. Nie chciała, żeby Justin wiedział.
To wszystko mnie przerastało. Chciałam mieć kogoś, komu mogłabym o wszystkim powiedzieć. Kogoś, kto by mnie wysłuchał... Julie nasuwała się sama.
Ale byłam tak głęboko zanurzona w kłamstwach ludzi z mojego otoczenia, że nie mogłam jej w to wciągnąć. Poza tym mnie nienawidziła.
Co z tymi ludźmi było nie tak? Albo co złego działo się ze mną?
Zaczęłam knuć szatańskie plany ominięcia Seleny i pogadania z Justinem. Jemu chyba mogłam zaufać.
W końcu z pomieszczenia wyszli kolejno: Selena, Justin i Scooter. Nie odzywali się.
- Jedziemy do hotelu? - spytał Justin.
- Koniec pracy? - mruknęła Emily. - Nagraliście już Christmas Eve? Nie było mnie tylko chwilę...
- Nie, nie nagraliśmy - przerwał jej Scooter.
Dziewczyna naburmuszyła się trochę słowami managera.
- Musimy trzymać się grafiku... Rozumiem, Justin, że masz gości, ale jutro też będziesz ich miał, a jeśli dzisiaj tego nie zrobisz, to jutro będziesz mieć więcej pracy.
- Nie jesteś jego managerką - powiedział wkurzony Scooter.
- Nie wiem, co się tam stało - wskazała głową szybę - ale to, że jesteś dla mnie chamski na pewno Ci nie pomoże, a może nie wiesz o tym, że ja też mam uczucia - podsumowała wkurzona Emily.
- Tak, wyżywasz się na niej, a ona nic nie zrobiła - wzięłam jej stronę.
- Masz rację ONA nic - syknęła Selena. Co do tego, co chciała przekazać tymi słowami nie było wątpliwości. Nie broniła Emily. Zrzucała wszystko na mnie. Myślałam, że się załamię.
- Justin? - spytałam, prosząc go w myślach, żeby mnie obronił.
- Przestań do jasnej cholery! - wrzasnął chłopak.
- Ja? - wystraszyłam się.
- Nie ty - spojrzał na mnie - Ona - wskazał ręką Selenę.
- Ja? - zdziwiła się dziewczyna.
- Obwiniasz wszystkich dookoła, a sama zachowujesz się tak, jakbyś nie miała z tym nic wspólnego! Mam dość.
- Ale ja nikogo nie obwiniam! Ja...
- To może ja to robię?
- Zamknij się - warknęła Selena. Nigdy jej takiej nie widziałam.
- Bo co? Zaczniesz spotykać się z Laurentem za moimi plecami?
- Oh błagam! To już dawno skończone, a ty nadal rozpamiętujesz, chociaż byłam z nim zanim się spotkaliśmy! Jesteś taki dziecinny... I chyba masz rację. On był o wiele wyrozumialszy niż ty! Z tobą nie można o niczym pogadać, kompletnie mnie olewasz! Albo tak jak teraz zaczynasz mi wypominać moje winy.
- A ty to co? Już nie jestem dziecinny panno Gomez? Jaka z ciebie hipokrytka!
- Nie zgadłabym, że znasz takie słowo - ostatecznie burknęła Selena.
Justin prychnął.
Dziewczyna zwróciła się w stronę drzwi i wyszła, trzaskając drzwiami.
- Wow - sapnęła Emily.
- Em, jeśli chcesz, możesz wyjść dzisiaj wcześniej - powiedział po chwili Justin.
- Ta... Jasne, chętnie - myślami była gdzieś daleko.
Wyglądała jak nieprzytomna, ale wyszła z pokoju.
- Udało się! - zawołał cicho Justin. Pewnie bał się, że dziewczyna podsłuchuje.
- To co, zbieramy się? - Również nie chciał, żeby dziewczyna podsłuchiwała.
- Udało się? - spytałam po chwili.- Co to znaczy?
- Alice, to było ustawione. Selena będzie czekać w hotelu.
Zamurowało mnie. Czyli tylko udawała... Naprawdę niezła z niej aktorka.
- Ale... Po co? - wydukałam.
Scooter się zaśmiał.
- Emily to niezła plotkara.
Powoli zaczynałam się uśmiechać.
- Czyli dla mediów będziecie skłóceni?
- O to chodzi - zaśmiał się Jus.
- Ale... Skro wiesz, że jest plotkarą, to dlaczego u ciebie pracuje? - Nie rozumiałam.
- Sam się czasami zastanawiam - zaśmiał się chłopak i objął mnie ramieniem.
- No już, już - zawołał Scooter i przeszedł obok nas, kładąc rękę ma klamce i patrząc na nas znacząco.
Justin westchnął, ale opuścił rękę z moich pleców.
- I tak trzymaj - powiedział manager.
Wyszliśmy na korytarz.
- Emm... Justin? - spytałam chłopaka, gdy Scooter trochę nas wyprzedził.
- Tak?
- Bo wiesz... Tak się zastanawiam... Selena na pewno tylko udawała?
- A czemu miałaby nie udawać? - zdziwił się.
- Nie wiem... Ale jakaś taka była wkurzona, zanim weszliście do tego pokoju - powiedziałam.
- Serio? - zastanowił się - Musiałem nie zauważyć. Ale myślałem o kimś innym - uśmiechnął się.
Poczułam jak się czerwienię, więc pozwoliłam włosom spłynąć tak, aby chociaż trochę zasłaniały mi twarz.
Zauważył to i cicho się zaśmiał.
Zjechaliśmy windą na dół.
Scooter podszedł do recepcjonistki i zaczął z nią rozmawiać. Do Justina - obok którego stałam - podszedł natomiast jakiś chłopak, chyba po dwudziestce. Na sobie miał niebieską czapkę z daszkiem i luźne, kolorowe ubrania.
- Siema stary! - zawołał i trącił go pięścią w ramię.
- Hej - odpowiedział Justin, po czym zaczęli się bić na żarty.
Stanęłam, nie za bardzo świadoma tego, co powinnam teraz zrobić.
Rozglądnęłam się po zatłoczonym pomieszczeniu.
Ściany tutaj były ciemnoczerwone, a na nich zawieszone były setki płyt i nagród.
Nad recepcją białym światłem świeciło logo studia "ISLAND".
- Hej, a to kto? - zainteresował się kolega Jusa, po wygranej "walce".
Odwróciłam się, a moje włosy zawirowały w powietrzu.
- To jest Alice - przedstawił mnie piosenkarz. - Alice, to jest Jake.
- Hej - przywitałam się.
- Ładna sztuka - zauważył Jake.
Źrenice mi się poszerzyły na dźwięk tych słów. Poczułam się wspaniale, ale mimowolnie się zaśmiałam. Ja - ładna? To się nie mieściło w głowie.
- Co? - spytał mój nowy kolega. - Taka prawda!
- Nie...
- Laska nie ma poczucia własnej wartości - skinął na Justina.
- Ciągle jej to mówię - zaśmiał się Jus.
- A gdzie Selena? Nie widziałem jej od... nawet nie pamiętam kiedy ją widziałem! - wsadził ręce do kieszeni bluzy.
- Musiała wyjść. A co właściwie tutaj robisz?
- Jane będzie nagrywać płytę. A ja... No wiesz, nie pozwoliła mi zostać w Kandzie. Nie żebym się chwalił, ale ona tak za mną szaleje! - szturchnął porozumiewawczo Justina.
- Czego się nie robi dla kobiet - zauważyłam, chociaż właściwie byłam wyłączona z rozmowy.
Jake na mnie spojrzał.
- Tak, właśnie! Zaraz tu przyjdzie, to ją poznasz.
Faktycznie, chwilę potem podeszła do nas dziewczyna.
Szokowała wyglądem. Wysokie szpilki z futerkiem - co najmniej 10 centymetrów, obcisłe, skórzane legginsy, czarna cekinowa bluzka, na to futrzana, krótka kurteczka i burza rudych loków do kompletu stanowiły wyzywającą całość.
Mocny makijaż nie pozwalał określić ile dziewczyna ma lat, ale stawiałam coś koło dwudziestu kilku.
- Hej, Justin! - zawołała niskim, kobiecym głosem.
- Jak się masz, Jane? - spytał chłopak.
- Ja się mam zajebiście, w końcu nagrywam płytę! Super, nie?
- Jasne - zaśmiał się Justin.
Dziewczyna położyła dłoń, z długimi tipsami na ramieniu gwiazdora.
- Ej, ale nagramy piosenkę, nie? To by w ogóle było coś! Byłabym bogata, prawda misiu? - spytała Jake'a.
Widziałam, że Justin był zakłopotany.
- Super! - zawołała Jane, tak jakby Justin potwierdził jej "prośbę". - To wbiję na Twittera i dam ludziom znać, że będzie hicior!
- Wiesz kochanie - zareagował Jake - może zrobimy to innym razem, bo Justin jedzie właśnie do hotelu.
- To może spotkamy się na drinku? - zaproponowała dziewczyna, opierając się teraz o ramię swojego chłopaka. Zauważyłam, że ten położył jej swoją dłoń na pupie.
- Wiesz, Justin nie może jeszcze pić...
- Tak, niestety... To do zobaczenia - pożegnał się Justin i najszybciej jak mógł oddalił się ze mną od dziwnej dziewczyny.
Zaśmiałam się.
Po chwili mi zawtórował.
- Kto to był? - zainteresowałam się
- Jane jest początkującą piosenkarką.
- Nie wyglądałeś na zadowolonego, gdy dała ci propozycję hiciora - powstrzymywałam dalszy śmiech.
Spojrzał na mnie i pokręcił głową, uśmiechając się. Na chwilę cały świat zniknął. Tylko on i jego oczy, w których się rozpłynęłam.
Uprzytomniwszy sobie, że nie jesteśmy tutaj sami, odchrząknęłam i poprawiłam włosy.
- Jane... Jest bardzo specyficzna i dzięki temu się tu przebiła. Sama nie wie, że to co słyszy po nagraniu, to przeróbka.
- Jake to dla niej zrobił?
- Nie tylko dla niej. Nie potrafi długo być komuś wierny. Ale Jane o tym wie i dlatego stara się trzymać go przy sobie jak najdłużej, żeby zrobić karierę.
- A skąd o tym wszystkim wiesz?
- Jake to mój kumpel z dzieciństwa. Nauczył mnie paru trików na gitarze, a kiedy Scooter mnie wypromował, poprosił mnie o przysługę. I tym samym zaczął przebijać swoje dziewczyny w tej branży, ale żadna nie utrzymała się tam zbyt długo. O żadnej świat nie usłyszał.
Pokiwałam głową.
- To miłe, że mu pomogłeś. Ale czy... czy to nie jest nie w porządku?
- Co masz na myśli?
Zastanowiłam się chwilę.
- Bo odnoszę wrażenie, że on jest z nią dla seksu, a nie dlatego, że coś do niej czuje.
- Też tak myślę - spojrzał na mnie Justin.
Umilkliśmy na chwilę.
- Mało jest takich chłopaków, którym zależy na czymś innym - westchnęłam do siebie.
- Chyba masz rację - również westchnął.
- Mało, ale nie znaczy, że ich nie ma - zauważyłam.
Spojrzał na mnie.
- Też tak myślę - powtórzył.
Nie byłam na sto procent pewna, bo nigdy nie doszło - znaczy raczej nie doszło - między nami do takiej sytuacji. Ale od razu widziałam po nim, że nie jest jak większość. Nie chodziło tylko o sławę, ale i o charakter i to jak traktował dziewczyny. Nie był taki. Definitywnie.
Udawałam, że nie widzę jej miny. Przeniosłam wzrok na buty i zaczęłam obracać je pod różnymi kątami.
O co tutaj chodziło?
Jak na przyjaciółkę, miała za dużo tajemnic.
Po pierwsze - wiedziała kim był Russel. Nie miałam co do tego wątpliwości. Po drugie - wiedziała o czymś, co dotyczyło MNIE, a nie chciała mi o tym powiedzieć. Po trzecie - pilnowała, żeby nikt nie dowiedział się o przyczynie mojego wypadku. Nie chciała, żeby Justin wiedział.
To wszystko mnie przerastało. Chciałam mieć kogoś, komu mogłabym o wszystkim powiedzieć. Kogoś, kto by mnie wysłuchał... Julie nasuwała się sama.
Ale byłam tak głęboko zanurzona w kłamstwach ludzi z mojego otoczenia, że nie mogłam jej w to wciągnąć. Poza tym mnie nienawidziła.
Co z tymi ludźmi było nie tak? Albo co złego działo się ze mną?
Zaczęłam knuć szatańskie plany ominięcia Seleny i pogadania z Justinem. Jemu chyba mogłam zaufać.
W końcu z pomieszczenia wyszli kolejno: Selena, Justin i Scooter. Nie odzywali się.
- Jedziemy do hotelu? - spytał Justin.
- Koniec pracy? - mruknęła Emily. - Nagraliście już Christmas Eve? Nie było mnie tylko chwilę...
- Nie, nie nagraliśmy - przerwał jej Scooter.
Dziewczyna naburmuszyła się trochę słowami managera.
- Musimy trzymać się grafiku... Rozumiem, Justin, że masz gości, ale jutro też będziesz ich miał, a jeśli dzisiaj tego nie zrobisz, to jutro będziesz mieć więcej pracy.
- Nie jesteś jego managerką - powiedział wkurzony Scooter.
- Nie wiem, co się tam stało - wskazała głową szybę - ale to, że jesteś dla mnie chamski na pewno Ci nie pomoże, a może nie wiesz o tym, że ja też mam uczucia - podsumowała wkurzona Emily.
- Tak, wyżywasz się na niej, a ona nic nie zrobiła - wzięłam jej stronę.
- Masz rację ONA nic - syknęła Selena. Co do tego, co chciała przekazać tymi słowami nie było wątpliwości. Nie broniła Emily. Zrzucała wszystko na mnie. Myślałam, że się załamię.
- Justin? - spytałam, prosząc go w myślach, żeby mnie obronił.
- Przestań do jasnej cholery! - wrzasnął chłopak.
- Ja? - wystraszyłam się.
- Nie ty - spojrzał na mnie - Ona - wskazał ręką Selenę.
- Ja? - zdziwiła się dziewczyna.
- Obwiniasz wszystkich dookoła, a sama zachowujesz się tak, jakbyś nie miała z tym nic wspólnego! Mam dość.
- Ale ja nikogo nie obwiniam! Ja...
- To może ja to robię?
- Zamknij się - warknęła Selena. Nigdy jej takiej nie widziałam.
- Bo co? Zaczniesz spotykać się z Laurentem za moimi plecami?
- Oh błagam! To już dawno skończone, a ty nadal rozpamiętujesz, chociaż byłam z nim zanim się spotkaliśmy! Jesteś taki dziecinny... I chyba masz rację. On był o wiele wyrozumialszy niż ty! Z tobą nie można o niczym pogadać, kompletnie mnie olewasz! Albo tak jak teraz zaczynasz mi wypominać moje winy.
- A ty to co? Już nie jestem dziecinny panno Gomez? Jaka z ciebie hipokrytka!
- Nie zgadłabym, że znasz takie słowo - ostatecznie burknęła Selena.
Justin prychnął.
Dziewczyna zwróciła się w stronę drzwi i wyszła, trzaskając drzwiami.
- Wow - sapnęła Emily.
- Em, jeśli chcesz, możesz wyjść dzisiaj wcześniej - powiedział po chwili Justin.
- Ta... Jasne, chętnie - myślami była gdzieś daleko.
Wyglądała jak nieprzytomna, ale wyszła z pokoju.
- Udało się! - zawołał cicho Justin. Pewnie bał się, że dziewczyna podsłuchuje.
- To co, zbieramy się? - Również nie chciał, żeby dziewczyna podsłuchiwała.
- Udało się? - spytałam po chwili.- Co to znaczy?
- Alice, to było ustawione. Selena będzie czekać w hotelu.
Zamurowało mnie. Czyli tylko udawała... Naprawdę niezła z niej aktorka.
- Ale... Po co? - wydukałam.
Scooter się zaśmiał.
- Emily to niezła plotkara.
Powoli zaczynałam się uśmiechać.
- Czyli dla mediów będziecie skłóceni?
- O to chodzi - zaśmiał się Jus.
- Ale... Skro wiesz, że jest plotkarą, to dlaczego u ciebie pracuje? - Nie rozumiałam.
- Sam się czasami zastanawiam - zaśmiał się chłopak i objął mnie ramieniem.
- No już, już - zawołał Scooter i przeszedł obok nas, kładąc rękę ma klamce i patrząc na nas znacząco.
Justin westchnął, ale opuścił rękę z moich pleców.
- I tak trzymaj - powiedział manager.
Wyszliśmy na korytarz.
- Emm... Justin? - spytałam chłopaka, gdy Scooter trochę nas wyprzedził.
- Tak?
- Bo wiesz... Tak się zastanawiam... Selena na pewno tylko udawała?
- A czemu miałaby nie udawać? - zdziwił się.
- Nie wiem... Ale jakaś taka była wkurzona, zanim weszliście do tego pokoju - powiedziałam.
- Serio? - zastanowił się - Musiałem nie zauważyć. Ale myślałem o kimś innym - uśmiechnął się.
Poczułam jak się czerwienię, więc pozwoliłam włosom spłynąć tak, aby chociaż trochę zasłaniały mi twarz.
Zauważył to i cicho się zaśmiał.
Zjechaliśmy windą na dół.
Scooter podszedł do recepcjonistki i zaczął z nią rozmawiać. Do Justina - obok którego stałam - podszedł natomiast jakiś chłopak, chyba po dwudziestce. Na sobie miał niebieską czapkę z daszkiem i luźne, kolorowe ubrania.
- Siema stary! - zawołał i trącił go pięścią w ramię.
- Hej - odpowiedział Justin, po czym zaczęli się bić na żarty.
Stanęłam, nie za bardzo świadoma tego, co powinnam teraz zrobić.
Rozglądnęłam się po zatłoczonym pomieszczeniu.
Ściany tutaj były ciemnoczerwone, a na nich zawieszone były setki płyt i nagród.
Nad recepcją białym światłem świeciło logo studia "ISLAND".
- Hej, a to kto? - zainteresował się kolega Jusa, po wygranej "walce".
Odwróciłam się, a moje włosy zawirowały w powietrzu.
- To jest Alice - przedstawił mnie piosenkarz. - Alice, to jest Jake.
- Hej - przywitałam się.
- Ładna sztuka - zauważył Jake.
Źrenice mi się poszerzyły na dźwięk tych słów. Poczułam się wspaniale, ale mimowolnie się zaśmiałam. Ja - ładna? To się nie mieściło w głowie.
- Co? - spytał mój nowy kolega. - Taka prawda!
- Nie...
- Laska nie ma poczucia własnej wartości - skinął na Justina.
- Ciągle jej to mówię - zaśmiał się Jus.
- A gdzie Selena? Nie widziałem jej od... nawet nie pamiętam kiedy ją widziałem! - wsadził ręce do kieszeni bluzy.
- Musiała wyjść. A co właściwie tutaj robisz?
- Jane będzie nagrywać płytę. A ja... No wiesz, nie pozwoliła mi zostać w Kandzie. Nie żebym się chwalił, ale ona tak za mną szaleje! - szturchnął porozumiewawczo Justina.
- Czego się nie robi dla kobiet - zauważyłam, chociaż właściwie byłam wyłączona z rozmowy.
Jake na mnie spojrzał.
- Tak, właśnie! Zaraz tu przyjdzie, to ją poznasz.
Faktycznie, chwilę potem podeszła do nas dziewczyna.
Szokowała wyglądem. Wysokie szpilki z futerkiem - co najmniej 10 centymetrów, obcisłe, skórzane legginsy, czarna cekinowa bluzka, na to futrzana, krótka kurteczka i burza rudych loków do kompletu stanowiły wyzywającą całość.
Mocny makijaż nie pozwalał określić ile dziewczyna ma lat, ale stawiałam coś koło dwudziestu kilku.
- Hej, Justin! - zawołała niskim, kobiecym głosem.
- Jak się masz, Jane? - spytał chłopak.
- Ja się mam zajebiście, w końcu nagrywam płytę! Super, nie?
- Jasne - zaśmiał się Justin.
Dziewczyna położyła dłoń, z długimi tipsami na ramieniu gwiazdora.
- Ej, ale nagramy piosenkę, nie? To by w ogóle było coś! Byłabym bogata, prawda misiu? - spytała Jake'a.
Widziałam, że Justin był zakłopotany.
- Super! - zawołała Jane, tak jakby Justin potwierdził jej "prośbę". - To wbiję na Twittera i dam ludziom znać, że będzie hicior!
- Wiesz kochanie - zareagował Jake - może zrobimy to innym razem, bo Justin jedzie właśnie do hotelu.
- To może spotkamy się na drinku? - zaproponowała dziewczyna, opierając się teraz o ramię swojego chłopaka. Zauważyłam, że ten położył jej swoją dłoń na pupie.
- Wiesz, Justin nie może jeszcze pić...
- Tak, niestety... To do zobaczenia - pożegnał się Justin i najszybciej jak mógł oddalił się ze mną od dziwnej dziewczyny.
Zaśmiałam się.
Po chwili mi zawtórował.
- Kto to był? - zainteresowałam się
- Jane jest początkującą piosenkarką.
- Nie wyglądałeś na zadowolonego, gdy dała ci propozycję hiciora - powstrzymywałam dalszy śmiech.
Spojrzał na mnie i pokręcił głową, uśmiechając się. Na chwilę cały świat zniknął. Tylko on i jego oczy, w których się rozpłynęłam.
Uprzytomniwszy sobie, że nie jesteśmy tutaj sami, odchrząknęłam i poprawiłam włosy.
- Jane... Jest bardzo specyficzna i dzięki temu się tu przebiła. Sama nie wie, że to co słyszy po nagraniu, to przeróbka.
- Jake to dla niej zrobił?
- Nie tylko dla niej. Nie potrafi długo być komuś wierny. Ale Jane o tym wie i dlatego stara się trzymać go przy sobie jak najdłużej, żeby zrobić karierę.
- A skąd o tym wszystkim wiesz?
- Jake to mój kumpel z dzieciństwa. Nauczył mnie paru trików na gitarze, a kiedy Scooter mnie wypromował, poprosił mnie o przysługę. I tym samym zaczął przebijać swoje dziewczyny w tej branży, ale żadna nie utrzymała się tam zbyt długo. O żadnej świat nie usłyszał.
Pokiwałam głową.
- To miłe, że mu pomogłeś. Ale czy... czy to nie jest nie w porządku?
- Co masz na myśli?
Zastanowiłam się chwilę.
- Bo odnoszę wrażenie, że on jest z nią dla seksu, a nie dlatego, że coś do niej czuje.
- Też tak myślę - spojrzał na mnie Justin.
Umilkliśmy na chwilę.
- Mało jest takich chłopaków, którym zależy na czymś innym - westchnęłam do siebie.
- Chyba masz rację - również westchnął.
- Mało, ale nie znaczy, że ich nie ma - zauważyłam.
Spojrzał na mnie.
- Też tak myślę - powtórzył.
Nie byłam na sto procent pewna, bo nigdy nie doszło - znaczy raczej nie doszło - między nami do takiej sytuacji. Ale od razu widziałam po nim, że nie jest jak większość. Nie chodziło tylko o sławę, ale i o charakter i to jak traktował dziewczyny. Nie był taki. Definitywnie.
Tagi:
56
Przykro mi, jeśli naprawdę podobało wam się to opowiadanie. Przepraszam, że nie skończyłam go w jakiś konkretny sposób, tylko urywam w takim momencie, ale... Nie mam już weny. W ogóle nie podoba mi się to co piszę, pewnie wam też się nie podoba. Takie pisanie nie ma chyba sensu... Może kiedyś wrócę. Przepraszam te kilka osób, które czytały. No i na koniec Prima Aprilis! ;D
Tagi:
odchodzę
Następnego dnia obudziłam się w samolocie.
- Panno Gomez, właśnie wylądowaliśmy - stała przy nas ruda kobieta po trzydziestce. Wyglądała na zmęczoną, ale i tak uśmiechała się szeroko, do "Panny Gomez". Mocny makijaż miał być chyba przykrywką do poniektórych niedoskonałości na jej twarzy.
- Już? - Selena podniosła się z fotela.
W ogóle nie pamiętałam tego, jak znalazłam się w samolocie. Miałam tylko przebłyski oczekiwania na przyjaciółkę.
Oparłam się o ścianę i czekałam, aż podjedzie po mnie limuzyna.
Słaniałam się na nogach.
Było około 3 w nocy, kiedy usłyszałam podjeżdżający samochód. Moja mama, która towarzyszyła mi przez ten cały czas, popatrzyła na mnie znacząco.
- Chyba musisz już iść - powiedziała.
Podniosłam swoją torbę i podeszłam do niej, aby ją przytulić.
- Zadzwoń kiedyś - poklepała mnie po plecach.
- Jasne - uśmiechnęłam się.
Wyszłam na zewnątrz, a mama zatrzymała się w progu.
- Pa! - zawołałam.
- No leć - zaśmiała się.
Wsiadłszy do limuzyny, przywitałam się z Seleną i rozłożyłam się na siedzeniu.
- Tylko nie zaśnij - powiedziała.
Zaśmiałam się cicho i otworzyłam oczy.
- Tak, Panno Gomez - wyrwała mnie z zamyślenia stewardessa.
Około godziny później wyszłyśmy z lotniska w Atlancie i wsiadłyśmy do limuzyny, która czekała na nas przed wyjściem.
Siedziałam tam jak na szpilkach, tak nie mogłam doczekać się spotkania z Justinem.
W Atlancie kiedyś bywałam każdego lata. Moja kuzynka Melanie mieszkała tu jeszcze cztery lata temu. Nigdy nie mogłyśmy siebie nawzajem strawić. Nie lubiłyśmy się, a wspólne wakacje były tylko przymusem ze strony naszych rodziców. Potem wyjechała na Alaskę razem z matką, bo jej rodzice się rozwiedli. Miałam nadzieję, że ja tam nie skończę, kiedy moi zrobią to samo, bo jej towarzystwa co weekend po prostu bym nie wytrzymała.
Nagle pojazd się zatrzymał, a Sel - wcześniej leżąca z zamkniętymi oczami - podniosła się i popatrzyła na mnie znacząco.
Kierowca wysiadł, otworzył nam drzwi, a potem je zamknął.
Kiedy wysiadłam za Sel z długiego pojazdu, stanęłam jak wryta.
Dookoła stało pełno fotografów, zapewne zaczajonych na Justina. Kiedy jednak moja sławna koleżanka wysiadła z pojazdu, nie tylko ona została zaatakowana przez flesze, ale również ja.
Moja przyjaciółka zareagowała błyskawicznie i delikatnie popchnęła mnie do środka studia nagrań, przed którym zatrzymała się limuzyna.
- Czy przyjechała pani do Justina?
- Czy spodziewacie się dziecka?
- Czy planujecie zrobić sobie operacje plastyczne, aby stać się nierozpoznawalnymi?
Pytania reporterów stawały się coraz bardziej śmieszne.
Miałam wrażenie, że nas staranują, ale kiedy tylko stanęłyśmy w drzwiach, ze środka wyszło kilku ochroniarzy. Skłonili się młodej aktorce i wpuścili nas, tym samym torując drogę namolnym paparazzim.
W środku było mnóstwo ludzi. Kręcili się, chodzili w różne strony, a połowa z nich miała na uszach słuchawki z mikrofonami.
Przy ladzie w holu siedziała krótkowłosa brunetka, co chwila odbierająca telefony.
- Ósme piętro panno Gomez - wyciągnęła rękę z niebieskimi paznokciami w stronę windy i wróciła do rozmowy.
- Ale tutaj tłoczno - stwierdziłam, kiedy znalazłyśmy się w windzie.
- Masakrycznie tłoczno. I tak jest zawsze!
Naciągnęła białą, luźną koszulkę na ramiączkach na równie białe spodnie i poprawiła związane w kucyk włosy.
Wyglądała jakby zeszła z wybiegu, a nie spędziła noc w samolocie. Zazdrościłam jej tego.
Po kilku piętrach drzwi się otworzyły, a przed nami ukazał się długi korytarz.
Selena zaprowadziła mnie pod pomieszczenie o numerze 354 i złapała klamkę, na której ktoś przywiesił kartonik z napisem Nie przeszkadzać. Tutaj powstają hity roku
Zaśmiałam się cicho.
- Tylko Scoot mógł coś takiego wymyślić - powiedziała moja przyjaciółka i sama się zaśmiała.
Sel otworzyła cicho drzwi i pociągnęła mnie za sobą.
Znalazłyśmy się w prawdziwym studiu nagrań!
Pomieszczenie pomalowane było na czerwono, pod jedną ścianą stała skórzana, biała kanapa, a obok niej stolik z tacą, na której znajdowały się przeróżne ciasta i butelki wody. W drugim końcu pokoju była ogromna szyba, a przed nią setki kontrolerów, dokładnie tak jak w filmach!
Stanęłam zszokowana, ale bardziej z powodu chłopaka za szybą, niż tej otaczającej mnie elektroniki.
Ubrany w kraciastą, niebieską koszulę i czarne jeansy, śpiewał z zamkniętymi oczami do mikrofonu. Na uszach miał słuchawki, które przytrzymywał dłońmi.
Kiedy usłyszałam jego głos, myślałam, że upadnę. W oczach miałam łzy. Musiałam się sobie przyznać, że nie spodziewałam się, iż jeszcze go zobaczę. Tak było mi łatwiej uporać się z rzeczywistością. Tak najprawdopodobniej miała wyglądać rzeczywistość.
Selena znowu wyratowała mnie z sytuacji i popchnęła w stronę tych wszystkich przycisków i suwaków.
Przed nimi na krześle rozwalił się jakiś facet.
- Hej - szepnęła do niego moja przyjaciółka.
Facet odwrócił się do nas i skinął nam głową. Poznałam w nim managera Justina.
Dalej nie zawracałam sobie nim głowy, bo moje myśli skupione były na czymś, a właściwie na kimś innym.
Niespodziewanie otworzył oczy i spojrzał prosto na mnie.
Na niecałe dwie sekundy zapomniał o wszystkim. Patrzył na mnie, przestał śpiewać. Jego źrenice się poszerzyły.
Potem z lekkim przyspieszeniem śpiewał dalej I don't need presents, girl - You're everything I need - nadal na mnie patrzył.
Na sercu zrobiło mi się jakoś tak ciepło.
Może rzeczywistość mogła być inna? My - razem - kiedyś? A jak podobało mi się to połączenie! Zależało mu na mnie? Chyba tak, przecież do mnie śpiewał... A co jeśli tylko mi się wydawało?
Setki myśli na sekundę przepływało przez moją głowę, tak, że w efekcie końcowym w ogóle nie wiedziałam na czym stoję. Na szczęście chłopak wyratował mnie z sytuacji.
Nagle odwiesił słuchawki i po prostu wybiegł z pomieszczenia, chociaż w głośnikach nadal grała muzyka.
Złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Nogi same zgięły mi się w kolanach i podniosłam je do góry, po to, aby za chwilę je opuścić. Podłogi dotykałam tylko czubkami butów, ale co z tego? Całe oparcie miałam w tym chłopaku. W tym, który mnie trzymał!
Stykaliśmy się czołami i właściwie całą resztą ciała. Złapałam się kurczowo jego koszulki. Nie chciałam go puścić. Już nigdy.
Na twarzy czułam jego miętowy oddech.
- Tęskniłem - szepnął do mnie po chwili i zaśmiał się swoim zachrypniętym od śpiewu głosem.
- Ja też odpowiedziałam uśmiechem.
Odstawił mnie powoli na ziemię, ale nadal trzymał dłoń na moich plecach i przyglądał mi się chciwie. Nie rozumiałam tego spojrzenia.
Spuściłam głowę w dół, czując jak się rumienię i naciągnęłam czarny podkoszulek na spodnie.
Czułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych.
Nie podnosząc głowy podniosłam nadgarstek od zewnętrznej strony do ust i odchrząknęłam.
Justin puścił mnie i schował ręce do kieszeni spodni. Powstrzymywał śmiech.
Również unikał ich spojrzenia.
- Dobra, chyba musimy coś ustalić - powiedział Scooter.
Justin przysunął się do mnie tak, że niemalże stykaliśmy się ramionami.
- Każdy mógł was zobaczyć. Szczęściem Emily wyszła na przerwę, a Kenny pojechał do Starbucksa po kawę. Inaczej mogłoby to się źle skończyć.
- Wiedziałem, że ich tu nie ma - prychnął Jus.
- Mogli wrócić w każdej chwili. I co wtedy? Pohamuj się z tymi swoimi hormonami, okej? Nie chodzi tu tylko o Ciebie.
Justin znowu prychnął, ale nic więcej nie powiedział.
Liczyłam na to, że Selena weźmie jego stronę. Powie, że nic się nie stało, stawi się za nami. Ale nic takiego nie nastąpiło. Dziewczyna wlepiała wzrok w podłogę. Jej twarz drgała nerwowo.
Przeniosłam swoją uwagę na dwóch panów. Na ich twarzach odbijała się chwilowa wrogość. Justin chyba nie traktował managera tak jak przed chwilą zbyt często. Oboje byli wkurzeni.
Nagle niezręczną ciszę przerwał dźwięk telefonu.
Wszyscy spojrzeli na Scoota.
Wyjął go z kieszeni spodni i spojrzał na wyświetlacz.
Skrzywił się, ale podniósł aparat do ucha.
- Tak?
Ledwo słyszalny, piskliwy głos.
- Aha - przytaknął. - Co? Nie, nie czekaj! Gdzie to znalazłaś? - oddalił się od nas, aby w spokoju porozmawiać.
Justin spochmurniał, ale chyba chcąc odwrócić moją i swoją uwagę, objął moją szyję ramieniem i przyjrzał mi się przez chwilę, jakby badał czy może sobie na to pozwolić. Uśmiechnęłam się do niego, a on pocałował mnie w policzek.
Potem dając mi głową znaki na Scootera i przewracając potem oczami, opuścił rękę i cicho westchnął.
Zauważył, że Selena się odwróciła.
- Hej! - zawołał do niej.
Powoli na niego spojrzała, uśmiechając się, jakby smutno.
- Co jest? - zmartwił się Jus. Ja też się zaciekawiłam.
Podszedł do niej.
- Nic, głuptasie - zaśmiała się i go przytuliła.
W tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły.
Do środka weszła wysoka, ubrana na czarno blondynka, o uśmiechniętej, pogodnej twarzy. Włosy miała związane w kucyk, a na szyi zawieszoną plakietkę.
Na jej widok, moi przyjaciele przywarli do siebie mocniej, a chłopak dostał nawet buziaka w usta.
- Oh - zaśmiała się Blondynka. - Widzę że księżniczka przybyła. Jak się masz?
- W porządku - uśmiechnęła się Selena i odsunęła się trochę od chłopaka. - Ale nie nazywaj mnie tak!
- Ale on cały czas o tobie mówi! Nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby czekał tu na ciebie w srebrnej zbroi - uśmiechnęła się do swoich wspomnień. - Tak... Powstało tyle piosenek o miłości, że nie mieści Ci się to w głowie!
- Em, jak ty coś palniesz... - zawstydził się chłopak.
- Oh, Justin - piosenkarka wyciągnęła rękę do swojego "chłopaka". Chciała go pocałować, ale tamten zwinnie jej się wyminął i podszedł do Blondynki. Jej ręka nie napotkała policzka gwiazdora, tak jak to sobie zaplanowała.
Uśmiechnęłam się wrednie, ale szybko się opanowałam.
- Co tam masz? - spytał Em i wziął od niej teczkę z papierami.
- Och - wyrwało jej się, ale potem ze śmiechem zmierzwiła mu włosy i usiadła obok, na kanapie, po drodze biorąc ze stolika kawałek ciasta z kremem.
- Jest źle - Scooter uprzytomnił nam o swojej obecności.
Emily podniosła nogę na kanapę i zapatrzyła się w mówiącego faceta. Justin wykorzystał tą sytuację, wyrwał jej łyżkę i jednym ruchem wsadził sobie do buzi połowę jej deseru.
- Ej! - uderzyła go w ramię teczką, która leżała pomiędzy nimi.
Zaśmiałam się, ale miałam wrażenie, że Selena zrobiła to samo, dopiero gdy na nią spojrzałam.
Po chwili wszyscy spoważnieli, widząc wyraz twarzy Scootera.
- Maddie dzwoniła. Mamy kłopoty - spojrzał na ustawioną parę. - Chodźcie - powiedział i przestawiwszy coś na kontrolerach, wszedł z nimi do oszklonego pomieszczenia. Domyśliłam się, że wyłączył dźwięk, żebyśmy nie słyszeli rozmowy. Co jak co, ale to akurat było bardzo niegrzeczne.
Zostałyśmy z Emily same.
- Alice, prawda? - spytała.
Pokiwałam głową.
- Pamiętam Cię z trasy - przymknęła oczy, a potem wybuchnęła krótkim śmiechem. - Wiesz, że Maddie wróciła?
- Maddie? - to imię wywoływało we mnie negatywne emocje, ale nie znałam przyczyny.
- Nie mów, że nie pamiętasz.
Skrzywiłam się. Wiedziałam, że będę musiała to tłumaczyć,a tego bardzo nie lubiłam.
- Właściwie nic nie pamiętam.
- No co ty? Jak to?
- Miałam wypadek i straciłam pamięć.
Zamyśliła się chwilę.
- Przykro mi - uśmiechnęła się ze współczuciem. - Dam Ci radę. Do Jusa nie masz co startować. Z Księżniczką są nierozłączni od kilku miesięcy. Nienawidzi gdy wchodzi jej się w drogę.
Czyli Em nic nie wiedziała. Prawie nikt nie wiedział! Dlatego Scooter poprzednio tak się wkurzył.
- Nie startuję do niego - poniekąd była to prawda. - My się tylko przyjaźnimy. Poza tym, Sel jest moją najlepszą przyjaciółką, nie zrobiłabym jej czegoś takiego.
- Tym lepiej dla ciebie, że się nie zadurzyłaś. Nie chciałabyś z nią zadzierać - skwitowała i zaczęła szperać w dokumentach, które przyniosła.
Odwróciłam się w stronę szyby i wpatrywałam się w Selenę.
Nagle odwróciła się w moją stronę, ale nie patrzyła na mnie. Jej twarz była wkurzona, powiedziałabym zawistna. I wtedy spojrzała na mnie, a wyraz twarzy bynajmniej się nie zmienił.
- Panno Gomez, właśnie wylądowaliśmy - stała przy nas ruda kobieta po trzydziestce. Wyglądała na zmęczoną, ale i tak uśmiechała się szeroko, do "Panny Gomez". Mocny makijaż miał być chyba przykrywką do poniektórych niedoskonałości na jej twarzy.
- Już? - Selena podniosła się z fotela.
W ogóle nie pamiętałam tego, jak znalazłam się w samolocie. Miałam tylko przebłyski oczekiwania na przyjaciółkę.
Oparłam się o ścianę i czekałam, aż podjedzie po mnie limuzyna.
Słaniałam się na nogach.
Było około 3 w nocy, kiedy usłyszałam podjeżdżający samochód. Moja mama, która towarzyszyła mi przez ten cały czas, popatrzyła na mnie znacząco.
- Chyba musisz już iść - powiedziała.
Podniosłam swoją torbę i podeszłam do niej, aby ją przytulić.
- Zadzwoń kiedyś - poklepała mnie po plecach.
- Jasne - uśmiechnęłam się.
Wyszłam na zewnątrz, a mama zatrzymała się w progu.
- Pa! - zawołałam.
- No leć - zaśmiała się.
Wsiadłszy do limuzyny, przywitałam się z Seleną i rozłożyłam się na siedzeniu.
- Tylko nie zaśnij - powiedziała.
Zaśmiałam się cicho i otworzyłam oczy.
- Tak, Panno Gomez - wyrwała mnie z zamyślenia stewardessa.
Około godziny później wyszłyśmy z lotniska w Atlancie i wsiadłyśmy do limuzyny, która czekała na nas przed wyjściem.
Siedziałam tam jak na szpilkach, tak nie mogłam doczekać się spotkania z Justinem.
W Atlancie kiedyś bywałam każdego lata. Moja kuzynka Melanie mieszkała tu jeszcze cztery lata temu. Nigdy nie mogłyśmy siebie nawzajem strawić. Nie lubiłyśmy się, a wspólne wakacje były tylko przymusem ze strony naszych rodziców. Potem wyjechała na Alaskę razem z matką, bo jej rodzice się rozwiedli. Miałam nadzieję, że ja tam nie skończę, kiedy moi zrobią to samo, bo jej towarzystwa co weekend po prostu bym nie wytrzymała.
Nagle pojazd się zatrzymał, a Sel - wcześniej leżąca z zamkniętymi oczami - podniosła się i popatrzyła na mnie znacząco.
Kierowca wysiadł, otworzył nam drzwi, a potem je zamknął.
Kiedy wysiadłam za Sel z długiego pojazdu, stanęłam jak wryta.
Dookoła stało pełno fotografów, zapewne zaczajonych na Justina. Kiedy jednak moja sławna koleżanka wysiadła z pojazdu, nie tylko ona została zaatakowana przez flesze, ale również ja.
Moja przyjaciółka zareagowała błyskawicznie i delikatnie popchnęła mnie do środka studia nagrań, przed którym zatrzymała się limuzyna.
- Czy przyjechała pani do Justina?
- Czy spodziewacie się dziecka?
- Czy planujecie zrobić sobie operacje plastyczne, aby stać się nierozpoznawalnymi?
Pytania reporterów stawały się coraz bardziej śmieszne.
Miałam wrażenie, że nas staranują, ale kiedy tylko stanęłyśmy w drzwiach, ze środka wyszło kilku ochroniarzy. Skłonili się młodej aktorce i wpuścili nas, tym samym torując drogę namolnym paparazzim.
W środku było mnóstwo ludzi. Kręcili się, chodzili w różne strony, a połowa z nich miała na uszach słuchawki z mikrofonami.
Przy ladzie w holu siedziała krótkowłosa brunetka, co chwila odbierająca telefony.
- Ósme piętro panno Gomez - wyciągnęła rękę z niebieskimi paznokciami w stronę windy i wróciła do rozmowy.
- Ale tutaj tłoczno - stwierdziłam, kiedy znalazłyśmy się w windzie.
- Masakrycznie tłoczno. I tak jest zawsze!
Naciągnęła białą, luźną koszulkę na ramiączkach na równie białe spodnie i poprawiła związane w kucyk włosy.
Wyglądała jakby zeszła z wybiegu, a nie spędziła noc w samolocie. Zazdrościłam jej tego.
Po kilku piętrach drzwi się otworzyły, a przed nami ukazał się długi korytarz.
Selena zaprowadziła mnie pod pomieszczenie o numerze 354 i złapała klamkę, na której ktoś przywiesił kartonik z napisem Nie przeszkadzać. Tutaj powstają hity roku
Zaśmiałam się cicho.
- Tylko Scoot mógł coś takiego wymyślić - powiedziała moja przyjaciółka i sama się zaśmiała.
Sel otworzyła cicho drzwi i pociągnęła mnie za sobą.
Znalazłyśmy się w prawdziwym studiu nagrań!
Pomieszczenie pomalowane było na czerwono, pod jedną ścianą stała skórzana, biała kanapa, a obok niej stolik z tacą, na której znajdowały się przeróżne ciasta i butelki wody. W drugim końcu pokoju była ogromna szyba, a przed nią setki kontrolerów, dokładnie tak jak w filmach!
Stanęłam zszokowana, ale bardziej z powodu chłopaka za szybą, niż tej otaczającej mnie elektroniki.
Ubrany w kraciastą, niebieską koszulę i czarne jeansy, śpiewał z zamkniętymi oczami do mikrofonu. Na uszach miał słuchawki, które przytrzymywał dłońmi.
Kiedy usłyszałam jego głos, myślałam, że upadnę. W oczach miałam łzy. Musiałam się sobie przyznać, że nie spodziewałam się, iż jeszcze go zobaczę. Tak było mi łatwiej uporać się z rzeczywistością. Tak najprawdopodobniej miała wyglądać rzeczywistość.
Selena znowu wyratowała mnie z sytuacji i popchnęła w stronę tych wszystkich przycisków i suwaków.
Przed nimi na krześle rozwalił się jakiś facet.
- Hej - szepnęła do niego moja przyjaciółka.
Facet odwrócił się do nas i skinął nam głową. Poznałam w nim managera Justina.
Dalej nie zawracałam sobie nim głowy, bo moje myśli skupione były na czymś, a właściwie na kimś innym.
Niespodziewanie otworzył oczy i spojrzał prosto na mnie.
Na niecałe dwie sekundy zapomniał o wszystkim. Patrzył na mnie, przestał śpiewać. Jego źrenice się poszerzyły.
Potem z lekkim przyspieszeniem śpiewał dalej I don't need presents, girl - You're everything I need - nadal na mnie patrzył.
Na sercu zrobiło mi się jakoś tak ciepło.
Może rzeczywistość mogła być inna? My - razem - kiedyś? A jak podobało mi się to połączenie! Zależało mu na mnie? Chyba tak, przecież do mnie śpiewał... A co jeśli tylko mi się wydawało?
Setki myśli na sekundę przepływało przez moją głowę, tak, że w efekcie końcowym w ogóle nie wiedziałam na czym stoję. Na szczęście chłopak wyratował mnie z sytuacji.
Nagle odwiesił słuchawki i po prostu wybiegł z pomieszczenia, chociaż w głośnikach nadal grała muzyka.
Złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Nogi same zgięły mi się w kolanach i podniosłam je do góry, po to, aby za chwilę je opuścić. Podłogi dotykałam tylko czubkami butów, ale co z tego? Całe oparcie miałam w tym chłopaku. W tym, który mnie trzymał!
Stykaliśmy się czołami i właściwie całą resztą ciała. Złapałam się kurczowo jego koszulki. Nie chciałam go puścić. Już nigdy.
Na twarzy czułam jego miętowy oddech.
- Tęskniłem - szepnął do mnie po chwili i zaśmiał się swoim zachrypniętym od śpiewu głosem.
- Ja też odpowiedziałam uśmiechem.
Odstawił mnie powoli na ziemię, ale nadal trzymał dłoń na moich plecach i przyglądał mi się chciwie. Nie rozumiałam tego spojrzenia.
Spuściłam głowę w dół, czując jak się rumienię i naciągnęłam czarny podkoszulek na spodnie.
Czułam na sobie spojrzenia wszystkich obecnych.
Nie podnosząc głowy podniosłam nadgarstek od zewnętrznej strony do ust i odchrząknęłam.
Justin puścił mnie i schował ręce do kieszeni spodni. Powstrzymywał śmiech.
Również unikał ich spojrzenia.
- Dobra, chyba musimy coś ustalić - powiedział Scooter.
Justin przysunął się do mnie tak, że niemalże stykaliśmy się ramionami.
- Każdy mógł was zobaczyć. Szczęściem Emily wyszła na przerwę, a Kenny pojechał do Starbucksa po kawę. Inaczej mogłoby to się źle skończyć.
- Wiedziałem, że ich tu nie ma - prychnął Jus.
- Mogli wrócić w każdej chwili. I co wtedy? Pohamuj się z tymi swoimi hormonami, okej? Nie chodzi tu tylko o Ciebie.
Justin znowu prychnął, ale nic więcej nie powiedział.
Liczyłam na to, że Selena weźmie jego stronę. Powie, że nic się nie stało, stawi się za nami. Ale nic takiego nie nastąpiło. Dziewczyna wlepiała wzrok w podłogę. Jej twarz drgała nerwowo.
Przeniosłam swoją uwagę na dwóch panów. Na ich twarzach odbijała się chwilowa wrogość. Justin chyba nie traktował managera tak jak przed chwilą zbyt często. Oboje byli wkurzeni.
Nagle niezręczną ciszę przerwał dźwięk telefonu.
Wszyscy spojrzeli na Scoota.
Wyjął go z kieszeni spodni i spojrzał na wyświetlacz.
Skrzywił się, ale podniósł aparat do ucha.
- Tak?
Ledwo słyszalny, piskliwy głos.
- Aha - przytaknął. - Co? Nie, nie czekaj! Gdzie to znalazłaś? - oddalił się od nas, aby w spokoju porozmawiać.
Justin spochmurniał, ale chyba chcąc odwrócić moją i swoją uwagę, objął moją szyję ramieniem i przyjrzał mi się przez chwilę, jakby badał czy może sobie na to pozwolić. Uśmiechnęłam się do niego, a on pocałował mnie w policzek.
Potem dając mi głową znaki na Scootera i przewracając potem oczami, opuścił rękę i cicho westchnął.
Zauważył, że Selena się odwróciła.
- Hej! - zawołał do niej.
Powoli na niego spojrzała, uśmiechając się, jakby smutno.
- Co jest? - zmartwił się Jus. Ja też się zaciekawiłam.
Podszedł do niej.
- Nic, głuptasie - zaśmiała się i go przytuliła.
W tym momencie drzwi do pokoju się otworzyły.
Do środka weszła wysoka, ubrana na czarno blondynka, o uśmiechniętej, pogodnej twarzy. Włosy miała związane w kucyk, a na szyi zawieszoną plakietkę.
Na jej widok, moi przyjaciele przywarli do siebie mocniej, a chłopak dostał nawet buziaka w usta.
- Oh - zaśmiała się Blondynka. - Widzę że księżniczka przybyła. Jak się masz?
- W porządku - uśmiechnęła się Selena i odsunęła się trochę od chłopaka. - Ale nie nazywaj mnie tak!
- Ale on cały czas o tobie mówi! Nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby czekał tu na ciebie w srebrnej zbroi - uśmiechnęła się do swoich wspomnień. - Tak... Powstało tyle piosenek o miłości, że nie mieści Ci się to w głowie!
- Em, jak ty coś palniesz... - zawstydził się chłopak.
- Oh, Justin - piosenkarka wyciągnęła rękę do swojego "chłopaka". Chciała go pocałować, ale tamten zwinnie jej się wyminął i podszedł do Blondynki. Jej ręka nie napotkała policzka gwiazdora, tak jak to sobie zaplanowała.
Uśmiechnęłam się wrednie, ale szybko się opanowałam.
- Co tam masz? - spytał Em i wziął od niej teczkę z papierami.
- Och - wyrwało jej się, ale potem ze śmiechem zmierzwiła mu włosy i usiadła obok, na kanapie, po drodze biorąc ze stolika kawałek ciasta z kremem.
- Jest źle - Scooter uprzytomnił nam o swojej obecności.
Emily podniosła nogę na kanapę i zapatrzyła się w mówiącego faceta. Justin wykorzystał tą sytuację, wyrwał jej łyżkę i jednym ruchem wsadził sobie do buzi połowę jej deseru.
- Ej! - uderzyła go w ramię teczką, która leżała pomiędzy nimi.
Zaśmiałam się, ale miałam wrażenie, że Selena zrobiła to samo, dopiero gdy na nią spojrzałam.
Po chwili wszyscy spoważnieli, widząc wyraz twarzy Scootera.
- Maddie dzwoniła. Mamy kłopoty - spojrzał na ustawioną parę. - Chodźcie - powiedział i przestawiwszy coś na kontrolerach, wszedł z nimi do oszklonego pomieszczenia. Domyśliłam się, że wyłączył dźwięk, żebyśmy nie słyszeli rozmowy. Co jak co, ale to akurat było bardzo niegrzeczne.
Zostałyśmy z Emily same.
- Alice, prawda? - spytała.
Pokiwałam głową.
- Pamiętam Cię z trasy - przymknęła oczy, a potem wybuchnęła krótkim śmiechem. - Wiesz, że Maddie wróciła?
- Maddie? - to imię wywoływało we mnie negatywne emocje, ale nie znałam przyczyny.
- Nie mów, że nie pamiętasz.
Skrzywiłam się. Wiedziałam, że będę musiała to tłumaczyć,a tego bardzo nie lubiłam.
- Właściwie nic nie pamiętam.
- No co ty? Jak to?
- Miałam wypadek i straciłam pamięć.
Zamyśliła się chwilę.
- Przykro mi - uśmiechnęła się ze współczuciem. - Dam Ci radę. Do Jusa nie masz co startować. Z Księżniczką są nierozłączni od kilku miesięcy. Nienawidzi gdy wchodzi jej się w drogę.
Czyli Em nic nie wiedziała. Prawie nikt nie wiedział! Dlatego Scooter poprzednio tak się wkurzył.
- Nie startuję do niego - poniekąd była to prawda. - My się tylko przyjaźnimy. Poza tym, Sel jest moją najlepszą przyjaciółką, nie zrobiłabym jej czegoś takiego.
- Tym lepiej dla ciebie, że się nie zadurzyłaś. Nie chciałabyś z nią zadzierać - skwitowała i zaczęła szperać w dokumentach, które przyniosła.
Odwróciłam się w stronę szyby i wpatrywałam się w Selenę.
Nagle odwróciła się w moją stronę, ale nie patrzyła na mnie. Jej twarz była wkurzona, powiedziałabym zawistna. I wtedy spojrzała na mnie, a wyraz twarzy bynajmniej się nie zmienił.
Tagi:
55
W końcu się udało ;)
Podzielcie się ze swoimi znajomymi klikając LUBIĘ TO i pomóżcie mi zachęcić innych do czytania!
http://www.facebook.com/pages/AliceWrites/258219884268056
Pozdrawiam <3
Podzielcie się ze swoimi znajomymi klikając LUBIĘ TO i pomóżcie mi zachęcić innych do czytania!
http://www.facebook.com/pages/AliceWrites/258219884268056
Pozdrawiam <3
Tagi:
fb
Wiadmości od Roba nadchodziły ze wszystkich stron.
Pisał smsy - nie wiem skąd miał mój numer, pisał na tweeterze, facebooku, aż nie mogłam się doczekać, kiedy wyśle mi prawdziwy list.
Oddziaływało to także na Selenie. Nie było chwili, żeby zostawiła mnie samą. Została u mnie nawet na noc.
Nie powiem, żebym czuła się z tym komfortowo. Kiedy wchodziłam do łazienki, miałam wrażenie, jakby stała pod nią i nasłuchiwała czy oddycham.
- Dość - wrzasnęłam nagle, przerywając jej paplaninę, której nawet nie słuchałam - Idę do niego.
- Nie! Co ty robisz! - podniosła się gwałtownie z podłogi, na której siedziała.
- Raczej co TY robisz?
- Nie rozumiem - spuściła wzrok.
- Traktujesz mnie jak dziecko! Mam dość! Gdybym wiedziała, że tak ma to wyglądać, wolałabym, żebyś pojechała z nim do tego cholernego Seattle!
- Atlanty - poprawiła mnie.
- Jeden pies - mruknęłam zniesmaczona.
Umilkłyśmy. Selena zapatrzyła się w ścianę i gorączkowo nad czymś myślała. Wypuściła ze świstem powietrze.
- Skoro tego chcesz - spojrzała na mnie. - Skoro tego chcesz, to chyba faktycznie powinnam do niego pojechać.
Podniosła się z miejsca i poprawiła fioletową koszulkę bez rękawów.
- Naprawdę do niego pojedziesz? - spytałam z niedowierzeniem.
- A co mam zrobić? Sprzedaję dom, nie mam na razie gdzie zostać... Polecę do niego i może odwiedzę rodziców.
Dotarło do mnie, że nigdy nie interesowałam się jej sprawami. Takimi prywatnymi. Chyba byłam przekonana, że jeśli byłoby coś ważnego, to sama by mi o tym powiedziała. Co ze mnie za przyjaciółka?
Sel myślała chyba, że nie chcę już nic powiedzieć, więc tylko pokiwała głową i zwróciła się do drzwi.
- Czekaj! - złapałam ją za rękę.
Zdziwiła się trochę, ale nie zaprotestowała.
- Byłam... złą przyjaciółką. Pozwalałam sobie myśleć, że co by się nie stało, to mnie nie zostawisz i z tym przeholowałam. Tyle dla mnie zrobiłaś, a ja nigdy nie zainteresowałam się tobą bardziej... Strasznie mi głupio. Przepraszam.
Obserwowałam jak ze zdumienia otwierają jej się oczy.
- Naprawdę tak myślisz? Że jesteś złą przyjaciółką?
Pokiwałam głową.
- Może... Może obie powinnyśmy pojechać? Żeby przypomnieć sobie jak to było na początku? Przecież... to tam się poznałyśmy. A może nawet odzyskasz pamięć? Co jeśli to nasz klucz do sukcesu? - Wbijała we mnie wzrok i paznokcie.
- Ale mama...
- Poradzi sobie. Nie przejmuj się tak wszystkimi dookoła. Pomyśl o sobie. Niedługo kończą się wakacje! Przecież nie możesz przez ten czas siedzieć w domu! Na pewno się zgodzi! Więc?
Powoli zaczynałam się uśmiechać. Chciałam tego, bardziej niż czegokolwiek.
- Jasne, że chcę!
Objęłam ją z całej siły, a ona odwzajemniła uścisk.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- Pogadaj z mamą, a ja załatwię nam bilety.
- Jak to, już?
- A na co czekać? - uśmiechnęła się.
Pocałowała mnie w policzek i wybiegła z pokoju. Chwilę później trzasnęły drzwi wejściowe.
- Mamo? - zawołałam.
- Na dole! - odpowiedziała.
Zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni.
- Co robisz? - spytałam, obserwując jak czyta jakieś dokumenty.
- Nowa umowa - mruknęła i upiła łyk kawy.
- Mogę cię o coś spytać? - usiadłam na przeciwko niej.
- Jasne. - Oderwała wzrok od kartki, którą trzymała.
- Bo Selena chce polecieć do Atlanty i poprosiła, żebym poleciała razem z nią.
- Do Atlanty? To drugi koniec kraju!
- Wiem, ale Justina nagrywa tam płytę...
- To o to chodzi? O niego?
- Nie... Ale przed rozpoczęciem szkoły, fajnie byłoby gdzieś pojechać, a że on musi pracować, to może można by pojechać właśnie do niego? Z Seleną oczywiście.
- No nie wiem...
- Mamuś, proszę. Wiem, że ostatnio nie spisywałam się najlepiej, ale postaram się to naprawić. Tylko pozwól mi jechać. To prawdopodobnie ostatnia okazja, żeby go spotkać.
- A nie przyjaźnicie się?
- No tak, ale...
- Więc na pewno nie ostatnia. Ale rozumiem, że w czasie szkoły nie będziesz mieć tyle czasu, co teraz... Niech będzie. Zgadzam się.
- Naprawdę?
- Tak, o ile nie będę Cię musiała szukać policją - zaśmiała się.
- Dziękuję! Dziękuję, dziękuję!
Podbiegłam do niej i bardzo mocno ją przytuliłam.
Poklepała mnie po plecach.
- Selena pojechała po bilety...
- Już?
Uśmiechnęłam się.
- A zresztą - machnęła ręką. - Przecież każdy potrzebuje odrobiny szaleństwa!
Pisał smsy - nie wiem skąd miał mój numer, pisał na tweeterze, facebooku, aż nie mogłam się doczekać, kiedy wyśle mi prawdziwy list.
Oddziaływało to także na Selenie. Nie było chwili, żeby zostawiła mnie samą. Została u mnie nawet na noc.
Nie powiem, żebym czuła się z tym komfortowo. Kiedy wchodziłam do łazienki, miałam wrażenie, jakby stała pod nią i nasłuchiwała czy oddycham.
- Dość - wrzasnęłam nagle, przerywając jej paplaninę, której nawet nie słuchałam - Idę do niego.
- Nie! Co ty robisz! - podniosła się gwałtownie z podłogi, na której siedziała.
- Raczej co TY robisz?
- Nie rozumiem - spuściła wzrok.
- Traktujesz mnie jak dziecko! Mam dość! Gdybym wiedziała, że tak ma to wyglądać, wolałabym, żebyś pojechała z nim do tego cholernego Seattle!
- Atlanty - poprawiła mnie.
- Jeden pies - mruknęłam zniesmaczona.
Umilkłyśmy. Selena zapatrzyła się w ścianę i gorączkowo nad czymś myślała. Wypuściła ze świstem powietrze.
- Skoro tego chcesz - spojrzała na mnie. - Skoro tego chcesz, to chyba faktycznie powinnam do niego pojechać.
Podniosła się z miejsca i poprawiła fioletową koszulkę bez rękawów.
- Naprawdę do niego pojedziesz? - spytałam z niedowierzeniem.
- A co mam zrobić? Sprzedaję dom, nie mam na razie gdzie zostać... Polecę do niego i może odwiedzę rodziców.
Dotarło do mnie, że nigdy nie interesowałam się jej sprawami. Takimi prywatnymi. Chyba byłam przekonana, że jeśli byłoby coś ważnego, to sama by mi o tym powiedziała. Co ze mnie za przyjaciółka?
Sel myślała chyba, że nie chcę już nic powiedzieć, więc tylko pokiwała głową i zwróciła się do drzwi.
- Czekaj! - złapałam ją za rękę.
Zdziwiła się trochę, ale nie zaprotestowała.
- Byłam... złą przyjaciółką. Pozwalałam sobie myśleć, że co by się nie stało, to mnie nie zostawisz i z tym przeholowałam. Tyle dla mnie zrobiłaś, a ja nigdy nie zainteresowałam się tobą bardziej... Strasznie mi głupio. Przepraszam.
Obserwowałam jak ze zdumienia otwierają jej się oczy.
- Naprawdę tak myślisz? Że jesteś złą przyjaciółką?
Pokiwałam głową.
- Może... Może obie powinnyśmy pojechać? Żeby przypomnieć sobie jak to było na początku? Przecież... to tam się poznałyśmy. A może nawet odzyskasz pamięć? Co jeśli to nasz klucz do sukcesu? - Wbijała we mnie wzrok i paznokcie.
- Ale mama...
- Poradzi sobie. Nie przejmuj się tak wszystkimi dookoła. Pomyśl o sobie. Niedługo kończą się wakacje! Przecież nie możesz przez ten czas siedzieć w domu! Na pewno się zgodzi! Więc?
Powoli zaczynałam się uśmiechać. Chciałam tego, bardziej niż czegokolwiek.
- Jasne, że chcę!
Objęłam ją z całej siły, a ona odwzajemniła uścisk.
Zaczęłyśmy się śmiać.
- Pogadaj z mamą, a ja załatwię nam bilety.
- Jak to, już?
- A na co czekać? - uśmiechnęła się.
Pocałowała mnie w policzek i wybiegła z pokoju. Chwilę później trzasnęły drzwi wejściowe.
- Mamo? - zawołałam.
- Na dole! - odpowiedziała.
Zbiegłam po schodach i weszłam do kuchni.
- Co robisz? - spytałam, obserwując jak czyta jakieś dokumenty.
- Nowa umowa - mruknęła i upiła łyk kawy.
- Mogę cię o coś spytać? - usiadłam na przeciwko niej.
- Jasne. - Oderwała wzrok od kartki, którą trzymała.
- Bo Selena chce polecieć do Atlanty i poprosiła, żebym poleciała razem z nią.
- Do Atlanty? To drugi koniec kraju!
- Wiem, ale Justina nagrywa tam płytę...
- To o to chodzi? O niego?
- Nie... Ale przed rozpoczęciem szkoły, fajnie byłoby gdzieś pojechać, a że on musi pracować, to może można by pojechać właśnie do niego? Z Seleną oczywiście.
- No nie wiem...
- Mamuś, proszę. Wiem, że ostatnio nie spisywałam się najlepiej, ale postaram się to naprawić. Tylko pozwól mi jechać. To prawdopodobnie ostatnia okazja, żeby go spotkać.
- A nie przyjaźnicie się?
- No tak, ale...
- Więc na pewno nie ostatnia. Ale rozumiem, że w czasie szkoły nie będziesz mieć tyle czasu, co teraz... Niech będzie. Zgadzam się.
- Naprawdę?
- Tak, o ile nie będę Cię musiała szukać policją - zaśmiała się.
- Dziękuję! Dziękuję, dziękuję!
Podbiegłam do niej i bardzo mocno ją przytuliłam.
Poklepała mnie po plecach.
- Selena pojechała po bilety...
- Już?
Uśmiechnęłam się.
- A zresztą - machnęła ręką. - Przecież każdy potrzebuje odrobiny szaleństwa!
Tagi:
54
Następnego dnia uświadomiłam sobie jak mało czasu pozostało do końca wakacji.
Ściskał mnie żołądek na myśl, że istnieje możliwość, że nie zobaczę już Justina. To się chyba nazywa "wakacyjna miłość", czy coś.
Dręczyła mnie również inna myśl.
Co jeśli niejaki Russel okazał się chłopakiem, o którym mówił Robert? Jeśli to z nim właśnie Rob zastał Spencer? Tak, czy siak było mi go szkoda.
Pomimo sprzeczki postanowiłam, że gdy tylko go spotkam, zagadam do niego jakby nigdy nic. Był ode mnie o te dwa lata starszy, ale czułam, że naprawdę mi ufa. Albo raczej ufał, do feralnego wieczoru.
Nie musiałam długo czekać, na upragnioną rozmowę.
Pogrążona w zamyśleniu przerzucałam mechanicznie kartki kolorowego pisemka, które zabrałam ze stołu, gdy wychodziłam z Seleną na plażę.
- Alice! Ileż można?
- Hmm? - wyrwałam się z transu i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Co robisz? - spytała sarkastycznie.
- Czytam - wzruszyłam ramionami.
Przekrzywiła głowę na bok i uniosła brwi. Kiedy zauważyła, że nadal nie wiem o co jej chodzi, westchnęła cicho i zabrała ode mnie magazyn.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie preferuję czytania do góry nogami. - powiedziała obracając gazetę.
- Oh - wyrwało mi się. Czułam, że się czerwienię.
- O co chodzi? - spytała spuszczając z tonu.
- Zamyśliłam się - przygryzłam wargę.
- O czym myślisz? - Zaciekawiła się. - Albo raczej, o kim? - uśmiechnęła się spod okularów.
- O nikim.
- Alice! - uderzyła mnie gazetą, którą nadal trzymała.
- No dobrze... Myślę o końcu wakacji.
- Serio? - zdziwiła się.
Powiedziałabym jej więcej, gdyby nie nagły szok.
Oto przede mną, z wody wychodził właśnie Robert. W ręku trzymał deskę surfingową, a obok niego stała jakaś opalona dziewczyna w kusym, czerwonym stroju kąpielowym, trzymając swoją deskę.
Usta same mi się otworzyły.
- Pieprzony kobieciarz! - nie wytrzymałam.
Chociaż uważałam go tylko za przyjaciela, głęboko dotknęło mnie to, że dwa dni wcześniej, chciał mnie pocałować, a teraz nakręca jakąś kolejną dziewczynę.
Poczułam na sobie wzrok Seleny.
W jej oczach zobaczyłam przerażenie, strach i lęk.
- Co? - sapnęłam.
- To Robert?
Zdziwiło mnie, że pamięta jeszcze jego imię, ale pokiwałam głową.
- Znasz ją? - spytała.
- Nie... Chyba nie jest z naszej szkoły.
Pewności nie miałam. Chodziło do nas zbyt wielu uczniów, żebym mogła ocenić to na sto procent.
Podniosłam się z ziemi.
- Co ty robisz? - syknęła moja przyjaciółka. - A jeśli coś Ci zrobi?
- Daj spokój, nie jest taki.
Wiedziałam, że tym ją zamknę.
- Alice - szepnęła.
- Trzeba było reagować, kiedy nie było za późno.
Wiedziałam, że jestem wredna. Ale musiałam do niego pójść i mu wygarnąć. To był najlepszy argument, bo Selena nie chciała nikomu nic powiedzieć.
Mi wystarczyło, że Robert się przyznał. Chociaż chyba oczywistą rzeczą było, że chciałabym odzyskać pamięć.
Obserwowałam tylko, jak dziewczyna zaciska szczękę.
Ruszyłam przed siebie.
Im bardziej się zbliżyłam, tym więcej słyszałam śmiechów.
Stali do mnie tyłem, Dziewczyna wycierała włosy, a Robert właśnie rzucał na piasek ręcznik.
Zauważył, że ktoś idzie i spojrzał w moją stronę.
- Zaraz wracam - szepnął do dziewczyny i podszedł w moim kierunku.
Ciemnowłosa przestała się uśmiechać i spojrzała na mnie z wrogością. Zabierałam jej zabawkę.
- Cześć - powiedział, gdy się do mnie zbliżył.
- Kolejną już naciągasz? - darowałam sobie przywitanie.
Zaśmiał się.
- Nie.
- To co to jest? - spytałam.
- To? - spytał i odwrócił się w stronę dziewczyny. - To jest moja siostra Ellie.
- Oh - wyrwało mi się.
- A co myślałaś?
- Oj, już przestań. Nie wiedziałam, że masz siostrę
- Mieszka z matką w Jacksonville.
- Przepraszam... Głupio wyszło.
- Nie przepraszaj. Rozumiem, o co Ci chodzi. I... przepraszam za tą imprezę...
- Jest w porządku - zapewniłam.
- To dobrze. Tęsknię za tobą.
Zmieszało mnie to wyznanie.
- Rob... Ja bardzo Cię lubię. I też za tobą tęsknię, ale...
- To niczego nie zmienia. Rozumiem. Nie musisz mi się tłumaczyć. Leć do Justina. Na pewno ma dla ciebie czas.
- Przestań. To zupełnie coś innego. Próbuję poznać moich przyjaciół od nowa. Nie pamiętam ich.
- W takim razie, pewnie nie byli warci tej przyjaźni.
- Co? - Nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam.
- Alice, posłuchaj...
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie masz prawa obrażać moich przyjaciół, jasne? Znaczą dla mnie dużo więcej, niż Ci się wydaje i nie pozwolę Ci źle o nich mówić. Zawdzięczam im wszystko, co mam. Tobie zawdzięczam jedno i nie jestem z tego powodu bynajmniej szczęśliwa.
- Wiesz, że nie chciałem. - zmieszał się.
- Wiem. I ci to wybaczyłam. Ale nie zgadzam się z tym co powiedziałeś.
- Wszystko w porządku? - podeszła do nas Selena.
- Tak - odpowiedziałam.
- Alice - szepnął Rob i złapał mnie za rękę. - Nie zostawiaj mnie.
- Muszę już iść - spojrzałam w bok.
- Musimy już iść - poprawiła mnie przyjaciółka i złapała za ramię.
- Nie odpuszczę - zwrócił się do mnie. - Zapłacę za swoje grzechy.
- To może idź to robić gdzieś indziej? - spytała sarkastycznie Selena i pociągnęła mnie za sobą.
- Nie odwracaj się - syknęła do mnie, gdy oddaliłyśmy od wody.
- Nie chciałam tego - zapewniłam, wsiadając do auta.
- Czemu zawsze ładujesz się w kłopoty? - spytała.
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Jakaś część odłamała się ode mnie. To chyba oznaczało koniec przyjaźni z Robertem.
Chociaż bardzo się starałam, nie udało mi się nie pomyśleć, że to wszystko wina Seleny.
Nigdy nie byłam na nią tak wściekła.
------------------------------------------------------------
Przepraszam, za ten rozdział.
Liczę na to, że mimo tego, że jest nieudany, nie zostawicie mnie i dacie mi szansę się poprawić.
Kocham.
Ściskał mnie żołądek na myśl, że istnieje możliwość, że nie zobaczę już Justina. To się chyba nazywa "wakacyjna miłość", czy coś.
Dręczyła mnie również inna myśl.
Co jeśli niejaki Russel okazał się chłopakiem, o którym mówił Robert? Jeśli to z nim właśnie Rob zastał Spencer? Tak, czy siak było mi go szkoda.
Pomimo sprzeczki postanowiłam, że gdy tylko go spotkam, zagadam do niego jakby nigdy nic. Był ode mnie o te dwa lata starszy, ale czułam, że naprawdę mi ufa. Albo raczej ufał, do feralnego wieczoru.
Nie musiałam długo czekać, na upragnioną rozmowę.
Pogrążona w zamyśleniu przerzucałam mechanicznie kartki kolorowego pisemka, które zabrałam ze stołu, gdy wychodziłam z Seleną na plażę.
- Alice! Ileż można?
- Hmm? - wyrwałam się z transu i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Co robisz? - spytała sarkastycznie.
- Czytam - wzruszyłam ramionami.
Przekrzywiła głowę na bok i uniosła brwi. Kiedy zauważyła, że nadal nie wiem o co jej chodzi, westchnęła cicho i zabrała ode mnie magazyn.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie preferuję czytania do góry nogami. - powiedziała obracając gazetę.
- Oh - wyrwało mi się. Czułam, że się czerwienię.
- O co chodzi? - spytała spuszczając z tonu.
- Zamyśliłam się - przygryzłam wargę.
- O czym myślisz? - Zaciekawiła się. - Albo raczej, o kim? - uśmiechnęła się spod okularów.
- O nikim.
- Alice! - uderzyła mnie gazetą, którą nadal trzymała.
- No dobrze... Myślę o końcu wakacji.
- Serio? - zdziwiła się.
Powiedziałabym jej więcej, gdyby nie nagły szok.
Oto przede mną, z wody wychodził właśnie Robert. W ręku trzymał deskę surfingową, a obok niego stała jakaś opalona dziewczyna w kusym, czerwonym stroju kąpielowym, trzymając swoją deskę.
Usta same mi się otworzyły.
- Pieprzony kobieciarz! - nie wytrzymałam.
Chociaż uważałam go tylko za przyjaciela, głęboko dotknęło mnie to, że dwa dni wcześniej, chciał mnie pocałować, a teraz nakręca jakąś kolejną dziewczynę.
Poczułam na sobie wzrok Seleny.
W jej oczach zobaczyłam przerażenie, strach i lęk.
- Co? - sapnęłam.
- To Robert?
Zdziwiło mnie, że pamięta jeszcze jego imię, ale pokiwałam głową.
- Znasz ją? - spytała.
- Nie... Chyba nie jest z naszej szkoły.
Pewności nie miałam. Chodziło do nas zbyt wielu uczniów, żebym mogła ocenić to na sto procent.
Podniosłam się z ziemi.
- Co ty robisz? - syknęła moja przyjaciółka. - A jeśli coś Ci zrobi?
- Daj spokój, nie jest taki.
Wiedziałam, że tym ją zamknę.
- Alice - szepnęła.
- Trzeba było reagować, kiedy nie było za późno.
Wiedziałam, że jestem wredna. Ale musiałam do niego pójść i mu wygarnąć. To był najlepszy argument, bo Selena nie chciała nikomu nic powiedzieć.
Mi wystarczyło, że Robert się przyznał. Chociaż chyba oczywistą rzeczą było, że chciałabym odzyskać pamięć.
Obserwowałam tylko, jak dziewczyna zaciska szczękę.
Ruszyłam przed siebie.
Im bardziej się zbliżyłam, tym więcej słyszałam śmiechów.
Stali do mnie tyłem, Dziewczyna wycierała włosy, a Robert właśnie rzucał na piasek ręcznik.
Zauważył, że ktoś idzie i spojrzał w moją stronę.
- Zaraz wracam - szepnął do dziewczyny i podszedł w moim kierunku.
Ciemnowłosa przestała się uśmiechać i spojrzała na mnie z wrogością. Zabierałam jej zabawkę.
- Cześć - powiedział, gdy się do mnie zbliżył.
- Kolejną już naciągasz? - darowałam sobie przywitanie.
Zaśmiał się.
- Nie.
- To co to jest? - spytałam.
- To? - spytał i odwrócił się w stronę dziewczyny. - To jest moja siostra Ellie.
- Oh - wyrwało mi się.
- A co myślałaś?
- Oj, już przestań. Nie wiedziałam, że masz siostrę
- Mieszka z matką w Jacksonville.
- Przepraszam... Głupio wyszło.
- Nie przepraszaj. Rozumiem, o co Ci chodzi. I... przepraszam za tą imprezę...
- Jest w porządku - zapewniłam.
- To dobrze. Tęsknię za tobą.
Zmieszało mnie to wyznanie.
- Rob... Ja bardzo Cię lubię. I też za tobą tęsknię, ale...
- To niczego nie zmienia. Rozumiem. Nie musisz mi się tłumaczyć. Leć do Justina. Na pewno ma dla ciebie czas.
- Przestań. To zupełnie coś innego. Próbuję poznać moich przyjaciół od nowa. Nie pamiętam ich.
- W takim razie, pewnie nie byli warci tej przyjaźni.
- Co? - Nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam.
- Alice, posłuchaj...
- Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie masz prawa obrażać moich przyjaciół, jasne? Znaczą dla mnie dużo więcej, niż Ci się wydaje i nie pozwolę Ci źle o nich mówić. Zawdzięczam im wszystko, co mam. Tobie zawdzięczam jedno i nie jestem z tego powodu bynajmniej szczęśliwa.
- Wiesz, że nie chciałem. - zmieszał się.
- Wiem. I ci to wybaczyłam. Ale nie zgadzam się z tym co powiedziałeś.
- Wszystko w porządku? - podeszła do nas Selena.
- Tak - odpowiedziałam.
- Alice - szepnął Rob i złapał mnie za rękę. - Nie zostawiaj mnie.
- Muszę już iść - spojrzałam w bok.
- Musimy już iść - poprawiła mnie przyjaciółka i złapała za ramię.
- Nie odpuszczę - zwrócił się do mnie. - Zapłacę za swoje grzechy.
- To może idź to robić gdzieś indziej? - spytała sarkastycznie Selena i pociągnęła mnie za sobą.
- Nie odwracaj się - syknęła do mnie, gdy oddaliłyśmy od wody.
- Nie chciałam tego - zapewniłam, wsiadając do auta.
- Czemu zawsze ładujesz się w kłopoty? - spytała.
Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Jakaś część odłamała się ode mnie. To chyba oznaczało koniec przyjaźni z Robertem.
Chociaż bardzo się starałam, nie udało mi się nie pomyśleć, że to wszystko wina Seleny.
Nigdy nie byłam na nią tak wściekła.
------------------------------------------------------------
Przepraszam, za ten rozdział.
Liczę na to, że mimo tego, że jest nieudany, nie zostawicie mnie i dacie mi szansę się poprawić.
Kocham.
Tagi:
53
Nie wyrobię się z rozdziałem, który chciałam dodać dzisiaj. Nie mam jeszcze nic napisane, a dzień powoli dobiega końca. Bardzo was przepraszam, jeśli was zawiodłam.
Trochę mnie to wszystko przerasta.
Dziękuję wszystkim tym, którzy nadal tutaj są.
<3
Trochę mnie to wszystko przerasta.
Dziękuję wszystkim tym, którzy nadal tutaj są.
<3
Tagi:
przepraszam
Nagle wszystko się przejaśniło i byłam prawie pewna, że nie zatoczę się, gdy spróbuję się podnieść.
To było dziwne. Bardzo dziwne.
Przestałam się trząść i po prostu usiadłam na krześle.
Rodzice obserwowali mnie, z szeroko otwartymi oczami.
- Co? - spytałam.
- Dzwoń po karetkę - szepnęła mama.
- Nie widzisz, że już wszystko z nią dobrze? - sapnął zirytowany tata.
- Nie, jest w porządku - zapewniłam.
Mama złapała mnie za czoło i ukucnęła obok mojej nogi.
Jej palce przyjemnie mnie ochłodziły. Poczułam dreszcz na plecach.
- Co się stało, córeczko? - spytała. Była zupełnie blada i drżała jej szczęka. Zawsze tak wyglądała w stresie.
- To... Nie wiem. Zobaczyłam telefon i smsa... To co powiedziałaś.
Chociaż było to chyba niemożliwe, zbladła jeszcze bardziej.
- Pokazałaś jej to? - wybuchnął - w przeciwieństwie do mojej rodzicielki - cały czerwony ojciec.
Mama przygryzła wargę.
- Jesteś okropna! Jak możesz tak ją traktować? Kto to dla ciebie jest? I ty chcesz mnie pouczać o tym jak być rodzicem, kiedy sama mieszasz w nasze kłopoty córkę!
- Odpuść - syknęła matka.
- Nie, Abby, to koniec. - Zająknął się - Odchodzę. Mam dość tego wszystkiego.
- Już dawno odszedłeś. Od dawna nie masz dla nas żadnego znaczenia - odpowiedziała mama, patrząc w dół, cały czas kucając przy moim boku.
Umilkliśmy.
- Alice - szepnął tata.
Spojrzałam w jego oczy.
- Nie chcę stracić z tobą kontaktu - powiedział,próbując się uspokoić.
- Ja też - czułam w gardle wielką kluchę, której nie mogłam przełknąć.
Pokiwał powoli głową i wyszedł.
Tak po prostu. Nic więcej nie mówiąc.
Wciągnęłam ze świstem powietrze.
- Już, kochanie - powiedziała mama, przysuwając sobie krzesło obok mojego i obejmując mnie ramieniem.
- Tak musiało być - stwierdziłam.
Mama spojrzała mi w oczy. W jej dostrzegłam ból i cierpienie.
- Naprawdę tak myślisz? - spytała z nutką nadziei w głosie.
Pokiwałam głową.
- Inaczej tak by się nie stało.
Uśmiechnęła się smutno i złapała mnie za rękę.
- Jesteś bardzo mądra, wiesz? Pamiętaj, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. Zawsze. Cokolwiek by się działo.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Wiem - szepnęłam.
Cieszyłam się, że mamy to wszystko już za sobą.
Mama postanowiła nie wracać do tematu telefonu, ani w o ogóle do dzisiejszego poranka. Tak było... lepiej.
Zanim zdążyłam wziąć prysznic i zrobić wszystko to, czego potrzebuje nastolatka po przebudzeniu, zrobiło się już niemal południe.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła, to oczywiście ojciec. Kiedyś musiał przecież przyjść, chociaż nie spodziewałam się tego tak szybko.
Słysząc jak w łazience, do której weszła mama leje się woda, zbiegłam po schodach na dół i podeszłam do drzwi.
Kiedy już je otworzyłam, poczułam wielką ulgę.
- Czy mogę zająć pani trochę czasu? - powiedziała powstrzymując śmiech Selena. Spuściła okulary słoneczne na czubek nosa, a potem uśmiechnęła się szeroko, nie mogąc już dłużej powstrzymać chichotu.
- Chodź tu - zawołałam i ją przytuliłam.
Później przyjrzałem jej się dokładniej.
Miała na sobie jeansowe, jasne szorty, luźną, białą koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii i czarne sandałki z koralikami. Oprócz tego jeszcze milion bransoletek na lewej ręce i wielki pierścionek z czarnym kamieniem.
- Co? - spytała przez śmiech.
- Nic - wzruszyłam ramionami. - Jak gala?
Wpuściłam ją do środka i wskazałam ręką kuchnię.
Weszła, odgarniając do tyłu długie, lśniące i kręcone włosy.
W moich wytartych trampkach, t-shircie w paski i czarnych szortach wyglądałam przy niej beznadziejnie. No, ale chyba musiałam przywyknąć do tego, że moja przyjaciółka jest gwiazdą i musi wyglądać dobrze na każdym kroku.
- Szkoda gadać - wyznała. Musiała minąć chwila, żebym przypomniała sobie, że zadałam jej pytanie.
- Czemu? - podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej sok pomarańczowy.
- Nie lubię kłamać. Źle mi z tym.
Usiadłam na przeciwko niej i podałam jej zaparowaną szklaneczkę.
- Jesteś aktorką - miałam nadzieję, że się nie pomyliłam.
- Owszem. Ale to coś innego, to jest... zabawa. A czuję się źle, musząc udawać, że chodzę z kumplem.
- Ale wychodzi Ci to świetnie! Na gali w ogóle nie dałaś nic po sobie poznać.
Przełknęłam głośno ślinę. W pamięci utknęła mi scena pocałunku Seleny i Justina.
- Oglądałaś? - zdziwiła się.
Potrząsnęłam głową.
- Nie wszystko. Miałam... problemy.
- Coś się stało? - przyglądała mi się uważnie.
Westchnęłam.
- Rodzice się rozstali.
- Oh - wyrwało jej się. - Przykro mi.
- Nie trzeba. Nie jest mi z tym źle. Od dawna byłam na to gotowa... chociaż o tym nie myślałam. Chyba, że nie pamiętam, że o tym myślałam.
Nastąpiła cisza.
- Selena... Mogę Cię o coś spytać?
- O wszystko - uśmiechnęła się z zainteresowaniem.
Zaczęłam stukać palcami o blat.
- Wal - zaśmiała się.
- Znasz Russela? - wypaliłam.
Przez ułamek sekundy zobaczyłam na jej twarzy napięcie. Zmieniło się to tak szybko, że zastanawiałam się, czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle.
- Russela?
- Nie wiem, czemu pytam. Wydawało mi się, że... ale nie ważne.
- A kto to? - spytała drętwo.
- Spotkałam go wczoraj, a potem miałam taką wizję... I jestem pewna, że ma na imię Russel.
- Wizję? - uniosła wydepilowaną brew do góry.
Westchnęłam.
- Nie umiem tego nazwać. Poczułam ukłucie w głowie, takie przeraźliwe a potem go zobaczyłam.
- Alice?
- Tak wiem, to co mówię jest śmieszne, ale to prawda!
Spojrzała na blat. Obserwowałam jak jej skupione oczy wpatrują się w jeden punkt. W końcu podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy.
- Wierzę Ci.
Uśmiechnęłam się, a ona odpowiedziała raczej grymasem, chociaż starała się to ukryć.
Coś było na rzeczy. Jeżeli było coś, co przede mną ukrywała, to byłam pewna, że nie spocznę, dopóki nie dowiem się o co chodzi.
-----------------------------------------------------------
Kochane czytelniczki!
Jak wam się podoba rozdział?
Planuję założyć konto na Facebooku dla Alice, ale niestety próbuję od kilku dni, a za każdym razem natykam się na "błąd". Zapewne robią jakieś zmiany itd., a przez to my nie możemy nic ;P Jak wam się podoba pomysł? Bo mi bardzo!
To chyba tyle na dziś. Postaram się dodać jeszcze jeden rozdział w tym miesiącu, gdyby nie wyszło, to bardzo was przepraszam, ale tyle nauki co teraz, to nie miałam chyba nigdy -.-
Dziękuję, że wciąż tu jesteście!
To było dziwne. Bardzo dziwne.
Przestałam się trząść i po prostu usiadłam na krześle.
Rodzice obserwowali mnie, z szeroko otwartymi oczami.
- Co? - spytałam.
- Dzwoń po karetkę - szepnęła mama.
- Nie widzisz, że już wszystko z nią dobrze? - sapnął zirytowany tata.
- Nie, jest w porządku - zapewniłam.
Mama złapała mnie za czoło i ukucnęła obok mojej nogi.
Jej palce przyjemnie mnie ochłodziły. Poczułam dreszcz na plecach.
- Co się stało, córeczko? - spytała. Była zupełnie blada i drżała jej szczęka. Zawsze tak wyglądała w stresie.
- To... Nie wiem. Zobaczyłam telefon i smsa... To co powiedziałaś.
Chociaż było to chyba niemożliwe, zbladła jeszcze bardziej.
- Pokazałaś jej to? - wybuchnął - w przeciwieństwie do mojej rodzicielki - cały czerwony ojciec.
Mama przygryzła wargę.
- Jesteś okropna! Jak możesz tak ją traktować? Kto to dla ciebie jest? I ty chcesz mnie pouczać o tym jak być rodzicem, kiedy sama mieszasz w nasze kłopoty córkę!
- Odpuść - syknęła matka.
- Nie, Abby, to koniec. - Zająknął się - Odchodzę. Mam dość tego wszystkiego.
- Już dawno odszedłeś. Od dawna nie masz dla nas żadnego znaczenia - odpowiedziała mama, patrząc w dół, cały czas kucając przy moim boku.
Umilkliśmy.
- Alice - szepnął tata.
Spojrzałam w jego oczy.
- Nie chcę stracić z tobą kontaktu - powiedział,próbując się uspokoić.
- Ja też - czułam w gardle wielką kluchę, której nie mogłam przełknąć.
Pokiwał powoli głową i wyszedł.
Tak po prostu. Nic więcej nie mówiąc.
Wciągnęłam ze świstem powietrze.
- Już, kochanie - powiedziała mama, przysuwając sobie krzesło obok mojego i obejmując mnie ramieniem.
- Tak musiało być - stwierdziłam.
Mama spojrzała mi w oczy. W jej dostrzegłam ból i cierpienie.
- Naprawdę tak myślisz? - spytała z nutką nadziei w głosie.
Pokiwałam głową.
- Inaczej tak by się nie stało.
Uśmiechnęła się smutno i złapała mnie za rękę.
- Jesteś bardzo mądra, wiesz? Pamiętaj, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. Zawsze. Cokolwiek by się działo.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Wiem - szepnęłam.
Cieszyłam się, że mamy to wszystko już za sobą.
Mama postanowiła nie wracać do tematu telefonu, ani w o ogóle do dzisiejszego poranka. Tak było... lepiej.
Zanim zdążyłam wziąć prysznic i zrobić wszystko to, czego potrzebuje nastolatka po przebudzeniu, zrobiło się już niemal południe.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Pierwsza myśl jaka mi się nasunęła, to oczywiście ojciec. Kiedyś musiał przecież przyjść, chociaż nie spodziewałam się tego tak szybko.
Słysząc jak w łazience, do której weszła mama leje się woda, zbiegłam po schodach na dół i podeszłam do drzwi.
Kiedy już je otworzyłam, poczułam wielką ulgę.
- Czy mogę zająć pani trochę czasu? - powiedziała powstrzymując śmiech Selena. Spuściła okulary słoneczne na czubek nosa, a potem uśmiechnęła się szeroko, nie mogąc już dłużej powstrzymać chichotu.
- Chodź tu - zawołałam i ją przytuliłam.
Później przyjrzałem jej się dokładniej.
Miała na sobie jeansowe, jasne szorty, luźną, białą koszulkę z flagą Wielkiej Brytanii i czarne sandałki z koralikami. Oprócz tego jeszcze milion bransoletek na lewej ręce i wielki pierścionek z czarnym kamieniem.
- Co? - spytała przez śmiech.
- Nic - wzruszyłam ramionami. - Jak gala?
Wpuściłam ją do środka i wskazałam ręką kuchnię.
Weszła, odgarniając do tyłu długie, lśniące i kręcone włosy.
W moich wytartych trampkach, t-shircie w paski i czarnych szortach wyglądałam przy niej beznadziejnie. No, ale chyba musiałam przywyknąć do tego, że moja przyjaciółka jest gwiazdą i musi wyglądać dobrze na każdym kroku.
- Szkoda gadać - wyznała. Musiała minąć chwila, żebym przypomniała sobie, że zadałam jej pytanie.
- Czemu? - podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej sok pomarańczowy.
- Nie lubię kłamać. Źle mi z tym.
Usiadłam na przeciwko niej i podałam jej zaparowaną szklaneczkę.
- Jesteś aktorką - miałam nadzieję, że się nie pomyliłam.
- Owszem. Ale to coś innego, to jest... zabawa. A czuję się źle, musząc udawać, że chodzę z kumplem.
- Ale wychodzi Ci to świetnie! Na gali w ogóle nie dałaś nic po sobie poznać.
Przełknęłam głośno ślinę. W pamięci utknęła mi scena pocałunku Seleny i Justina.
- Oglądałaś? - zdziwiła się.
Potrząsnęłam głową.
- Nie wszystko. Miałam... problemy.
- Coś się stało? - przyglądała mi się uważnie.
Westchnęłam.
- Rodzice się rozstali.
- Oh - wyrwało jej się. - Przykro mi.
- Nie trzeba. Nie jest mi z tym źle. Od dawna byłam na to gotowa... chociaż o tym nie myślałam. Chyba, że nie pamiętam, że o tym myślałam.
Nastąpiła cisza.
- Selena... Mogę Cię o coś spytać?
- O wszystko - uśmiechnęła się z zainteresowaniem.
Zaczęłam stukać palcami o blat.
- Wal - zaśmiała się.
- Znasz Russela? - wypaliłam.
Przez ułamek sekundy zobaczyłam na jej twarzy napięcie. Zmieniło się to tak szybko, że zastanawiałam się, czy to nie moja wyobraźnia płata mi figle.
- Russela?
- Nie wiem, czemu pytam. Wydawało mi się, że... ale nie ważne.
- A kto to? - spytała drętwo.
- Spotkałam go wczoraj, a potem miałam taką wizję... I jestem pewna, że ma na imię Russel.
- Wizję? - uniosła wydepilowaną brew do góry.
Westchnęłam.
- Nie umiem tego nazwać. Poczułam ukłucie w głowie, takie przeraźliwe a potem go zobaczyłam.
- Alice?
- Tak wiem, to co mówię jest śmieszne, ale to prawda!
Spojrzała na blat. Obserwowałam jak jej skupione oczy wpatrują się w jeden punkt. W końcu podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy.
- Wierzę Ci.
Uśmiechnęłam się, a ona odpowiedziała raczej grymasem, chociaż starała się to ukryć.
Coś było na rzeczy. Jeżeli było coś, co przede mną ukrywała, to byłam pewna, że nie spocznę, dopóki nie dowiem się o co chodzi.
-----------------------------------------------------------
Kochane czytelniczki!
Jak wam się podoba rozdział?
Planuję założyć konto na Facebooku dla Alice, ale niestety próbuję od kilku dni, a za każdym razem natykam się na "błąd". Zapewne robią jakieś zmiany itd., a przez to my nie możemy nic ;P Jak wam się podoba pomysł? Bo mi bardzo!
To chyba tyle na dziś. Postaram się dodać jeszcze jeden rozdział w tym miesiącu, gdyby nie wyszło, to bardzo was przepraszam, ale tyle nauki co teraz, to nie miałam chyba nigdy -.-
Dziękuję, że wciąż tu jesteście!
Tagi:
52
Życzę wszystkim dużo miłości i ciepła, z okazji Walentynek!
Jestem co prawda jedną z osób które obchodzą dzień singla, więc życzę wszystkim którzy tak jak ja nie mają jeszcze swojej drugiej połówki, aby każdy następny dzień był dla nich udany
:D
Moc uścisków dla czytelników! ;*
Jestem co prawda jedną z osób które obchodzą dzień singla, więc życzę wszystkim którzy tak jak ja nie mają jeszcze swojej drugiej połówki, aby każdy następny dzień był dla nich udany
:D
Moc uścisków dla czytelników! ;*
Tagi:
walentynki
Zdyszana dobiegłam do drzwi.
Zaczęłam się z nimi szarpać, uprzytomniwszy sobie po chwili, że klucze mam przecież w torebce.
Odetchnęłam i po kilku sekundach dostałam się wreszcie do środka.
Wbiegłam do salonu, po czym włączyłam telewizor i odrzuciłam gdzieś w kąt buty.
Śpiewała Katy Perry, jakąś piosenkę, która kiedyś obiła mi się o uszy, ale tytułu nie pamiętałam.
- Alice? - usłyszałam lekko zachrypnięty głos mamy.
- Jestem tutaj! - zawołałam.
Po chwili weszła do pokoju. Jej blond włosy były trochę rozczochrane, a zielona koszulka lekko wymięta. Na nogach miała stare, szerokie spodnie od dresu i różowe skarpetki w misie. Wyglądała na zmęczoną i niewyspaną.
- Czemu tak wcześnie? - spytała, siadając obok mnie na kanapie.
- Trochę mi się nudziło - skłamałam, chcąc ukryć prawdziwy powód.
- Okej... - udała, że akceptuje moją wersję. Znała mnie za dobrze. - Tak sobie pomyślałam... Nie spędzamy ostatnio dużo czasu razem, więc może chciałabyś pogadać?
- Jasne - zgodziłam się.
Mama wyciągnęła do przodu splecione dłonie i cicho jęknęła.
Przypatrzyłam się jej długim, zgrabnym palcom i paznokciom, które delikatnie mówiąc wymagały wizyty w salonie kosmetycznym.
Przyjrzałam się im jeszcze raz. Połączyłam ze sobą fakty. I po prostu musiałam zadać to pytanie.
- Mamo, gdzie jest tata? - spytałam, a głos mi zadrżał.
Przygryzła wargę.
- Kochanie, to jedna z rzeczy, o których chciałabym porozmawiać.
Spojrzała mi w oczy, a po chwili zaczęła mówić dalej.
- Zanim byłaś w szpitalu, z tatą trochę się sprzeczaliśmy. Oprócz tego właściwie nie rozmawialiśmy ze sobą. I potem... No cóż, oddalamy się od siebie. Chciałabym, żebyś wiedziała, że cokolwiek się stanie, zawsze możesz się do mnie zwrócić. Wiem, że to boli, ale... To chyba koniec.
Chociaż tak bardzo bałam się odpowiedzi mamy, w środku czułam, że to powie. Nie wiedziałam skąd.
- Mamo?
- Tak skarbie?
- To moja wina? To przez tą trasę, prawda?
- Ależ skąd! Nie wolno Ci tak mówić!
Objęła mnie ramieniem, a ja poczułam się znacznie lepiej. Teraz byłam gotowa. Gotowa na to, żeby się rozpłakać.
Łzy szybko przestały lecieć. I chociaż zmuszałam się, żeby myśleć o tych dobrych chwilach spędzonych z tatą, to wiedziałam, że nie mam o co walczyć. Nigdy nie łączyła mnie z tatą więź. Nigdy.
Zupełnie zapomniałam o rozmowie prowadzonej z mamą, kiedy usłyszałam ten głos. Ten męski, wspaniały głos dobiegający z telewizora. Od razu się podniosłam i chociaż było to nie stosowne, dałam głośniej dźwięk.
Poczułam na sobie uważne spojrzenie matki. Kątem oka dostrzegłam, że ona też zaczęła oglądać show.
Justin odbierał właśnie jakąś nagrodę. Wziął mikrofon od prowadzącej i zaczął mówić.
- Wow. Ja... Nie wiem co powiedzieć - zaśmiał się - Dziękuję wam, kochani! To dzięki wam jestem tu, gdzie jestem. Dziękuję wszystkim Beliebers i mojej rodzinie i - zamilkł na chwile, po czym spuścił wzrok - i wszystkim którzy zawsze mnie wspierają. Wiecie, że was kocham. Never Say Never! - zawołał i podniósł statuetkę do góry.
Potem prowadząca zaczęła coś mówić, a kamera powędrowała, za Justinem na jego miejsce. Selena, która siedziała obok niego, wstała, przytuliła go i się pocałowali. W usta. Bardzo, bardzo czule. I bardzo, bardzo, bardzo miałam ochotę coś uderzyć.
Westchnęłam.
- Zależy Ci na nim, co? - mama wyrwała mnie z zamyślenia.
- Przepraszam - powiedziałam i ściszyłam telewizor.
- Nie masz za co - uśmiechnęła się. - Ale Selena... Nie lubisz jej?
- Czemu miałabym jej nie lubić?
Mama uśmiechnęła się pod nosem.
- Tak tylko myślałam.
Siedziałyśmy przed telewizorem, rozmawiając ze sobą otwarcie i śmiejąc się bardzo często. Właściwie to zachowywałyśmy się tak, jakby rodzice mieli się nie rozstawać.
I chociaż się sobie dziwiłam, to zupełnie się tym nie przejmowałam.
Zasnęłam na kanapie, razem z moją mamą i mimo tego, że często się budziłam, to nie miałam ochoty się stamtąd ruszyć.
Jedynym minusem był uciążliwy ból pleców, ale stwierdziłam, że po prostu muszę to rozchodzić.
Rano mama już krzątała się po kuchni, z której dochodził zapach jajecznicy. Uśmiechnęłam się i powoli otworzyłam oczy. Podniosłam się z kanapy i wyszłam na korytarz. Zatrzymałam się przed wejściem.
- Myślę, że tak będzie dla niej najlepiej - usłyszałam głos mamy.
- Nic więcej nie mówiła? - spytał tata
- Nie wiem dlaczego tak się uparłeś. Mówiłam Ci, że lepiej powiedzieć jej wspólnie. Chociaż to i tak bez różnicy,bo się tym nie przejęła.
- W ogóle?
Schowałam się za ścianą i przysłuchiwałam rozmowie.
- W ogóle - odpowiedziała mama oschle.
- No cóż... To chyba dobrze?
- Dobrze? - wybuchnęła moja rodzicielka. - To znaczy, że się nią nie opiekowaliśmy! Ulżyło jej, że nie musi się już z nami męczyć.
- Jest prawie dorosła... Może po prostu nie chciała pokazać jak ją to boli?
- Nie powiedziałam,że nie płakała... Ale i tak, gdy tylko pojawił się Justin, od razu przestała i wróciła do oglądania telewizji.
- To mój gwóźdź do trumny.
- Co?
- Ten chłopak. Od niego się zaczęło. I teraz on jest ważniejszy dla niej niż jej ojciec! - tata walnął pięścią w stół.
- Słucham? - zadrwiła mama- Teraz przejmujesz się swoją córeczką? Poza tym, David ona nic nie pamięta.
- Ta trasa tak ją rozpuściła... - kontynuował.
- Jak możesz tak mówić? Jest już praktycznie dorosła i ma prawo decydować o tym z kim się spotyka.
- Słucham?! - huknął tata. - Póki mieszka pod moim dachem, nie ma prawa o tym decydować!
- Cicho! Obudzisz ją.
Usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła i tupot kroków na posadzce. Uciekłam na palcach do salonu, po czym postarałam się wyglądać na zmęczoną i podeszłam wolnym krokiem do kuchni. Ręką złapałam się za włosy i odgarnęłam je do tyłu.
- Cześć - mruknęłam, bojąc się spojrzeć im w oczy.
- Cześć skarbie - powiedziała mama, uśmiechając się przesłodko.
- Jak się spało? - spytał niezgrabnie tata, marszcząc brwi.
- W porządku - odpowiedziałam po chwili.
Zgarbił się i mruknął pod nosem coś w stylu "to dobrze".
Usiadłam przy stole, a miejsce na przeciwko mnie zajęła mama. Po chwili dosiadł się do nas mój ojciec.
- Musimy porozmawiać - zaczął.
Pokiwałam głową. Zaczęłam bawić się pierścionkiem, którego nie zdjęłam po wczorajszej imprezie.
- Mama z tobą rozmawiała, prawda?
Znowu pokiwałam głową.
- W takim razie mam nadzieję, że rozumiesz... I wiesz, że to nie jest niczyja wina... Tak po prostu wyszło.
Spojrzałam na niego. Patrzyłam tak długo, aż odwrócił wzrok.
- Wyszło?
- Alice - mama wyciągnęła rękę i dotknęła mojego przedramienia.
- Tylko odpowiedzcie na jedno pytanie. - spojrzałam po nich i upewniwszy się, że żadne z nich nie zaprzecza kontynuowałam - Czy któreś z was, kogoś ma? - postanowiłam być doszczętną zołzą, która nie powstrzyma się od uzyskania odpowiedzi.
Popatrzyli po sobie.
- Powiedziałbym raczej, że nie dogadujemy się w najważniejszych sprawach.
Mama parsknęła zirytowana.
- Serio? Nie dogadujemy się w najważniejszych sprawach? Czyli co? Znudziłam ci się?
- Abby! Jak możesz?
- Tak? Jak ja mogę? Czyli co, tylko wydaje mi się, że mnie zdradzałeś? Serio?
- Słucham?
- To z kim pisałeś? Kto na ciebie czekał? Co? Powiedz mi, skoro nie masz nic do ukrycia!
Patrzyłam na nich. Oboje tak się zdenerwowali, że aż wstali z krzeseł. Miałam wrażenie, że zaraz dorwą się sobie do gardeł.
- Tak! - tata był cały czerwony - Tak! Czytaj moje wiadomości! Czytaj wiadomości prawnika i narzekaj, że nie rozumiesz ich sensu! Ty całe życie siedzisz w jednym miejscu! W ogóle się nie rozwijasz! Udajesz, że umiesz pomóc innym z ich problemami, a sama nie radzisz sobie z własnymi!
- Posuwasz się za daleko... I co jest niezrozumiałego w tekście "przychodź szybko, nie mogę się już doczekać?"!
Nagle przed oczami pojawił mi się telefon komórkowy. Oczywiście w przenośni. Widziałam jak go trzymam i czytam treść smsa. Dokładnie to co powiedziała przed chwilą mama.
Chwyciłam się za głowę, czując przeraźliwy ból. Spadłam z krzesła, na podłogę. Musiałam krzyknąć, bo mama od razu się przy mnie znalazła.
- Alice? Alice! Co Ci jest? Słyszysz mnie?
Nie czułam się na siłach, żeby odpowiedzieć.
Nagle "wizję" telefonu przerwała kolejna. Był w niej chłopak.
O matko.
Chociaż nie pamiętałam skąd go znam, byłam pewna 2 rzeczy.
Po pierwsze, to właśnie on był na imprezie u Iana.
A po drugie - co mnie zszokowało - byłam pewna, pewna w stu procentach, że chłopak ma na imię Russel.
------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo zajęło mi napisanie tego rozdziału. Nie wiem,czy mi wyszedł... Mam wątpliwości.
Mam nadzieję, że nadal tu jesteście i będziecie kontynuować czytanie.
Kocham! <3
Zaczęłam się z nimi szarpać, uprzytomniwszy sobie po chwili, że klucze mam przecież w torebce.
Odetchnęłam i po kilku sekundach dostałam się wreszcie do środka.
Wbiegłam do salonu, po czym włączyłam telewizor i odrzuciłam gdzieś w kąt buty.
Śpiewała Katy Perry, jakąś piosenkę, która kiedyś obiła mi się o uszy, ale tytułu nie pamiętałam.
- Alice? - usłyszałam lekko zachrypnięty głos mamy.
- Jestem tutaj! - zawołałam.
Po chwili weszła do pokoju. Jej blond włosy były trochę rozczochrane, a zielona koszulka lekko wymięta. Na nogach miała stare, szerokie spodnie od dresu i różowe skarpetki w misie. Wyglądała na zmęczoną i niewyspaną.
- Czemu tak wcześnie? - spytała, siadając obok mnie na kanapie.
- Trochę mi się nudziło - skłamałam, chcąc ukryć prawdziwy powód.
- Okej... - udała, że akceptuje moją wersję. Znała mnie za dobrze. - Tak sobie pomyślałam... Nie spędzamy ostatnio dużo czasu razem, więc może chciałabyś pogadać?
- Jasne - zgodziłam się.
Mama wyciągnęła do przodu splecione dłonie i cicho jęknęła.
Przypatrzyłam się jej długim, zgrabnym palcom i paznokciom, które delikatnie mówiąc wymagały wizyty w salonie kosmetycznym.
Przyjrzałam się im jeszcze raz. Połączyłam ze sobą fakty. I po prostu musiałam zadać to pytanie.
- Mamo, gdzie jest tata? - spytałam, a głos mi zadrżał.
Przygryzła wargę.
- Kochanie, to jedna z rzeczy, o których chciałabym porozmawiać.
Spojrzała mi w oczy, a po chwili zaczęła mówić dalej.
- Zanim byłaś w szpitalu, z tatą trochę się sprzeczaliśmy. Oprócz tego właściwie nie rozmawialiśmy ze sobą. I potem... No cóż, oddalamy się od siebie. Chciałabym, żebyś wiedziała, że cokolwiek się stanie, zawsze możesz się do mnie zwrócić. Wiem, że to boli, ale... To chyba koniec.
Chociaż tak bardzo bałam się odpowiedzi mamy, w środku czułam, że to powie. Nie wiedziałam skąd.
- Mamo?
- Tak skarbie?
- To moja wina? To przez tą trasę, prawda?
- Ależ skąd! Nie wolno Ci tak mówić!
Objęła mnie ramieniem, a ja poczułam się znacznie lepiej. Teraz byłam gotowa. Gotowa na to, żeby się rozpłakać.
Łzy szybko przestały lecieć. I chociaż zmuszałam się, żeby myśleć o tych dobrych chwilach spędzonych z tatą, to wiedziałam, że nie mam o co walczyć. Nigdy nie łączyła mnie z tatą więź. Nigdy.
Zupełnie zapomniałam o rozmowie prowadzonej z mamą, kiedy usłyszałam ten głos. Ten męski, wspaniały głos dobiegający z telewizora. Od razu się podniosłam i chociaż było to nie stosowne, dałam głośniej dźwięk.
Poczułam na sobie uważne spojrzenie matki. Kątem oka dostrzegłam, że ona też zaczęła oglądać show.
Justin odbierał właśnie jakąś nagrodę. Wziął mikrofon od prowadzącej i zaczął mówić.
- Wow. Ja... Nie wiem co powiedzieć - zaśmiał się - Dziękuję wam, kochani! To dzięki wam jestem tu, gdzie jestem. Dziękuję wszystkim Beliebers i mojej rodzinie i - zamilkł na chwile, po czym spuścił wzrok - i wszystkim którzy zawsze mnie wspierają. Wiecie, że was kocham. Never Say Never! - zawołał i podniósł statuetkę do góry.
Potem prowadząca zaczęła coś mówić, a kamera powędrowała, za Justinem na jego miejsce. Selena, która siedziała obok niego, wstała, przytuliła go i się pocałowali. W usta. Bardzo, bardzo czule. I bardzo, bardzo, bardzo miałam ochotę coś uderzyć.
Westchnęłam.
- Zależy Ci na nim, co? - mama wyrwała mnie z zamyślenia.
- Przepraszam - powiedziałam i ściszyłam telewizor.
- Nie masz za co - uśmiechnęła się. - Ale Selena... Nie lubisz jej?
- Czemu miałabym jej nie lubić?
Mama uśmiechnęła się pod nosem.
- Tak tylko myślałam.
Siedziałyśmy przed telewizorem, rozmawiając ze sobą otwarcie i śmiejąc się bardzo często. Właściwie to zachowywałyśmy się tak, jakby rodzice mieli się nie rozstawać.
I chociaż się sobie dziwiłam, to zupełnie się tym nie przejmowałam.
Zasnęłam na kanapie, razem z moją mamą i mimo tego, że często się budziłam, to nie miałam ochoty się stamtąd ruszyć.
Jedynym minusem był uciążliwy ból pleców, ale stwierdziłam, że po prostu muszę to rozchodzić.
Rano mama już krzątała się po kuchni, z której dochodził zapach jajecznicy. Uśmiechnęłam się i powoli otworzyłam oczy. Podniosłam się z kanapy i wyszłam na korytarz. Zatrzymałam się przed wejściem.
- Myślę, że tak będzie dla niej najlepiej - usłyszałam głos mamy.
- Nic więcej nie mówiła? - spytał tata
- Nie wiem dlaczego tak się uparłeś. Mówiłam Ci, że lepiej powiedzieć jej wspólnie. Chociaż to i tak bez różnicy,bo się tym nie przejęła.
- W ogóle?
Schowałam się za ścianą i przysłuchiwałam rozmowie.
- W ogóle - odpowiedziała mama oschle.
- No cóż... To chyba dobrze?
- Dobrze? - wybuchnęła moja rodzicielka. - To znaczy, że się nią nie opiekowaliśmy! Ulżyło jej, że nie musi się już z nami męczyć.
- Jest prawie dorosła... Może po prostu nie chciała pokazać jak ją to boli?
- Nie powiedziałam,że nie płakała... Ale i tak, gdy tylko pojawił się Justin, od razu przestała i wróciła do oglądania telewizji.
- To mój gwóźdź do trumny.
- Co?
- Ten chłopak. Od niego się zaczęło. I teraz on jest ważniejszy dla niej niż jej ojciec! - tata walnął pięścią w stół.
- Słucham? - zadrwiła mama- Teraz przejmujesz się swoją córeczką? Poza tym, David ona nic nie pamięta.
- Ta trasa tak ją rozpuściła... - kontynuował.
- Jak możesz tak mówić? Jest już praktycznie dorosła i ma prawo decydować o tym z kim się spotyka.
- Słucham?! - huknął tata. - Póki mieszka pod moim dachem, nie ma prawa o tym decydować!
- Cicho! Obudzisz ją.
Usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła i tupot kroków na posadzce. Uciekłam na palcach do salonu, po czym postarałam się wyglądać na zmęczoną i podeszłam wolnym krokiem do kuchni. Ręką złapałam się za włosy i odgarnęłam je do tyłu.
- Cześć - mruknęłam, bojąc się spojrzeć im w oczy.
- Cześć skarbie - powiedziała mama, uśmiechając się przesłodko.
- Jak się spało? - spytał niezgrabnie tata, marszcząc brwi.
- W porządku - odpowiedziałam po chwili.
Zgarbił się i mruknął pod nosem coś w stylu "to dobrze".
Usiadłam przy stole, a miejsce na przeciwko mnie zajęła mama. Po chwili dosiadł się do nas mój ojciec.
- Musimy porozmawiać - zaczął.
Pokiwałam głową. Zaczęłam bawić się pierścionkiem, którego nie zdjęłam po wczorajszej imprezie.
- Mama z tobą rozmawiała, prawda?
Znowu pokiwałam głową.
- W takim razie mam nadzieję, że rozumiesz... I wiesz, że to nie jest niczyja wina... Tak po prostu wyszło.
Spojrzałam na niego. Patrzyłam tak długo, aż odwrócił wzrok.
- Wyszło?
- Alice - mama wyciągnęła rękę i dotknęła mojego przedramienia.
- Tylko odpowiedzcie na jedno pytanie. - spojrzałam po nich i upewniwszy się, że żadne z nich nie zaprzecza kontynuowałam - Czy któreś z was, kogoś ma? - postanowiłam być doszczętną zołzą, która nie powstrzyma się od uzyskania odpowiedzi.
Popatrzyli po sobie.
- Powiedziałbym raczej, że nie dogadujemy się w najważniejszych sprawach.
Mama parsknęła zirytowana.
- Serio? Nie dogadujemy się w najważniejszych sprawach? Czyli co? Znudziłam ci się?
- Abby! Jak możesz?
- Tak? Jak ja mogę? Czyli co, tylko wydaje mi się, że mnie zdradzałeś? Serio?
- Słucham?
- To z kim pisałeś? Kto na ciebie czekał? Co? Powiedz mi, skoro nie masz nic do ukrycia!
Patrzyłam na nich. Oboje tak się zdenerwowali, że aż wstali z krzeseł. Miałam wrażenie, że zaraz dorwą się sobie do gardeł.
- Tak! - tata był cały czerwony - Tak! Czytaj moje wiadomości! Czytaj wiadomości prawnika i narzekaj, że nie rozumiesz ich sensu! Ty całe życie siedzisz w jednym miejscu! W ogóle się nie rozwijasz! Udajesz, że umiesz pomóc innym z ich problemami, a sama nie radzisz sobie z własnymi!
- Posuwasz się za daleko... I co jest niezrozumiałego w tekście "przychodź szybko, nie mogę się już doczekać?"!
Nagle przed oczami pojawił mi się telefon komórkowy. Oczywiście w przenośni. Widziałam jak go trzymam i czytam treść smsa. Dokładnie to co powiedziała przed chwilą mama.
Chwyciłam się za głowę, czując przeraźliwy ból. Spadłam z krzesła, na podłogę. Musiałam krzyknąć, bo mama od razu się przy mnie znalazła.
- Alice? Alice! Co Ci jest? Słyszysz mnie?
Nie czułam się na siłach, żeby odpowiedzieć.
Nagle "wizję" telefonu przerwała kolejna. Był w niej chłopak.
O matko.
Chociaż nie pamiętałam skąd go znam, byłam pewna 2 rzeczy.
Po pierwsze, to właśnie on był na imprezie u Iana.
A po drugie - co mnie zszokowało - byłam pewna, pewna w stu procentach, że chłopak ma na imię Russel.
------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo zajęło mi napisanie tego rozdziału. Nie wiem,czy mi wyszedł... Mam wątpliwości.
Mam nadzieję, że nadal tu jesteście i będziecie kontynuować czytanie.
Kocham! <3
Tagi:
51
Nie skończyło się na jednej piosence.
Tańczyliśmy nawet do tej, do której tańczyliśmy w klubie. A ja świetnie się bawiłam.
Muzyka zwolniła, a pary wokół nas zaczęły się do siebie przytulać.
Spojrzałam na Roberta, kiedy on spojrzał na mnie.
- Mogę? - spytał.
Pokiwałam głową i splotłam dłonie na jego szyi.
- I jak się bawisz?
- Dobrze - odpowiedziałam szczerze. - Skąd znasz Iana?
Zastanowił się.
- Nie znam.
- To co tutaj robisz?
- Oj, Alice, jestem pewien, że nie zna połowy osób z tych które przyszły.
Pokiwałam głową. Coś w tym było.
- Mówiłem Ci jak pięknie dzisiaj wyglądasz?
Zaczerwieniłam się.
- Chyba nie.
- Mój błąd. Pięknie wyglądasz.
Zaśmiałam się nerwowo.
- Wcale nie...
- A patrzyłaś w lustro?
Spojrzałam w jego oczy. Pierwszą rzeczą którą w nich zobaczyłam, było moje odbicie. Dziwne.
- Znowu palnąłem gafę. Przecież ty zawsze pięknie wyglądasz.
- Przestań - syknęłam - to nie jest prawda.
Umilkł.
- Wiem, że nie jestem nim, ale daj mi szansę. Nie chcesz, to nie będę nic mówić. Chcę, żebyś była szczęśliwa i czuła się dobrze w moim towarzystwie.
Mówił to tak pewnie, że aż się zastanowiłam, czy wcześniej myślał nad tym co powiedzieć. Potrząsnęłam głową.
- Spencer tutaj jest - zmieniłam temat.
Panował nad swoją twarzą, ale poczułam jak jego mięśnie się napięły.
- Naprawdę? - mówił tak, jakby to go nie obchodziło, ale w jego oczach widziałam ciekawość.
- Zastanawiam się... Czy to dziecko...
- Nie. Znaczy... Tak nie powinno być.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że rozstaliśmy się dużo wcześniej. Wiem, że miała kogoś na boku. Dlatego zerwałem.
- A wiesz kogo?
Zacisnął szczękę.
- To nie istotne.
- Czyli wiesz, ale nie chcesz powiedzieć?
- To nie tak. Ona oszukała wszystkich. Według niej spotykaliśmy się dwa tygodnie, a tak naprawdę wyglądało to zupełnie inaczej. - Wziął głęboki oddech. - Ale nie chcę Cię zanudzać.
- Nie zanudzasz - zapewniłam.
Piosenka się skończyła, a on na mnie popatrzył. Trzymał mnie za nadgarstki i delikatnie machał moimi rękami.
- Chodź - rzucił i odszedł w stronę oczka wodnego, na granicach posesji.
Ruszyłam za nim.
Długo żadne z nas nie zabierało głosu. W końcu Robert oparł się ręką o drzewo, które stało obok wody i zaczął mówić.
- Poznałem ją tutaj dwa lata temu. Jej brat Ben był moim najlepszym kumplem. Wbiliśmy się na imprezę, którą zrobiła siostra tego całego Iana. Wtedy okazało się, że Spence też tutaj jest. Ben był wściekły. Wydarł się na nią, bo przecież miała tylko 13 lat. Wtedy ją poznałem. Strasznie mi się spodobała. Nie wiedziałem czemu, to chyba ten jej wojowniczy charakter tak na mnie zadziałał. I chociaż wiedziałem, że nie powinienem się z nią spotykać, to robiłem to po kryjomu. Nie chciałem wkurzyć Bena, który strasznie szalał na punkcie swojej małej siostrzyczki. Tylko, że nie wiedział jakie z niej ziółko. Ja też nie wiedziałem.
- Czyli spotykałeś się z nią za plecami Bena? - przerwałam.
Zrobił minę, jakby zapomniał, że go słucham.
- Tak. Ale to dopiero później. Zaczęło się kiedy przyszedłem do nich do domu, chyba rok później, a okazało się, że Bena nie ma. Właściwie to już o niej zapomiałem. Nie miałam z nią żadnego kontaktu, więc musiałem odpuścić. Kiedy przyszedłem, Spence chciała "umilić" mi czas. Tak powiedziała. Więc poszliśmy do niej i zaczęliśmy gadać. Okazało się, że ma urodziny. I zaprosiła mnie na imprezę. Ale najpierw powiedziała " Wiem, co możesz mi dać". A ja szalałem na jej punkcie, więc zgodziłem się na wszystko.
Ben nas nakrył, kiedy któregoś dnia odprowadzałem ją do domu. Od tamtej pory ze mną nie gada.
Wtedy stwierdziłem, że musimy skończyć nasz związek. Bardzo się wkurzyła. Zaczęła mnie nachodzić. A ja znowu do niej wróciłem. Potem już wiedziałem, że ona... Nie traktuje mnie poważnie. To była dla niej zabawa, wiesz - ze straszym facetem. Czytałem jej smsy do koleżanek. Przez to się dowiedziałem o co naprawdę jej chodzi. Kiedy przyszedłem do niej następnego dnia, żeby zerwać, dostałem kolejny powód, żeby to zrobić. Chyba jej nie wystarczałem i musiała sobie kogoś znaleźć.
Kilka miesięcy po rozstaniu znowu do mnie przyszła i powiedziała, że jest w ciąży. Ale nie było nic widać. Kompletnie nic. Od tamtej pory dokładnie liczyłem czas do jej porodu. Chyba 8 i pół miesiąca. A nie byliśmy razem dłużej niż ten pozostały miesiąc. Więc to nie ja jestem ojcem.
- A kto jest?
- Naprawdę, to nie jest istotne.
- Ale widziałeś go? Tego chłopaka?
Pokiwał głową.
- To czemu nie chcesz powiedzieć?
Kiedy otworzył buzię, podbiegła do nas jakaś dziewczyna. Nie widziałam jej twarzy, bo miała ubraną czapkę z daszkiem, poza tym skierowała się prosto do Roberta. No i było ciemno.
Robert zmarszczył czoło.
- Co tutaj robisz? - spytał.
- Przyszłam się przywitać. I liczyłam na choć trochę entuzjazmu z twojej strony. Tak dawno się nie widzieliśmy.
O. Mój. Boże.
- Już naciągasz kolejną?
Odwróciła się, a ja obserwowałam jak jej buzia się otwiera.
- Już rozumiem dlaczego tak się wkurzałaś gdy z nim byłam. Ty po prostu byłaś zazdrosna!
Julie, ubrana w skórzaną, obcisłą sukienkę, ledwo zakrywającą jej majtki patrzyła na mnie i uśmiechała się drwiąco.
- Co? - spytałam. Chociaż spodziewałam się, że po prstu stało się to zanim straciłam pamięć.
- No tak - udawanym gestem puknęła się w czoło - Nie pamiętasz! Tak samo jak tego, że to właśnie przez niego tak jest.
Robert zmrużył oczy ze złości.
- Przestań tak mówić.
- Bo co? Przywalisz mi?
- Przestań. Najlepiej stąd idź.
Julie przestała się uśmiechać.
- Pożałujesz tego. Zobaczysz. - syknęła.
- Julie - spróbowałam ją zatrzymać.
- Coś ci powiem. Nie pamiętasz tego, jak mnie ostrzegałaś. I... Żałuję, że wtedy cię nie posłuchałam. Bo teraz jest już za późno, żeby naprawić... pewne sprawy. - Umilkła na chwilę i uśmiechnęła się do swoich wspomnień, co według mnie zupełnie nie pasowało do tego co mówiła. - Chociaż teraz cię nienawidzę, to wiedz, że kiedyś, kiedy byłaś moją najlepszą przyjaciółką, nie było chłopaka którego kochałabym bardziej niż ciebie. Powoli zaczynam przywykać do tego, że już tak nie będzie. Chociaż... Może nie wszystko stracone. Nienawidzę Cię, bo jesteś lepsza niż ja. Szanujesz się i to sprawia, że ludzie szanują ciebie. Też bym tak chciała, ale mnie już ktoś wykorzystał. Straciłam całą siłę, która kiedyś pozwalała mi walczyć o szczęście i... miłość. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nie jestem taka jak kiedyś. Pewne sprawy się zmieniły. O 180 stopni.
Słuchałam jej ze zdziwieniem. Nie sądziłam, że ona jest w stanie coś takiego powiedzieć. A kiedy nasze oczy się spotkały, dostrzegłam w nich prawdziwy ból i smutek. Zrobiło mi się jej żal.
Złapała moją rękę i ją ścisnęła. A potem ku mojemu pełnemu zaskoczeniu, pochyliła się i pocałowała mnie w policzek. Zdziwiło mnie to. Nawet bardzo. Sama powiedziała przecież, że mnie nienawidzi.
Obdarzyła mnie jeszcze szybkim spojrzeniem i odeszła. A ja, nie wiedziałam co mam zrobić.
Bezwiednie położyłam dłoń na policzku.
- Wow - powiedział Robert. Zupełnie o nim zapomniałam.
- To... Było dziwne.
Przytaknął.
- Muszę ją znaleźć - powiedziałam i zwróciłam się w stronę, w którą odeszła Julie.
- Nie! Stój! - krzyknął i złapał mnie za łokcie.
Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
Przełknęłam ślinę.
- Muszę - szepnęłam i odwróciłam wzrok.
- Alice... Tak... Tak mi przykro, za to co się stało.
Nie umiałam tego skomentować. Przecież już wcześniej Julie mi mówiła, o tym co mi zrobił.
Zadrżałam.
Złapał mnie za podbródek.
- Proszę.
- O co mnie prosisz? - spytałam.
Zbiłam go z tropu.
- Żałuję wielu rzeczy, które zrobiłem w swoim życiu. Żałuję tego, że byłem ze Spencer, tego, że nie słuchałem Bena i tego jak bardzo skrzywdziłem Julie. Ale żadna z tych rzeczy nie jest równa temu, jak bardzo żałuję, że zrobiłem to, co zrobiłem tobie.
- Czyli to prawda.
- Tak. Niestety. Nienawidzę siebie za to.
- Dlaczego? - spytałam po chwili.
Zaśmiał się nerwowo.
- Wiesz, że jesteś jedyną osobą, której opowiedziałem o sprawie Spencer? Jesteś jedyną osobą w moim życiu, której ufam.
Zaczął powoli zbliżać twarz do mojej.
Rękę położyłam na jego torsie.
- Tak się zastanawiam - powiedziałam, kiedy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry - ilu dziewczynom już to mówiłeś.
Odepchnęłam go i przeszłam pod jego ręką, którą opierał się o drzewo.
Zaśmiał się nerwowo i spuścił głowę.
Nie przerywając marszu ruszyłam w stronę domu.
- Coś... się stało? - dopiero teraz zauważyłam, że stoję obok Mike'a.
- Nic - warknęłam.
Podszedł do mnie powoli.
- Mi możesz powiedzieć - zapewnił.
- Wiem - wymusiłam u siebie uśmiech, ale wyszedł mi bardziej grymas.
Skrzywił się lekko.
- Ale i tak nie powiesz - stwierdził.
Wzięłam głęboki oddech.
- To nie jest coś o czym chciałabym mówić. W ogóle.
Pokiwał powoli głową.
- A jak tam ten... no... Justin?
- O czym mówisz? - spytałam zbita z tropu.
- A nic, tak tylko...
Wolałam nie drążyć tematu.
Odwróciłam się z powrotem w stronę domu.
- Gdzie idziesz? - spytał. Czy nie mógł po prostu mnie nie zauważyć?
- Do domu. Źle się czuję - skłamałam.
Weszłam do środka domu Iana, aby wyjść tak jak weszłam.
Kiedy przechodziłam przez salon, kątem oka na ścianie dostrzegłam zegar. Była dopiero 22.
Zwolniłam kroku.
22...
- Cholera - zaklęłam pod nosem i najszybciej jak mogłam pobiegłam w stronę drzwi.
Rozpędzona, przez przypadek wpadłam na szafkę stojącą przy drzwiach wyjściowych. Przy samych drzwiach stała całująca się para. Kiedy wpadłam na stolik, spadł z niego plastikowy kubek z czymś do picia, a nieszczęście sprawiło, że napój rozlał się na spódnice tej dziewczyny.
Schyliłam się po kubek.
- Strasznie przepraszam, ja...
Przerwałam, gdy mój wzrok padł na - teraz mokrą - spódnicę. Widziałam ją już dzisiaj. Widziałem te nogi. A potem zobaczyłam twarz Spencer.
Tylko, że nie to mnie tak zszokowało.
Raczej chłopak, stojący obok. Wyglądał tak znajomo...
- To ty Iris? - spytał.
Nie chciało mi się go poprawiać, nie miałam na to nawet czasu.
Pokiwałam tylko głową i wybiegłam przez drzwi.
- Ej, stój! - zawołał za mną.
Odwróciłam się jeszcze, żeby na niego spojrzeć.
Nie słuchał Spencer, która teraz nawijała o swojej plamie, która na pewno nie zejdzie. Patrzył na mnie i szyderczo się uśmiechał.
Czułam, że dzisiejszej nocy rozwiąże się sen, który kilka dni temu bezustannie mnie nawiedzał.
Tańczyliśmy nawet do tej, do której tańczyliśmy w klubie. A ja świetnie się bawiłam.
Muzyka zwolniła, a pary wokół nas zaczęły się do siebie przytulać.
Spojrzałam na Roberta, kiedy on spojrzał na mnie.
- Mogę? - spytał.
Pokiwałam głową i splotłam dłonie na jego szyi.
- I jak się bawisz?
- Dobrze - odpowiedziałam szczerze. - Skąd znasz Iana?
Zastanowił się.
- Nie znam.
- To co tutaj robisz?
- Oj, Alice, jestem pewien, że nie zna połowy osób z tych które przyszły.
Pokiwałam głową. Coś w tym było.
- Mówiłem Ci jak pięknie dzisiaj wyglądasz?
Zaczerwieniłam się.
- Chyba nie.
- Mój błąd. Pięknie wyglądasz.
Zaśmiałam się nerwowo.
- Wcale nie...
- A patrzyłaś w lustro?
Spojrzałam w jego oczy. Pierwszą rzeczą którą w nich zobaczyłam, było moje odbicie. Dziwne.
- Znowu palnąłem gafę. Przecież ty zawsze pięknie wyglądasz.
- Przestań - syknęłam - to nie jest prawda.
Umilkł.
- Wiem, że nie jestem nim, ale daj mi szansę. Nie chcesz, to nie będę nic mówić. Chcę, żebyś była szczęśliwa i czuła się dobrze w moim towarzystwie.
Mówił to tak pewnie, że aż się zastanowiłam, czy wcześniej myślał nad tym co powiedzieć. Potrząsnęłam głową.
- Spencer tutaj jest - zmieniłam temat.
Panował nad swoją twarzą, ale poczułam jak jego mięśnie się napięły.
- Naprawdę? - mówił tak, jakby to go nie obchodziło, ale w jego oczach widziałam ciekawość.
- Zastanawiam się... Czy to dziecko...
- Nie. Znaczy... Tak nie powinno być.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że rozstaliśmy się dużo wcześniej. Wiem, że miała kogoś na boku. Dlatego zerwałem.
- A wiesz kogo?
Zacisnął szczękę.
- To nie istotne.
- Czyli wiesz, ale nie chcesz powiedzieć?
- To nie tak. Ona oszukała wszystkich. Według niej spotykaliśmy się dwa tygodnie, a tak naprawdę wyglądało to zupełnie inaczej. - Wziął głęboki oddech. - Ale nie chcę Cię zanudzać.
- Nie zanudzasz - zapewniłam.
Piosenka się skończyła, a on na mnie popatrzył. Trzymał mnie za nadgarstki i delikatnie machał moimi rękami.
- Chodź - rzucił i odszedł w stronę oczka wodnego, na granicach posesji.
Ruszyłam za nim.
Długo żadne z nas nie zabierało głosu. W końcu Robert oparł się ręką o drzewo, które stało obok wody i zaczął mówić.
- Poznałem ją tutaj dwa lata temu. Jej brat Ben był moim najlepszym kumplem. Wbiliśmy się na imprezę, którą zrobiła siostra tego całego Iana. Wtedy okazało się, że Spence też tutaj jest. Ben był wściekły. Wydarł się na nią, bo przecież miała tylko 13 lat. Wtedy ją poznałem. Strasznie mi się spodobała. Nie wiedziałem czemu, to chyba ten jej wojowniczy charakter tak na mnie zadziałał. I chociaż wiedziałem, że nie powinienem się z nią spotykać, to robiłem to po kryjomu. Nie chciałem wkurzyć Bena, który strasznie szalał na punkcie swojej małej siostrzyczki. Tylko, że nie wiedział jakie z niej ziółko. Ja też nie wiedziałem.
- Czyli spotykałeś się z nią za plecami Bena? - przerwałam.
Zrobił minę, jakby zapomniał, że go słucham.
- Tak. Ale to dopiero później. Zaczęło się kiedy przyszedłem do nich do domu, chyba rok później, a okazało się, że Bena nie ma. Właściwie to już o niej zapomiałem. Nie miałam z nią żadnego kontaktu, więc musiałem odpuścić. Kiedy przyszedłem, Spence chciała "umilić" mi czas. Tak powiedziała. Więc poszliśmy do niej i zaczęliśmy gadać. Okazało się, że ma urodziny. I zaprosiła mnie na imprezę. Ale najpierw powiedziała " Wiem, co możesz mi dać". A ja szalałem na jej punkcie, więc zgodziłem się na wszystko.
Ben nas nakrył, kiedy któregoś dnia odprowadzałem ją do domu. Od tamtej pory ze mną nie gada.
Wtedy stwierdziłem, że musimy skończyć nasz związek. Bardzo się wkurzyła. Zaczęła mnie nachodzić. A ja znowu do niej wróciłem. Potem już wiedziałem, że ona... Nie traktuje mnie poważnie. To była dla niej zabawa, wiesz - ze straszym facetem. Czytałem jej smsy do koleżanek. Przez to się dowiedziałem o co naprawdę jej chodzi. Kiedy przyszedłem do niej następnego dnia, żeby zerwać, dostałem kolejny powód, żeby to zrobić. Chyba jej nie wystarczałem i musiała sobie kogoś znaleźć.
Kilka miesięcy po rozstaniu znowu do mnie przyszła i powiedziała, że jest w ciąży. Ale nie było nic widać. Kompletnie nic. Od tamtej pory dokładnie liczyłem czas do jej porodu. Chyba 8 i pół miesiąca. A nie byliśmy razem dłużej niż ten pozostały miesiąc. Więc to nie ja jestem ojcem.
- A kto jest?
- Naprawdę, to nie jest istotne.
- Ale widziałeś go? Tego chłopaka?
Pokiwał głową.
- To czemu nie chcesz powiedzieć?
Kiedy otworzył buzię, podbiegła do nas jakaś dziewczyna. Nie widziałam jej twarzy, bo miała ubraną czapkę z daszkiem, poza tym skierowała się prosto do Roberta. No i było ciemno.
Robert zmarszczył czoło.
- Co tutaj robisz? - spytał.
- Przyszłam się przywitać. I liczyłam na choć trochę entuzjazmu z twojej strony. Tak dawno się nie widzieliśmy.
O. Mój. Boże.
- Już naciągasz kolejną?
Odwróciła się, a ja obserwowałam jak jej buzia się otwiera.
- Już rozumiem dlaczego tak się wkurzałaś gdy z nim byłam. Ty po prostu byłaś zazdrosna!
Julie, ubrana w skórzaną, obcisłą sukienkę, ledwo zakrywającą jej majtki patrzyła na mnie i uśmiechała się drwiąco.
- Co? - spytałam. Chociaż spodziewałam się, że po prstu stało się to zanim straciłam pamięć.
- No tak - udawanym gestem puknęła się w czoło - Nie pamiętasz! Tak samo jak tego, że to właśnie przez niego tak jest.
Robert zmrużył oczy ze złości.
- Przestań tak mówić.
- Bo co? Przywalisz mi?
- Przestań. Najlepiej stąd idź.
Julie przestała się uśmiechać.
- Pożałujesz tego. Zobaczysz. - syknęła.
- Julie - spróbowałam ją zatrzymać.
- Coś ci powiem. Nie pamiętasz tego, jak mnie ostrzegałaś. I... Żałuję, że wtedy cię nie posłuchałam. Bo teraz jest już za późno, żeby naprawić... pewne sprawy. - Umilkła na chwilę i uśmiechnęła się do swoich wspomnień, co według mnie zupełnie nie pasowało do tego co mówiła. - Chociaż teraz cię nienawidzę, to wiedz, że kiedyś, kiedy byłaś moją najlepszą przyjaciółką, nie było chłopaka którego kochałabym bardziej niż ciebie. Powoli zaczynam przywykać do tego, że już tak nie będzie. Chociaż... Może nie wszystko stracone. Nienawidzę Cię, bo jesteś lepsza niż ja. Szanujesz się i to sprawia, że ludzie szanują ciebie. Też bym tak chciała, ale mnie już ktoś wykorzystał. Straciłam całą siłę, która kiedyś pozwalała mi walczyć o szczęście i... miłość. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nie jestem taka jak kiedyś. Pewne sprawy się zmieniły. O 180 stopni.
Słuchałam jej ze zdziwieniem. Nie sądziłam, że ona jest w stanie coś takiego powiedzieć. A kiedy nasze oczy się spotkały, dostrzegłam w nich prawdziwy ból i smutek. Zrobiło mi się jej żal.
Złapała moją rękę i ją ścisnęła. A potem ku mojemu pełnemu zaskoczeniu, pochyliła się i pocałowała mnie w policzek. Zdziwiło mnie to. Nawet bardzo. Sama powiedziała przecież, że mnie nienawidzi.
Obdarzyła mnie jeszcze szybkim spojrzeniem i odeszła. A ja, nie wiedziałam co mam zrobić.
Bezwiednie położyłam dłoń na policzku.
- Wow - powiedział Robert. Zupełnie o nim zapomniałam.
- To... Było dziwne.
Przytaknął.
- Muszę ją znaleźć - powiedziałam i zwróciłam się w stronę, w którą odeszła Julie.
- Nie! Stój! - krzyknął i złapał mnie za łokcie.
Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów.
Przełknęłam ślinę.
- Muszę - szepnęłam i odwróciłam wzrok.
- Alice... Tak... Tak mi przykro, za to co się stało.
Nie umiałam tego skomentować. Przecież już wcześniej Julie mi mówiła, o tym co mi zrobił.
Zadrżałam.
Złapał mnie za podbródek.
- Proszę.
- O co mnie prosisz? - spytałam.
Zbiłam go z tropu.
- Żałuję wielu rzeczy, które zrobiłem w swoim życiu. Żałuję tego, że byłem ze Spencer, tego, że nie słuchałem Bena i tego jak bardzo skrzywdziłem Julie. Ale żadna z tych rzeczy nie jest równa temu, jak bardzo żałuję, że zrobiłem to, co zrobiłem tobie.
- Czyli to prawda.
- Tak. Niestety. Nienawidzę siebie za to.
- Dlaczego? - spytałam po chwili.
Zaśmiał się nerwowo.
- Wiesz, że jesteś jedyną osobą, której opowiedziałem o sprawie Spencer? Jesteś jedyną osobą w moim życiu, której ufam.
Zaczął powoli zbliżać twarz do mojej.
Rękę położyłam na jego torsie.
- Tak się zastanawiam - powiedziałam, kiedy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry - ilu dziewczynom już to mówiłeś.
Odepchnęłam go i przeszłam pod jego ręką, którą opierał się o drzewo.
Zaśmiał się nerwowo i spuścił głowę.
Nie przerywając marszu ruszyłam w stronę domu.
- Coś... się stało? - dopiero teraz zauważyłam, że stoję obok Mike'a.
- Nic - warknęłam.
Podszedł do mnie powoli.
- Mi możesz powiedzieć - zapewnił.
- Wiem - wymusiłam u siebie uśmiech, ale wyszedł mi bardziej grymas.
Skrzywił się lekko.
- Ale i tak nie powiesz - stwierdził.
Wzięłam głęboki oddech.
- To nie jest coś o czym chciałabym mówić. W ogóle.
Pokiwał powoli głową.
- A jak tam ten... no... Justin?
- O czym mówisz? - spytałam zbita z tropu.
- A nic, tak tylko...
Wolałam nie drążyć tematu.
Odwróciłam się z powrotem w stronę domu.
- Gdzie idziesz? - spytał. Czy nie mógł po prostu mnie nie zauważyć?
- Do domu. Źle się czuję - skłamałam.
Weszłam do środka domu Iana, aby wyjść tak jak weszłam.
Kiedy przechodziłam przez salon, kątem oka na ścianie dostrzegłam zegar. Była dopiero 22.
Zwolniłam kroku.
22...
- Cholera - zaklęłam pod nosem i najszybciej jak mogłam pobiegłam w stronę drzwi.
Rozpędzona, przez przypadek wpadłam na szafkę stojącą przy drzwiach wyjściowych. Przy samych drzwiach stała całująca się para. Kiedy wpadłam na stolik, spadł z niego plastikowy kubek z czymś do picia, a nieszczęście sprawiło, że napój rozlał się na spódnice tej dziewczyny.
Schyliłam się po kubek.
- Strasznie przepraszam, ja...
Przerwałam, gdy mój wzrok padł na - teraz mokrą - spódnicę. Widziałam ją już dzisiaj. Widziałem te nogi. A potem zobaczyłam twarz Spencer.
Tylko, że nie to mnie tak zszokowało.
Raczej chłopak, stojący obok. Wyglądał tak znajomo...
- To ty Iris? - spytał.
Nie chciało mi się go poprawiać, nie miałam na to nawet czasu.
Pokiwałam tylko głową i wybiegłam przez drzwi.
- Ej, stój! - zawołał za mną.
Odwróciłam się jeszcze, żeby na niego spojrzeć.
Nie słuchał Spencer, która teraz nawijała o swojej plamie, która na pewno nie zejdzie. Patrzył na mnie i szyderczo się uśmiechał.
Czułam, że dzisiejszej nocy rozwiąże się sen, który kilka dni temu bezustannie mnie nawiedzał.
Tagi:
50
- Mamo? - zawołałam wchodząc po schodach.
- Jestem w łazience!
Mama stała przy pralce i wyjmowała pranie.
- Coś się stało? Wyglądasz na... pobudzoną.
- Bo dzisiaj jest ta impreza u Iana...
- O nie! - przerwała mi.
- Czemu nie?
- Bo ostatnio nie wróciłaś do domu i nie chciałaś się przyznać, pamiętasz?
- Tylko dlatego, bo on jest sławny...
- Ale nie chciałaś powiedzieć.
- Myślałam, że nie mogę - zaparłam się.
- A jednak.
Umilkłyśmy na chwilę.
Mama przerwała wyciąganie prania i oparła się biodrami o pralkę.
- Mamo... Proszę. Będę z Mikiem i Zackiem. Wszystko będzie w porządku. Wrócę do domu, a ta impreza... tylko raz tam byłam.
Z niechęcią wspominałam tamten wieczór.
Trzy lata temu. Ja założyłam jeansy i cekinową bluzkę. Za to Julie z toną makijażu, w krótkiej cekinowej sukience i szpilkach odstawiła się nie do poznania. Ale miałyśmy 14 lat! Właściwie to świetnie się bawiłam. Ale wtedy pojawił się pierwszy na poważnie chłopak Julie - James. Uchlała się z nim tak, że potem przez trzy dni nie wstawała z łóżka. Ja byłam ostrożniejsza.
Nie licząc tego, że przy wychodzeniu z imprezy Julie wyrzygała się Ianowi na buty, to właściwie było całkiem fajnie. Ale potem nie mogłam tam przyjść ze względu na przyjaciółkę, której rodzice odmawiali tylko w tym jednym przypadku. Nie mogła iść do Iana.
- Też o niej myślisz? - wyrwała mnie z zamyślenia mama.
Pokiwałam głową.
- Więc już rozumiesz?
- Nigdy nie byłam taka jak ona. Zawsze uważałam, a teraz proszę cię tylko o zaufanie. Tylko raz nie mogłam powiedzieć ci prawdy, bo nawet nie wiedziałam, że wiesz, że znam Justina! Nie sądziłam, że mogę powiedzieć. Idę z przyjaciółmi. I wrócę. Dobrze?
Myślałam, że już nie odpowie.
- Dobrze - powiedziała.
- Dziękuję! - krzyknęłam i ją przytuliłam.
Weszłam do swojego pokoju. Tylko w co by się tutaj ubrać?
***
Wzięłam głębszy oddech.
- No to jazda - szepnęłam sama do siebie i wyciągnęłam z kosmetyczki maskarę.
Długo nie mogłam się zdecydować, czy faktycznie się pomaluję. Miałam 17 lat, ale i tak czułam się nieswojo w mocniejszym makijażu.
Dlatego - idąc z samą sobą na kompromis - postawiłam na trzy rzeczy: kredkę, maskarę i błyszczyk
Rozpuściłam włosy i ostatni raz spojrzałam w lustro.
Cały dzień spędziłam w swoim pokoju i dopasowywałam elementy ubioru. Wiedziałam, że inne dziewczyny i tak będą wyglądać o niebo lepiej niż ja, ale postanowiłam zaryzykować.
Ubrałam zieloną sukienkę na ramiączkach, sięgającą trochę powyżej kolan a na nią nałożyłam czarny sweter, który w talii przewiązałam czarnym paskiem. Do tego założyłam czarne szpilki.
Wyszłam z domu i na nogach - ćwicząc poruszanie się bez potykania - skierowałam się w stronę domu Iana. Na szczęście nie był daleko, więc nie musiałam się ewentualnie martwić tym, że nie mam jak wrócić.
Razem z grupką odpicowanych dziewczyn weszłam do środka. Nie miałam przy nich szans zrobić większego wrażenia na kimkolwiek. Ale czemu mnie to w ogóle obchodziło?
- Hej! - podeszłam do gospodarza.
- Wow! Alice... To ty?
- Oj przestań! - uderzyłam go delikatnie ręką w ramię i zaśmiałam się razem z nim.
- Dawno Cię tutaj nie było - stwierdził.
- No wiesz... Okoliczności mi nie sprzyjały.
Przytaknął.
- No to mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić - uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do ogrodu.
- Hej! - przywitałam się z chłopakami.
- Ładnie wyglądasz - powiedział Mike.
- Hej, Alice - przerwał Zack - Zatańczysz ze mną?
- Oczywiście - zaśmiałam się - ale później - dodałam, a on udawał zawiedzionego.
Powoli impreza się rozkręcała, zrobiło się ciemniej i wszyscy świetnie się bawili. Z Zackiem tańczyłam niezliczoną ilość razy i kiedy szliśmy w stronę baru, żeby odsapnąć zobaczyłam Mike'a.
- Czemu nie tańczysz? - spytałam.
- Nie mam z kim - przyznał.
- Tu jest tyle ładnych dziewczyn, a ty nie masz z kim tańczyć?
- Najładniejszą już zająłeś - mruknął, a mi zrobiło się głupio. Do tego na pewno byłam cała czerwona.
- Zobacz, tam jest Spencer! Jak ja jej dawno nie widziałem!
Odwróciłam się we wskazanym kierunku.
Faktycznie tam stała.
Spencer - krótkowłosa brunetka, zaniedbana z pewnością z powodu dziecka. Tak, właśnie. Urodziła dziecko. I to dziecko najprawdopodobniej było Roberta, ale ten się do tego nie przyznał.
- Nie wygląda najlepiej - stwierdził Mike.
- Oj przestańcie! - wykrzyknęłam.
Chociaż po części była to prawda. Tłuste włosy, niedokładny makijaż i owłosienie na nogach, doskonale widoczne, bo ubrała krótką spódniczkę.
Spojrzała na mnie, a ja nieznacznie pokiwałam głową na przywitanie.
Patrzyła na mnie przez chwilę, a potem się odwróciła.
- Pewnie słyszała - mruknęłam.
- Patrz kto jeszcze przyszedł - dodał Mike swoim, doskonale mi znanym, oskarżycielskim tonem.
Odwróciłam się na pięcie.
Rob.
Chociaż przed chwilą widziałam Spencer i tak wierzyłam, że on jest inny. Zmienił się, czułam to w środku.
Podeszłam do niego uśmiechając się i co chwila spuszczając wzrok.
- Cześć Piękna - powiedział i mnie przytulił.
- Cześć.
- A ty sama? - spytał i się rozglądnął.
- Z Zackiem i Mikiem.
- A Justinek?
- Nie ma go.
- Czemu?
Wzruszyłam ramionami.
- Gala.
- Ale nie będzie Ci się nudzić - zapewnił mnie.
Uśmiechnęłam się.
- Na to liczę - wyznałam i potrząsnęłam delikatnie głową, uśmiechając się.
Zmarszczył czoło, chociaż się uśmiechał.
- No to chodźmy - objął mnie ramieniem.
Podeszliśmy do stołu z napojami.
- Czego się napijesz? - spytał. - Szkockiej?
- Aha - przytaknęłam, chociaż nie byłam pewna czy tego chcę.
Podał mi szklaneczkę.
- Zdrowie - krzyknął i wypił swoją.
Upiłam łyk i się skrzywiłam.
Przewrócił oczami i zabrał mi ją, po czym się napił.
- Ile masz lat? - spytałam naprawdę tego ciekawa.
- A co? - spytał zadziornie.
- Chciałabym wiedzieć.
- Dziewiętnaście.
Przytaknęłam.
- Tańczysz? - z moich ust padło kolejne pytanie.
- Przecież wiesz, że dla ciebie wszystko.
- Ale pytam poważnie - zaśmiałam się.
- Nie. Nie tańczę, ale mogę zatańczyć.
- To tak jak ja - wyznałam.
- To zapraszam na parkiet.
- Nie...
Bałam się, że to nie jest najlepszy pomysł.
- Nie daj się prosić. Jeden taniec?
Zamyśliłam się. To chyba nie było nic złego. Poza tym - sama twierdziłam, że to jest to, czego potrzebuję. Wyluzować, odpocząć.
A on pozwalał mi się wyłączyć. Myśleć tylko o zabawie.
Bez dalszych przemyśleń pozwoliłam mu złapać się za rękę i zaciągnąć w wir muzyki, której tak bardzo potrzebowałam.
------------------------------------------------------------
Kochani! Tak bardzo wam dziękuję! Udało mi się dostać do kolejnego etapu konkursu!
Skończyłam na 10 miejscu, a kiedy się tego dowiedziałam, byłam taka szczęśliwa... Dziękuję, naprawdę.
W tym etapie równolegle odbywają się dwie konkurencje. Pierwszą z nich jest kolejne głosowanie. Liczniki się zerują, więc jeśli wcześniej wysłaliście smsa, to możecie to zrobić kolejny raz - ale tylko raz z jednego numeru. Bardzo bym was o to prosiła. Zaszłam już tak daleko! Z 521 blogów mój był na 10 miejscu... To wasza zasługa.
Tak więc, głosowanie trwa. Wysyłajcie smsy o treści J00061 pod numer 7122 i pomóżcie mojemu blogowi stać się Blogiem Blogerów!
Równolegle z głosowaniem odbywa się ocena jurora. Będzie czytać mój i inne blogi z kategorii TEEN i z 10 blogów które dostały się do tego etapu wybierze 3 blogi, które najbardziej mu się spodobają. Trzymajcie więc za mnie kciuki :)
Jeszcze raz wam dziękuję. I piszcie jak wam się podobał rozdział!
Kocham was!
- Jestem w łazience!
Mama stała przy pralce i wyjmowała pranie.
- Coś się stało? Wyglądasz na... pobudzoną.
- Bo dzisiaj jest ta impreza u Iana...
- O nie! - przerwała mi.
- Czemu nie?
- Bo ostatnio nie wróciłaś do domu i nie chciałaś się przyznać, pamiętasz?
- Tylko dlatego, bo on jest sławny...
- Ale nie chciałaś powiedzieć.
- Myślałam, że nie mogę - zaparłam się.
- A jednak.
Umilkłyśmy na chwilę.
Mama przerwała wyciąganie prania i oparła się biodrami o pralkę.
- Mamo... Proszę. Będę z Mikiem i Zackiem. Wszystko będzie w porządku. Wrócę do domu, a ta impreza... tylko raz tam byłam.
Z niechęcią wspominałam tamten wieczór.
Trzy lata temu. Ja założyłam jeansy i cekinową bluzkę. Za to Julie z toną makijażu, w krótkiej cekinowej sukience i szpilkach odstawiła się nie do poznania. Ale miałyśmy 14 lat! Właściwie to świetnie się bawiłam. Ale wtedy pojawił się pierwszy na poważnie chłopak Julie - James. Uchlała się z nim tak, że potem przez trzy dni nie wstawała z łóżka. Ja byłam ostrożniejsza.
Nie licząc tego, że przy wychodzeniu z imprezy Julie wyrzygała się Ianowi na buty, to właściwie było całkiem fajnie. Ale potem nie mogłam tam przyjść ze względu na przyjaciółkę, której rodzice odmawiali tylko w tym jednym przypadku. Nie mogła iść do Iana.
- Też o niej myślisz? - wyrwała mnie z zamyślenia mama.
Pokiwałam głową.
- Więc już rozumiesz?
- Nigdy nie byłam taka jak ona. Zawsze uważałam, a teraz proszę cię tylko o zaufanie. Tylko raz nie mogłam powiedzieć ci prawdy, bo nawet nie wiedziałam, że wiesz, że znam Justina! Nie sądziłam, że mogę powiedzieć. Idę z przyjaciółmi. I wrócę. Dobrze?
Myślałam, że już nie odpowie.
- Dobrze - powiedziała.
- Dziękuję! - krzyknęłam i ją przytuliłam.
Weszłam do swojego pokoju. Tylko w co by się tutaj ubrać?
***
Wzięłam głębszy oddech.
- No to jazda - szepnęłam sama do siebie i wyciągnęłam z kosmetyczki maskarę.
Długo nie mogłam się zdecydować, czy faktycznie się pomaluję. Miałam 17 lat, ale i tak czułam się nieswojo w mocniejszym makijażu.
Dlatego - idąc z samą sobą na kompromis - postawiłam na trzy rzeczy: kredkę, maskarę i błyszczyk
Rozpuściłam włosy i ostatni raz spojrzałam w lustro.
Cały dzień spędziłam w swoim pokoju i dopasowywałam elementy ubioru. Wiedziałam, że inne dziewczyny i tak będą wyglądać o niebo lepiej niż ja, ale postanowiłam zaryzykować.
Ubrałam zieloną sukienkę na ramiączkach, sięgającą trochę powyżej kolan a na nią nałożyłam czarny sweter, który w talii przewiązałam czarnym paskiem. Do tego założyłam czarne szpilki.
Wyszłam z domu i na nogach - ćwicząc poruszanie się bez potykania - skierowałam się w stronę domu Iana. Na szczęście nie był daleko, więc nie musiałam się ewentualnie martwić tym, że nie mam jak wrócić.
Razem z grupką odpicowanych dziewczyn weszłam do środka. Nie miałam przy nich szans zrobić większego wrażenia na kimkolwiek. Ale czemu mnie to w ogóle obchodziło?
- Hej! - podeszłam do gospodarza.
- Wow! Alice... To ty?
- Oj przestań! - uderzyłam go delikatnie ręką w ramię i zaśmiałam się razem z nim.
- Dawno Cię tutaj nie było - stwierdził.
- No wiesz... Okoliczności mi nie sprzyjały.
Przytaknął.
- No to mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić - uśmiechnął się.
Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do ogrodu.
- Hej! - przywitałam się z chłopakami.
- Ładnie wyglądasz - powiedział Mike.
- Hej, Alice - przerwał Zack - Zatańczysz ze mną?
- Oczywiście - zaśmiałam się - ale później - dodałam, a on udawał zawiedzionego.
Powoli impreza się rozkręcała, zrobiło się ciemniej i wszyscy świetnie się bawili. Z Zackiem tańczyłam niezliczoną ilość razy i kiedy szliśmy w stronę baru, żeby odsapnąć zobaczyłam Mike'a.
- Czemu nie tańczysz? - spytałam.
- Nie mam z kim - przyznał.
- Tu jest tyle ładnych dziewczyn, a ty nie masz z kim tańczyć?
- Najładniejszą już zająłeś - mruknął, a mi zrobiło się głupio. Do tego na pewno byłam cała czerwona.
- Zobacz, tam jest Spencer! Jak ja jej dawno nie widziałem!
Odwróciłam się we wskazanym kierunku.
Faktycznie tam stała.
Spencer - krótkowłosa brunetka, zaniedbana z pewnością z powodu dziecka. Tak, właśnie. Urodziła dziecko. I to dziecko najprawdopodobniej było Roberta, ale ten się do tego nie przyznał.
- Nie wygląda najlepiej - stwierdził Mike.
- Oj przestańcie! - wykrzyknęłam.
Chociaż po części była to prawda. Tłuste włosy, niedokładny makijaż i owłosienie na nogach, doskonale widoczne, bo ubrała krótką spódniczkę.
Spojrzała na mnie, a ja nieznacznie pokiwałam głową na przywitanie.
Patrzyła na mnie przez chwilę, a potem się odwróciła.
- Pewnie słyszała - mruknęłam.
- Patrz kto jeszcze przyszedł - dodał Mike swoim, doskonale mi znanym, oskarżycielskim tonem.
Odwróciłam się na pięcie.
Rob.
Chociaż przed chwilą widziałam Spencer i tak wierzyłam, że on jest inny. Zmienił się, czułam to w środku.
Podeszłam do niego uśmiechając się i co chwila spuszczając wzrok.
- Cześć Piękna - powiedział i mnie przytulił.
- Cześć.
- A ty sama? - spytał i się rozglądnął.
- Z Zackiem i Mikiem.
- A Justinek?
- Nie ma go.
- Czemu?
Wzruszyłam ramionami.
- Gala.
- Ale nie będzie Ci się nudzić - zapewnił mnie.
Uśmiechnęłam się.
- Na to liczę - wyznałam i potrząsnęłam delikatnie głową, uśmiechając się.
Zmarszczył czoło, chociaż się uśmiechał.
- No to chodźmy - objął mnie ramieniem.
Podeszliśmy do stołu z napojami.
- Czego się napijesz? - spytał. - Szkockiej?
- Aha - przytaknęłam, chociaż nie byłam pewna czy tego chcę.
Podał mi szklaneczkę.
- Zdrowie - krzyknął i wypił swoją.
Upiłam łyk i się skrzywiłam.
Przewrócił oczami i zabrał mi ją, po czym się napił.
- Ile masz lat? - spytałam naprawdę tego ciekawa.
- A co? - spytał zadziornie.
- Chciałabym wiedzieć.
- Dziewiętnaście.
Przytaknęłam.
- Tańczysz? - z moich ust padło kolejne pytanie.
- Przecież wiesz, że dla ciebie wszystko.
- Ale pytam poważnie - zaśmiałam się.
- Nie. Nie tańczę, ale mogę zatańczyć.
- To tak jak ja - wyznałam.
- To zapraszam na parkiet.
- Nie...
Bałam się, że to nie jest najlepszy pomysł.
- Nie daj się prosić. Jeden taniec?
Zamyśliłam się. To chyba nie było nic złego. Poza tym - sama twierdziłam, że to jest to, czego potrzebuję. Wyluzować, odpocząć.
A on pozwalał mi się wyłączyć. Myśleć tylko o zabawie.
Bez dalszych przemyśleń pozwoliłam mu złapać się za rękę i zaciągnąć w wir muzyki, której tak bardzo potrzebowałam.
------------------------------------------------------------
Kochani! Tak bardzo wam dziękuję! Udało mi się dostać do kolejnego etapu konkursu!
Skończyłam na 10 miejscu, a kiedy się tego dowiedziałam, byłam taka szczęśliwa... Dziękuję, naprawdę.
W tym etapie równolegle odbywają się dwie konkurencje. Pierwszą z nich jest kolejne głosowanie. Liczniki się zerują, więc jeśli wcześniej wysłaliście smsa, to możecie to zrobić kolejny raz - ale tylko raz z jednego numeru. Bardzo bym was o to prosiła. Zaszłam już tak daleko! Z 521 blogów mój był na 10 miejscu... To wasza zasługa.
Tak więc, głosowanie trwa. Wysyłajcie smsy o treści J00061 pod numer 7122 i pomóżcie mojemu blogowi stać się Blogiem Blogerów!
Równolegle z głosowaniem odbywa się ocena jurora. Będzie czytać mój i inne blogi z kategorii TEEN i z 10 blogów które dostały się do tego etapu wybierze 3 blogi, które najbardziej mu się spodobają. Trzymajcie więc za mnie kciuki :)
Jeszcze raz wam dziękuję. I piszcie jak wam się podobał rozdział!
Kocham was!
Tagi:
49
Wchodząc na swoją ulicę, na przeciwko mojego domu zobaczyłam czarne auto.
Błyszczało jak nowe, ale właściwie nie zwróciłam na nie uwagi. To osoba opierająca się o maskę sprawiła, że zwolniłam kroku.
- Co? - burknęłam, kiedy znalazłam się wystarczająco blisko.
Selena zdjęła okulary przeciwsłoneczne i spojrzała na mnie zawstydzona.
- Myślałam, że dłużej wam to zajmie i chciałam się przewietrzyć... Ale czemu tutaj jesteś?
- Jakbyś nie wiedziała.
Spuściła wzrok.
- Alice...
- Bo ja zawsze dowiaduję się ostatnia, tak?
- Alice... - wyciągnęła do mnie rękę.
Odepchnęłam ją.
- Ale przecież powinniście się teraz przytulać i tęsknić za sobą... Cieszyć się swoim towarzystwem! Przecież wiesz, że on nie chce cię skrzywdzić.
Westchnęłam.
- A kto powiedział, że nie tęsknię?
Spojrzała mi w oczy.
- Przykro mi - powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce.
Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Co się ze mną dzieje? - szepnęłam z gwałtowną zmianą nastroju.
- Nic. Po prostu masz dużo zmartwień i jesteś poddenerwowana.
Odkleiłam się od niej. Postanowiłam zaakceptować jej wersję.
- Przynajmniej ty zostajesz.
Spuściła wzrok.
- Selena!
- Przepraszam, ale muszę! Jutro wypada gala MTV i muszę tam być z Justinem. Ale potem wracam. Od razu po gali.
Przytaknęłam z niechęcią.
Miałam straszne wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że głupio zrobiłam, ale nie mogłam się zmusić, żeby wrócić do chłopaka.
Albo inaczej - nie pozwalała mi na to moja uparta "godność".
***
Następnego dnia, rano pojechałam do Justina, aby się z nim pożegnać. Od Sel wiedziałam, że jadą dopiero o 12.
Trochę martwiłam się tym, co mu powiem. Ale nie mogłam dłużej nad tym myśleć. To sprawiało, że chciałam uciec.
Westchnęłam.
Naprawdę cofałam się w rozwoju.
Wysiadłszy na świeże powietrze, wcale nie poczułam się dobrze. Przytłaczała mnie myśl o rozmowie, a w gardle czułam kluchę. Biedna, niedojrzała ośmiolatka.
Stanęłam przed furtką.
Zadzwoniłam.
Nikt nie otworzył.
Wmawiając sobie, że jest mi bardzo smutno, ponieważ nie mogę się wytłumaczyć, zawróciłam w stronę auta.
- Alice! - usłyszałam czyjś znajomo-nieznajomy krzyk.
Odwróciłam się.
Podchodził do mnie mężczyzna. Miał przyjazną twarz i uśmiechał się szeroko. Jęknęłam. Kolejny raz musiałam się zmagać z tym cholernym Déjà vu.
- Cześć... My się znamy?
- Jasne! Jestem Scooter, manager.
Przytaknęłam.
- Przyszłaś do niego? Pewnie śpi, skoro nie otworzył - Scooter pokręcił głową i złapał się za podbródek.
Pokiwałam głową, zmieszana i odwróciłam się do samochodu.
- Nie wejdziesz? - spytał zaskoczony.
- Ehm... Przecież śpi.
- Oh, on zawsze śpi. Chodź - powiedział i wskazał ręką dom.
Zaśmiałam się sztucznie i zawróciłam do willi
Scooter wyjął klucze i po chwili byliśmy w środku.
Facet wszedł po prostu do kuchni i wstawił ekspres do kawy. Ja nie czułam się tak komfortowo jak on.
Przez dłuższą chwilę, nie wiedziałam co zrobić z rękami. Kiedy zostawiałam je luźno, wzdłuż ciała, bardzo mnie to irytowało, postanowiłam więc je skrzyżować. Szybko zrezygnowałam i oparłam się o ścianę. Wtedy jednak przyszło mi do głowy, że mogę ją pobrudzić, więc szybko się podniosłam. Zrezygnowana schowałam je do kieszeni bluzy. Czy nie były aby za długie?
- Wchodź, śmiało! - Wyrwał mnie z zamyślenia manager Justina.
Potrząsnęłam głową w celu zapomnienia o moich rękach na których długość nie miałam wpływu i podeszłam do kuchni.
- Może... Może go obudzę? - spytałam.
- Jasne, idź. Napijesz się kawy?
- Ehm, spasuję.
Najszybciej jak się dało ulotniłam się z pokoju i wbiegłam po schodach, potykając się co chwila. Zmuszałam się, żeby nie myśleć teraz o tym, że moje nogi są za długie.
Zapukałam lekko w drzwi. Kiedy to zrobiłam zdałam sobie sprawę, że nie przemyślałam tego co mu powiem.
Nie bądź tchórzem - pomyślałam.
Zrobiłam pewny krok i weszłam do pokoju.
On... wyglądał tak słodko gdy spał!
- Justin - mruknęłam cicho, ale chłopak ani drgnął - Justin - powtórzyłam. Wzięłam głęboki oddech i nachyliłam się nad nim - Justin!!! - ryknęłam.
Zerwał się, okręcił dookoła siebie i spadł z łóżka na podłogę.
Zaczęłam się głośno śmiać, nie mogąc się powstrzymać.
- Ha, ha, ha - przedrzeźniał mnie.
Podniósł się z podłogi, a ja przyglądałam się jego bokserkom Calvina Kleina i nagiemu torsowi.
Odchrząknęłam, a on założył szybko długi podkoszulek, który wcześniej niedbale leżał na szafce nocnej.
- Nie spodziewałem się... gości.
Spuściłam wzrok.
- Chciałam cię przeprosić - wyznałam. - Wczoraj mocno przesadziłam.
Pokiwał głową, lekko obrażony.
Przygryzłam wargę. Co teraz?
- Dzięki. To miłe, że - przerwał na moment i spojrzał mi w oczy - rozumiesz.
- W takim razie powodzenia na gali - szepnęłam i odwróciłam się na pięcie.
- Zaraz - zawołał i złapał mnie za ramię.
Nie odwróciłam się, bo bałam spojrzeć się mu w oczy. Nie chciałam się rozpłakać.
- Alice - mruknął seksownie, chyba sam tego nie świadomy i delikatnie przyciągnął mnie do siebie.
Zadrżałam.
Złapał mój podbródek i obrócił moją głowę w swoją stronę.
- Tak? - spytałam.
- Nie uciekaj.
Uśmiechnęłam się blado.
- Tak będzie najlepiej - powiedziałam.
Zamarł.
- Czemu? - spuścił wzrok.
Bo będzie boleć. Bo będę płakać. Bo będę tęsknić.
- Tak będzie lepiej - powtórzyłam.
Przyjrzał mi się dokładniej.
- Dobrze - rozluźnił uścisk.
Przygryzłam wargę.
- Będę was oglądać - zapowiedziałam, chociaż nie byłam pewna czy zdołam się na to zdobyć. Oglądanie przyjaciółki z chłopakiem który - bądźmy szczerzy - jest moją sympatią, znajdowało się na liście rzeczy których wolałam uniknąć.
Pokiwał głową.
Zamyślił się na chwilę.
- A co byś powiedziała na to, gdybym zaproponował Ci, żebyś pojechała z nami?
Usta same mi się otworzyły.
- Serio?
- No serio, serio.
Uśmiechnęłam się. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że muszę to przemyśleć, obgadać z rodzicami i zrobić kupę innych rzeczy związanych z wyjazdem.
- Nie... Ja nie mogę.
- Czemu?
- Bo jest za mało czasu. Nie zdążę wszystkiego zrobić.
Zaczerwienił się.
- No tak. Mogłem wcześniej o tym pomyśleć.
- To ja już pójdę. Nie chcę Ci przeszkadzać - powiedziałam ukrywając swoja niechęć do rozstania.
- Nie przeszkadzasz.
Uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam go w policzek.
- Powodzenia - powiedziałam i zupełnie ignorując Scootera na dole, wyszłam z willi i pojechałam do swojego domu.
***
Stałam przed drzwiami, kiedy moich uszu doszedł znajomy krzyk.
- Alice!
Odwróciłam się i uśmiechnęłam na widok Mike'a
- Hej!- zawołałam i podbiegłam do furtki.
Przytuliliśmy się na przywitanie.
- Co tam u Ciebie? - spytałam.
- Jakoś leci. Gdzie byłaś?
- U... kolegi.
- Tego Roberta? - spytał oskarżycielskim tonem.
- Nie. U Justina.
- Och - zmieszał się.
- A ty?
- Ja... Właściwie to przyszedłem do ciebie. Nie odbierasz telefonów.
- A coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku. Chcieliśmy Ci tylko zaproponować wyjście na imprezę.
Bingo.
- Wy? - rozglądnęłam się.
- Ja z Zackiem.
- Jasne, chętnie.
- Super. Start o 19 u Iana.
- Iana? Iana Ackarda?
Imprezy u Iana zawsze były wydarzeniem roku. Mieszkał w jednym z tych wielkich domów, które mają po 24 pokoje, wielkie ogrody z basenami, kortami tenisowymi i mnóstwem innych drogich rzeczy.
- Tak, u niego.
- Zaprosił was?
- Tak i powiedział, żebyś też wpadła.
- To super! Będę na pewno.
- Okej, to do zobaczenia!
Tym, że Ian zaprosił mnie na imprezę, byłam bardzo podekscytowana. Właśnie tego mi było trzeba.
------------------------------------------------------------
Kochani!
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział. Co do głosowania to znajduję się na 24 miejscu. Trochę mnie to zawiodło bo na samym początku miałam miejsce 12. Wiem, że męczę was tymi prośbami, ale gdybyście poprosiły przyjaciół, rodziców czy kogokolwiek innego o zagłosowanie na moje opowiadanie, byłabym wam bardzo wdzięczna.
Kocham i proszę o wsparcie.
Błyszczało jak nowe, ale właściwie nie zwróciłam na nie uwagi. To osoba opierająca się o maskę sprawiła, że zwolniłam kroku.
- Co? - burknęłam, kiedy znalazłam się wystarczająco blisko.
Selena zdjęła okulary przeciwsłoneczne i spojrzała na mnie zawstydzona.
- Myślałam, że dłużej wam to zajmie i chciałam się przewietrzyć... Ale czemu tutaj jesteś?
- Jakbyś nie wiedziała.
Spuściła wzrok.
- Alice...
- Bo ja zawsze dowiaduję się ostatnia, tak?
- Alice... - wyciągnęła do mnie rękę.
Odepchnęłam ją.
- Ale przecież powinniście się teraz przytulać i tęsknić za sobą... Cieszyć się swoim towarzystwem! Przecież wiesz, że on nie chce cię skrzywdzić.
Westchnęłam.
- A kto powiedział, że nie tęsknię?
Spojrzała mi w oczy.
- Przykro mi - powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce.
Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Co się ze mną dzieje? - szepnęłam z gwałtowną zmianą nastroju.
- Nic. Po prostu masz dużo zmartwień i jesteś poddenerwowana.
Odkleiłam się od niej. Postanowiłam zaakceptować jej wersję.
- Przynajmniej ty zostajesz.
Spuściła wzrok.
- Selena!
- Przepraszam, ale muszę! Jutro wypada gala MTV i muszę tam być z Justinem. Ale potem wracam. Od razu po gali.
Przytaknęłam z niechęcią.
Miałam straszne wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że głupio zrobiłam, ale nie mogłam się zmusić, żeby wrócić do chłopaka.
Albo inaczej - nie pozwalała mi na to moja uparta "godność".
***
Następnego dnia, rano pojechałam do Justina, aby się z nim pożegnać. Od Sel wiedziałam, że jadą dopiero o 12.
Trochę martwiłam się tym, co mu powiem. Ale nie mogłam dłużej nad tym myśleć. To sprawiało, że chciałam uciec.
Westchnęłam.
Naprawdę cofałam się w rozwoju.
Wysiadłszy na świeże powietrze, wcale nie poczułam się dobrze. Przytłaczała mnie myśl o rozmowie, a w gardle czułam kluchę. Biedna, niedojrzała ośmiolatka.
Stanęłam przed furtką.
Zadzwoniłam.
Nikt nie otworzył.
Wmawiając sobie, że jest mi bardzo smutno, ponieważ nie mogę się wytłumaczyć, zawróciłam w stronę auta.
- Alice! - usłyszałam czyjś znajomo-nieznajomy krzyk.
Odwróciłam się.
Podchodził do mnie mężczyzna. Miał przyjazną twarz i uśmiechał się szeroko. Jęknęłam. Kolejny raz musiałam się zmagać z tym cholernym Déjà vu.
- Cześć... My się znamy?
- Jasne! Jestem Scooter, manager.
Przytaknęłam.
- Przyszłaś do niego? Pewnie śpi, skoro nie otworzył - Scooter pokręcił głową i złapał się za podbródek.
Pokiwałam głową, zmieszana i odwróciłam się do samochodu.
- Nie wejdziesz? - spytał zaskoczony.
- Ehm... Przecież śpi.
- Oh, on zawsze śpi. Chodź - powiedział i wskazał ręką dom.
Zaśmiałam się sztucznie i zawróciłam do willi
Scooter wyjął klucze i po chwili byliśmy w środku.
Facet wszedł po prostu do kuchni i wstawił ekspres do kawy. Ja nie czułam się tak komfortowo jak on.
Przez dłuższą chwilę, nie wiedziałam co zrobić z rękami. Kiedy zostawiałam je luźno, wzdłuż ciała, bardzo mnie to irytowało, postanowiłam więc je skrzyżować. Szybko zrezygnowałam i oparłam się o ścianę. Wtedy jednak przyszło mi do głowy, że mogę ją pobrudzić, więc szybko się podniosłam. Zrezygnowana schowałam je do kieszeni bluzy. Czy nie były aby za długie?
- Wchodź, śmiało! - Wyrwał mnie z zamyślenia manager Justina.
Potrząsnęłam głową w celu zapomnienia o moich rękach na których długość nie miałam wpływu i podeszłam do kuchni.
- Może... Może go obudzę? - spytałam.
- Jasne, idź. Napijesz się kawy?
- Ehm, spasuję.
Najszybciej jak się dało ulotniłam się z pokoju i wbiegłam po schodach, potykając się co chwila. Zmuszałam się, żeby nie myśleć teraz o tym, że moje nogi są za długie.
Zapukałam lekko w drzwi. Kiedy to zrobiłam zdałam sobie sprawę, że nie przemyślałam tego co mu powiem.
Nie bądź tchórzem - pomyślałam.
Zrobiłam pewny krok i weszłam do pokoju.
On... wyglądał tak słodko gdy spał!
- Justin - mruknęłam cicho, ale chłopak ani drgnął - Justin - powtórzyłam. Wzięłam głęboki oddech i nachyliłam się nad nim - Justin!!! - ryknęłam.
Zerwał się, okręcił dookoła siebie i spadł z łóżka na podłogę.
Zaczęłam się głośno śmiać, nie mogąc się powstrzymać.
- Ha, ha, ha - przedrzeźniał mnie.
Podniósł się z podłogi, a ja przyglądałam się jego bokserkom Calvina Kleina i nagiemu torsowi.
Odchrząknęłam, a on założył szybko długi podkoszulek, który wcześniej niedbale leżał na szafce nocnej.
- Nie spodziewałem się... gości.
Spuściłam wzrok.
- Chciałam cię przeprosić - wyznałam. - Wczoraj mocno przesadziłam.
Pokiwał głową, lekko obrażony.
Przygryzłam wargę. Co teraz?
- Dzięki. To miłe, że - przerwał na moment i spojrzał mi w oczy - rozumiesz.
- W takim razie powodzenia na gali - szepnęłam i odwróciłam się na pięcie.
- Zaraz - zawołał i złapał mnie za ramię.
Nie odwróciłam się, bo bałam spojrzeć się mu w oczy. Nie chciałam się rozpłakać.
- Alice - mruknął seksownie, chyba sam tego nie świadomy i delikatnie przyciągnął mnie do siebie.
Zadrżałam.
Złapał mój podbródek i obrócił moją głowę w swoją stronę.
- Tak? - spytałam.
- Nie uciekaj.
Uśmiechnęłam się blado.
- Tak będzie najlepiej - powiedziałam.
Zamarł.
- Czemu? - spuścił wzrok.
Bo będzie boleć. Bo będę płakać. Bo będę tęsknić.
- Tak będzie lepiej - powtórzyłam.
Przyjrzał mi się dokładniej.
- Dobrze - rozluźnił uścisk.
Przygryzłam wargę.
- Będę was oglądać - zapowiedziałam, chociaż nie byłam pewna czy zdołam się na to zdobyć. Oglądanie przyjaciółki z chłopakiem który - bądźmy szczerzy - jest moją sympatią, znajdowało się na liście rzeczy których wolałam uniknąć.
Pokiwał głową.
Zamyślił się na chwilę.
- A co byś powiedziała na to, gdybym zaproponował Ci, żebyś pojechała z nami?
Usta same mi się otworzyły.
- Serio?
- No serio, serio.
Uśmiechnęłam się. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że muszę to przemyśleć, obgadać z rodzicami i zrobić kupę innych rzeczy związanych z wyjazdem.
- Nie... Ja nie mogę.
- Czemu?
- Bo jest za mało czasu. Nie zdążę wszystkiego zrobić.
Zaczerwienił się.
- No tak. Mogłem wcześniej o tym pomyśleć.
- To ja już pójdę. Nie chcę Ci przeszkadzać - powiedziałam ukrywając swoja niechęć do rozstania.
- Nie przeszkadzasz.
Uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam go w policzek.
- Powodzenia - powiedziałam i zupełnie ignorując Scootera na dole, wyszłam z willi i pojechałam do swojego domu.
***
Stałam przed drzwiami, kiedy moich uszu doszedł znajomy krzyk.
- Alice!
Odwróciłam się i uśmiechnęłam na widok Mike'a
- Hej!- zawołałam i podbiegłam do furtki.
Przytuliliśmy się na przywitanie.
- Co tam u Ciebie? - spytałam.
- Jakoś leci. Gdzie byłaś?
- U... kolegi.
- Tego Roberta? - spytał oskarżycielskim tonem.
- Nie. U Justina.
- Och - zmieszał się.
- A ty?
- Ja... Właściwie to przyszedłem do ciebie. Nie odbierasz telefonów.
- A coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku. Chcieliśmy Ci tylko zaproponować wyjście na imprezę.
Bingo.
- Wy? - rozglądnęłam się.
- Ja z Zackiem.
- Jasne, chętnie.
- Super. Start o 19 u Iana.
- Iana? Iana Ackarda?
Imprezy u Iana zawsze były wydarzeniem roku. Mieszkał w jednym z tych wielkich domów, które mają po 24 pokoje, wielkie ogrody z basenami, kortami tenisowymi i mnóstwem innych drogich rzeczy.
- Tak, u niego.
- Zaprosił was?
- Tak i powiedział, żebyś też wpadła.
- To super! Będę na pewno.
- Okej, to do zobaczenia!
Tym, że Ian zaprosił mnie na imprezę, byłam bardzo podekscytowana. Właśnie tego mi było trzeba.
------------------------------------------------------------
Kochani!
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział. Co do głosowania to znajduję się na 24 miejscu. Trochę mnie to zawiodło bo na samym początku miałam miejsce 12. Wiem, że męczę was tymi prośbami, ale gdybyście poprosiły przyjaciół, rodziców czy kogokolwiek innego o zagłosowanie na moje opowiadanie, byłabym wam bardzo wdzięczna.
Kocham i proszę o wsparcie.
Tagi:
48
Zaczął się konkurs!
Wysyłajcie smsy o treści J00061 na numer 7122 i głosujcie na mnie! Koszt smsa to 1,23 brutto PLN z VAT.
Z jednego numeru można wysłać tylko jednego smsa.
Bardzo was proszę o głosy. Na pewno domyślacie się ile to dla mnie znaczy ;*
Więcej informacji na http://www.blogroku.pl/kategorie/alicewrites,gwimu,blog.html
Kocham <3
Wysyłajcie smsy o treści J00061 na numer 7122 i głosujcie na mnie! Koszt smsa to 1,23 brutto PLN z VAT.
Z jednego numeru można wysłać tylko jednego smsa.
Bardzo was proszę o głosy. Na pewno domyślacie się ile to dla mnie znaczy ;*
Więcej informacji na http://www.blogroku.pl/kategorie/alicewrites,gwimu,blog.html
Kocham <3
Tagi:
głosowanie
Wszystkiego najlepszego w 2012 roku! Spełnienia marzeń, szczęścia, zdrowia i miłości! Sobie życzę, żebyście nadal tu zaglądali i już za 2 tygodnie głosowali na mojego bloga w konkursie na Bloga Roku!
Pozdrawiam i Kocham <3
Pozdrawiam i Kocham <3
Tagi:
nowy rok
- Nie wierzę, że ona tak głupio się zachowuje. Naprawdę zdziczała przez tego chłopaka.
Popołudnie następnego dnia spędzałam z Sel. Opowiedziałam jej to, co widziałam poprzedniego dnia, kiedy byłam u Julie.
- Mi też trudno było uwierzyć - mruknęłam.
- No nic, trudno - powiedziała i napiła się swojej kawy, zamyślona. - A teraz opowiadaj jak z Justinem?
Przygryzłam dolną wargę.
- A co ma być? - wzruszyłam ramionami.
- Nie próbuj mnie wkręcać! Jak to się stało, że byliście razem?
- Co? - zdziwiłam się. Nie zrozumiałam pytania.
- Był z tobą u Julie... Tak mówiłaś.
- No bo był.
- Alice! - krzyknęła mi w twarz zdenerwowana.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć. Lubimy się, po prostu.
Pokiwała głową, nie do końca zadowolona z mojej odpowiedzi.
Przez głowę przemknęła mi myśl, że jest zazdrosna.
- Tylko lubicie? - z jej głosu wnioskowałam, że liczyła na więcej.
- Selena! Przestań, my się przecież nie znamy...
- Oczywiście, że się znacie. Tylko... - urwała.
- Tylko nie pamiętam - dokończyłam za nią.
Pokiwała powoli głową.
- Przepraszam.
- Nie masz za co! - zaprotestowałam.
- Przypomnisz sobie. Na pewno - powiedziała, po czym przytuliła mnie do siebie. Właściwie, to w tej chwili bardzo tego potrzebowałam.
***
Dwie godziny później jechałyśmy autem Sel pod willę w której mieszkał Justin.
Patrząc na drogę, uświadomiłam sobie, że bardzo dawno nie siedziałam za kółkiem.
- Planujemy coś? - spytałam.
- Czy ja wiem... - odpowiedziała zamyślona dziewczyna - Pewnie gdzieś pójdziemy, ale jest tak gorąco, że najchętniej nic bym nie robiła.
Upały w ostatnich dniach faktycznie dużo o sobie przypomniały. Odgarnęłam do tyłu lepkie od potu włosy i podniosłam je wysoko. Od razu poczułam chłód na karku.
- Ta klimatyzacja to fajna sprawa - stwierdziłam, nie wiedząc co właściwie powiedzieć.
Kilka minut później byłyśmy na miejscu.
- Nie chcę wysiadać - sapnęła Selena, kiedy się zatrzymałyśmy - Tutaj jest tak dobrze!
Zaśmiałam się, chociaż sama miałam o tym takie samo zdanie.
Z niechęcią otworzyłam drzwiczki i - biegnąc - chwilę później stanęłam przed bramą.
W domu poczułam ulgę - było tu o wiele chłodniej niż w samochodzie.
- Hej! - zawołałam, ponieważ w holu nikogo nie było.
Chłopak zbiegł po schodach i objął mnie, a potem Selenę.
Ten uścisk niczym nie różnił się od tych, jakimi witaliśmy się wcześniej. Trochę mnie to... zawiodło.
Stanęłam obok Seleny i cicho wypuściłam powietrze.
Myślałam, że zrobiłam to cicho. Justin niczego nie zauważył, ale kiedy tylko się odwrócił, dziewczyna złapała mnie za rękę i patrzyła przez chwilę w oczy.
Spuściłam wzrok.
Weszliśmy na górę, do białego pokoju.
- Idziemy gdzieś? – spytała Sel.
Justin wzruszył ramionami. Oboje spojrzeli na mnie.
- Co? – spytałam odrętwiała.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
Popatrzyłam na chłopaka.
- Hmm?
Wziął głęboki oddech i wskazał gestem na kanapę. Usiedliśmy.
______________________Oczami Justina_____________________
Strasznie się zestresowałem.
Nie byłem w stanie jej tego powiedzieć.
Spojrzałem na Selenę. Wiedziała, że nie mogę wykrztusić słowa.
Wskazała ręką na siebie i pokręciła głową. Wróciłem myślami do czekającej na to co powiem Alice.
- O co chodzi? – spytała.
- Ja... Znaczy… My... Znaczy ty…
- Justin? – ukrywała swoje rozbawienie.
- Bo chodzi nam o to… - wtrąciła się Selena – znaczy Justinowi…
- Znaczy nam chodzi o to – wróciłem do swojej wersji – Że… musisz o czymś wiedzieć.
-To już chyba mówiłeś – stwierdziła Alice.
- Jus, powiedz jej.
- Ktoś mi wytłumaczy o co tutaj chodzi?
Poczułem na sobie spojrzenie obu dziewczyn.
- Tylko o to… Jedziemy do Wesołego Miasteczka!
Stchórzyłem. Brawa dla mnie.
________________________Oczami Alice_____________________
Osłupiała, zaczęłam wracać myślami do początku naszej rozmowy.
- Żartujesz sobie?
- Nie! – wykrzyknął chłopak.
- Tak! – krzyknęła Selena.
Pokręciłam szybko głową.
- O co wam chodzi?
- O…
- Taką…
- Niespodziankę! – wykrzyknął Justin.
- O czym wy do jasnej cholery mówicie?!
Nastała cisza.
Oczami wędrowałam to na Sel, to na Justina.
Po chwili zauważyłam, że w trakcie tej głupiej gatki wstałam z miejsca.
Wyminęłam ich i zbiegłam po schodach na dół.
Skrycie liczyłam na to, że Justin pobiegnie za mną.
Ale nic takiego się nie wydarzyło.
***
Dochodziłam do domu, kiedy zadzwonił mój telefon.
JUSTIN
Nie mogłam sobie odmówić, więc po chwili odebrałam i z teatralnym westchnięciem do mikrofonu spytałam:
- Halo?
- Alice, nie gniewaj się. Możemy się spotkać?
- Gdzie? W Wesołym Miasteczku? – zadrwiłam.
- Nie… Chyba, że chcesz.
- Daj spokój.
- To jak?
Ponownie – chociaż byłam zła – nie mogłam sobie odmówić i zgodziłam się spotkać na plaży.
„Niech stracę” – pomyślałam.
Bo naprawdę czułam, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
***
Kiedy tylko weszłam na piasek, zdjęłam buty i rozglądnęłam się dookoła. Nie miałam dobrych skojarzeń z tą plażą, chociaż nie wiedziałam czemu.
Stał przy brzegu i patrzył się w fale.
- Hej – zawołałam, kiedy byłam wystarczająco blisko niego.
Drgnął i odwrócił się do mnie.
- Cześć.
- To co chciałeś? – starałam się przybrać znudzony ton głosu.
- Ja… Głupio wyszło.
Zastanawiałam się, czy to wszystko i czy powinnam się teraz obrócić się i wrócić do domu. Przerwał moje rozmyślania.
- Stchórzyłem, bo nie chcę tego, co muszę zrobić.
- Czyli?
- Wiesz, że nagrywam płytę, prawda?
Pokiwałam głową. Co to ma do „niespodzianki” ?
- Tylko, że muszę to zrobić w Atlancie.
Znowu pokiwałam głową. Miałam zadać pytanie typu ”I co dalej?”, ale wtedy zrozumiałam.
- Ah – wyrwało mi się.
- I to niestety nie wszystko.
- Oświeć mnie.
Wziął głęboki oddech.
- Mam trasę po stanach.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Kiedy?
- Wyjeżdżam jutro.
Zatkało mnie.
- Przepraszam… Tak mi przykro…
Pokręciłam głową.
Nie mógł wiedzieć, jak bardzo mnie to zabolało. Ja sama nie chciałam się do tego przyznać.
- To jedź – syknęłam i tak jak miałam to w planach wcześniej, odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego domu.
Popołudnie następnego dnia spędzałam z Sel. Opowiedziałam jej to, co widziałam poprzedniego dnia, kiedy byłam u Julie.
- Mi też trudno było uwierzyć - mruknęłam.
- No nic, trudno - powiedziała i napiła się swojej kawy, zamyślona. - A teraz opowiadaj jak z Justinem?
Przygryzłam dolną wargę.
- A co ma być? - wzruszyłam ramionami.
- Nie próbuj mnie wkręcać! Jak to się stało, że byliście razem?
- Co? - zdziwiłam się. Nie zrozumiałam pytania.
- Był z tobą u Julie... Tak mówiłaś.
- No bo był.
- Alice! - krzyknęła mi w twarz zdenerwowana.
- Nie wiem co mam ci powiedzieć. Lubimy się, po prostu.
Pokiwała głową, nie do końca zadowolona z mojej odpowiedzi.
Przez głowę przemknęła mi myśl, że jest zazdrosna.
- Tylko lubicie? - z jej głosu wnioskowałam, że liczyła na więcej.
- Selena! Przestań, my się przecież nie znamy...
- Oczywiście, że się znacie. Tylko... - urwała.
- Tylko nie pamiętam - dokończyłam za nią.
Pokiwała powoli głową.
- Przepraszam.
- Nie masz za co! - zaprotestowałam.
- Przypomnisz sobie. Na pewno - powiedziała, po czym przytuliła mnie do siebie. Właściwie, to w tej chwili bardzo tego potrzebowałam.
***
Dwie godziny później jechałyśmy autem Sel pod willę w której mieszkał Justin.
Patrząc na drogę, uświadomiłam sobie, że bardzo dawno nie siedziałam za kółkiem.
- Planujemy coś? - spytałam.
- Czy ja wiem... - odpowiedziała zamyślona dziewczyna - Pewnie gdzieś pójdziemy, ale jest tak gorąco, że najchętniej nic bym nie robiła.
Upały w ostatnich dniach faktycznie dużo o sobie przypomniały. Odgarnęłam do tyłu lepkie od potu włosy i podniosłam je wysoko. Od razu poczułam chłód na karku.
- Ta klimatyzacja to fajna sprawa - stwierdziłam, nie wiedząc co właściwie powiedzieć.
Kilka minut później byłyśmy na miejscu.
- Nie chcę wysiadać - sapnęła Selena, kiedy się zatrzymałyśmy - Tutaj jest tak dobrze!
Zaśmiałam się, chociaż sama miałam o tym takie samo zdanie.
Z niechęcią otworzyłam drzwiczki i - biegnąc - chwilę później stanęłam przed bramą.
W domu poczułam ulgę - było tu o wiele chłodniej niż w samochodzie.
- Hej! - zawołałam, ponieważ w holu nikogo nie było.
Chłopak zbiegł po schodach i objął mnie, a potem Selenę.
Ten uścisk niczym nie różnił się od tych, jakimi witaliśmy się wcześniej. Trochę mnie to... zawiodło.
Stanęłam obok Seleny i cicho wypuściłam powietrze.
Myślałam, że zrobiłam to cicho. Justin niczego nie zauważył, ale kiedy tylko się odwrócił, dziewczyna złapała mnie za rękę i patrzyła przez chwilę w oczy.
Spuściłam wzrok.
Weszliśmy na górę, do białego pokoju.
- Idziemy gdzieś? – spytała Sel.
Justin wzruszył ramionami. Oboje spojrzeli na mnie.
- Co? – spytałam odrętwiała.
- Muszę Ci coś powiedzieć.
Popatrzyłam na chłopaka.
- Hmm?
Wziął głęboki oddech i wskazał gestem na kanapę. Usiedliśmy.
______________________Oczami Justina_____________________
Strasznie się zestresowałem.
Nie byłem w stanie jej tego powiedzieć.
Spojrzałem na Selenę. Wiedziała, że nie mogę wykrztusić słowa.
Wskazała ręką na siebie i pokręciła głową. Wróciłem myślami do czekającej na to co powiem Alice.
- O co chodzi? – spytała.
- Ja... Znaczy… My... Znaczy ty…
- Justin? – ukrywała swoje rozbawienie.
- Bo chodzi nam o to… - wtrąciła się Selena – znaczy Justinowi…
- Znaczy nam chodzi o to – wróciłem do swojej wersji – Że… musisz o czymś wiedzieć.
-To już chyba mówiłeś – stwierdziła Alice.
- Jus, powiedz jej.
- Ktoś mi wytłumaczy o co tutaj chodzi?
Poczułem na sobie spojrzenie obu dziewczyn.
- Tylko o to… Jedziemy do Wesołego Miasteczka!
Stchórzyłem. Brawa dla mnie.
________________________Oczami Alice_____________________
Osłupiała, zaczęłam wracać myślami do początku naszej rozmowy.
- Żartujesz sobie?
- Nie! – wykrzyknął chłopak.
- Tak! – krzyknęła Selena.
Pokręciłam szybko głową.
- O co wam chodzi?
- O…
- Taką…
- Niespodziankę! – wykrzyknął Justin.
- O czym wy do jasnej cholery mówicie?!
Nastała cisza.
Oczami wędrowałam to na Sel, to na Justina.
Po chwili zauważyłam, że w trakcie tej głupiej gatki wstałam z miejsca.
Wyminęłam ich i zbiegłam po schodach na dół.
Skrycie liczyłam na to, że Justin pobiegnie za mną.
Ale nic takiego się nie wydarzyło.
***
Dochodziłam do domu, kiedy zadzwonił mój telefon.
JUSTIN
Nie mogłam sobie odmówić, więc po chwili odebrałam i z teatralnym westchnięciem do mikrofonu spytałam:
- Halo?
- Alice, nie gniewaj się. Możemy się spotkać?
- Gdzie? W Wesołym Miasteczku? – zadrwiłam.
- Nie… Chyba, że chcesz.
- Daj spokój.
- To jak?
Ponownie – chociaż byłam zła – nie mogłam sobie odmówić i zgodziłam się spotkać na plaży.
„Niech stracę” – pomyślałam.
Bo naprawdę czułam, że nic dobrego z tego nie wyniknie.
***
Kiedy tylko weszłam na piasek, zdjęłam buty i rozglądnęłam się dookoła. Nie miałam dobrych skojarzeń z tą plażą, chociaż nie wiedziałam czemu.
Stał przy brzegu i patrzył się w fale.
- Hej – zawołałam, kiedy byłam wystarczająco blisko niego.
Drgnął i odwrócił się do mnie.
- Cześć.
- To co chciałeś? – starałam się przybrać znudzony ton głosu.
- Ja… Głupio wyszło.
Zastanawiałam się, czy to wszystko i czy powinnam się teraz obrócić się i wrócić do domu. Przerwał moje rozmyślania.
- Stchórzyłem, bo nie chcę tego, co muszę zrobić.
- Czyli?
- Wiesz, że nagrywam płytę, prawda?
Pokiwałam głową. Co to ma do „niespodzianki” ?
- Tylko, że muszę to zrobić w Atlancie.
Znowu pokiwałam głową. Miałam zadać pytanie typu ”I co dalej?”, ale wtedy zrozumiałam.
- Ah – wyrwało mi się.
- I to niestety nie wszystko.
- Oświeć mnie.
Wziął głęboki oddech.
- Mam trasę po stanach.
Przełknęłam głośno ślinę.
- Kiedy?
- Wyjeżdżam jutro.
Zatkało mnie.
- Przepraszam… Tak mi przykro…
Pokręciłam głową.
Nie mógł wiedzieć, jak bardzo mnie to zabolało. Ja sama nie chciałam się do tego przyznać.
- To jedź – syknęłam i tak jak miałam to w planach wcześniej, odwróciłam się na pięcie i pobiegłam do swojego domu.
Tagi:
47


